3 kwietnia 1944 roku Niemcy zbombardowali Majdan Sitaniecki. Była to akcja odwetowa za pomoc jakiej mieszkańcy wsi udzielali partyzantom. Po nalotach jeden z niemieckich bombowców runął na ziemię w okolicznym lesie. Przyczyna nie jest znana do dziś. Tę historię odkrywają właśnie pasjonaci ze Stowarzyszenia Historyczno-Poszukiwawczego „Wolica”, którzy przeszukują teren katastrofy i odnajdują szczątki samolotu.
– Mówi się, że niemiecki bombowiec nurkujący, ale chcemy to zweryfikować – mówi w rozmowie z Radiem Lublin Wojciech Werus ze Stowarzyszenia Historyczno-Poszukiwawczego „Wolica”. – Chcemy pozyskać jakieś przedmioty, które są związane z samolotem, żeby potwierdzić, właśnie jaki był to bombowiec. Wiemy, że na miejscu katastrofy zginęły 2 osoby, czyli pilot i osoba towarzysząca. Te osoby prawdopodobnie są pochowane bardzo blisko miejsca tej katastrofy, bo jeszcze do lat sześćdziesiątych była tam mogiła, która była oznaczona takim białym płotem. Mieszkańcy oczywiście o tym miejscu wiedzieli – dodaje.
– Wiemy, że te samoloty operowały najprawdopodobniej z lotniska w Mokrem, które było takim największym w obrębie Zamojszczyzny lotniskiem – zaznacza członek Stowarzyszenia Historyczno-Poszukiwawczego „Wolica” Adam Nowosad. – Z literatury przedmiotu wiemy, że były tam samoloty rozpoznawcze Junkersy, bombowce. Wiosna ’44 to jest taki okres, kiedy nasilone są już bardzo mocno te działania partyzanckie tutaj na Lubelszczyźnie, na Zamojszczyźnie – dodaje.
– To jest też kwestia tego, że chcemy poruszać lokalną historię, bo jesteśmy związani z gminą Izbica i te historie nas bardzo mocno interesują. Dużo osób nam kiedyś też wspominało o tym, żeby to miejsce katastrofy przeszukać. Może troszeczkę o niej opowiedzieć – opowiada Werus.
– Mamy już pierwsze efekty przeszukiwań – tłumaczy Grzegorz Ręka ze Stowarzyszenia Historyczno-Poszukiwawczego „Wolica”. – Mamy odnalezione już części poszycia z farbą, którą był samolot pokryty, z nitami. Także już po tym jakiś specjalista, który bardzo dobrze orientuje się w tematyce lotnictwa II wojny światowej, myślę, że już dałby radę określić, co to był za samolot. Z takich ciekawszych rzeczy, to odnaleźliśmy jeszcze prądnicę. Podejrzewamy, że po oczyszczeniu być może pojawią się jakieś sygnatury. Także też będziemy mogli ustalić dokładnie, jaka to była maszyna. Bardzo ciekawe również były elementy szkła, które było montowane na przodzie i na tyle kabiny pilota. Tam była wzmocniona ta kabina. To są takie około 3-4-centymetrowe grubości kawałki szkła – dodaje.
– Wiadomo, że samolot zderzył się na początku z koronami drzew, a później spadł na ziemię, więc rozsyp tych elementów jest bardzo duży – podkreśla Werus.
– Łopaty i takie małe łopateczki i po prostu odgrzebujemy warstwa po warstwie dany teren – opowiada jeden z uczestników akcji. – Bierzemy sobie kawałeczek terenu, powiedzmy metr na metr i odkopujemy. Na zwykłych poszukiwaniach przemierzamy dużo kilometrów przez las, a tutaj praktycznie dochodzimy do miejsca i cały dzień spędzamy tylko i wyłącznie na tym jednym miejscu – dodaje.
Wszystkie odnalezione w Lesie Orłowskim przedmioty zostaną przekazane do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lublinie. Stowarzyszenie Historyczno-Poszukiwawcze „Wolica” istnieje od 6 lat. Poza poszukiwaniami w terenie, jego członkowie pracują dziś nad utworzeniem Izby Pamięci i Tradycji w Izbicy.
JN / opr. PaW
Fot. pixabay.com
Pliki dźwiękowe
Zagadkowa katastrofa po bombardowaniu wsi. Trwają poszukiwania wraku w Lesie Orłowskim










