Dziś zapraszam Państwa na rozmowę z Anną Rupą – ukraińską fotografką, artystką i inicjatorką klubu konwersacyjnego „Pogaduchy” w Warsztatach Kultury. Powodem naszego spotkania jest mozaika „W poszukiwaniu domu”, która niedawno powstała w centrum Lublina. Jak narodził się pomysł na tę pracę i jaka historia się za nią kryje? Posłuchajmy.
Anna Rupa: Zaczęło się oczywiście od propozycji stworzenia mozaiki. Z taką inicjatywą wyszedł Petro Zi?n?uk, który prowadzi Fundację Kultura Enter. To część trzyletniego projektu „Mozaikowe Miasto”, w ramach którego powstały trzy mozaiki. W tym roku miała powstać trzecia z nich i tak powstała moja mozaika „W poszukiwaniu domu”.
Anna Kovalova: Opowiedz trochę więcej o samej idei.
Anna Rupa: Na początku zastanawiałam się, co mogłoby łączyć wszystkie trzy mozaiki, ponieważ są częścią jednego projektu. Chciałam znaleźć wspólny motyw, który je zjednoczy. Pomyślałam, że wszystkie są związane z Lublinem, więc zaczęłam się zastanawiać, co ja sama chciałabym dodać od siebie i co mnie wiąże z tym miastem. Doszłam do wniosku, że Lublin stał się już moim domem. We wrześniu minie siedem lat, odkąd tutaj mieszkam. Obecnie nie mogę pojechać do swojego rodzinnego domu w Ukrainie, dlatego ta mozaika miała być dedykacją dla Lublina – moim podziękowaniem za to miejsce. Chciałam też stworzyć coś, co będzie sprawiało radość innym ludziom, zarówno wizualnie, jak i na poziomie refleksji. Dlatego na mozaice znalazła się dedykacja dla tych, którzy szukają swojego domu, i dla tych, którzy już go znaleźli. Odczytuję ją jako przesłanie nadziei dla osób poszukujących swojego miejsca – tutaj lub gdziekolwiek indziej. Jednocześnie, jako osoba, która odnalazła swoje miejsce właśnie w Lublinie, wyrażam w ten sposób swoją wdzięczność.
Anna Kovalova: Znamy się osobiście. Chyba przez miesiąc? Może nawet trochę mniej. Byłaś po prostu w Warsztatach Kultury codziennie, od rana do nocy. Mogę powiedzieć, że to nasze takie pierwsze spotkanie, podczas którego możemy spokojnie porozmawiać.
Anna Rupa: Jeśli chodzi o dłuższe spotkanie, to na pewno pierwsze. Rzeczywiście spędziłam w Warsztatach Kultury chyba około miesiąca. Od razu wyjaśnię też, dlaczego właśnie tam – na poddaszu powstała pracownia mozaikowa. Może nie była to oficjalna pracownia, ale właśnie tam realizowaliśmy projekt. Prace trwały mniej więcej miesiąc, bo wszystko zaczyna się od doboru płytek. Jeszcze przed samymi trzema tygodniami układania mozaiki spędziłam około dwóch tygodni na jeżdżeniu po sklepach i kompletowaniu materiałów. Najzabawniejsze jest to, że poddasze znajduje się na trzecim piętrze i nie ma tam windy. Razem z moim mężem wnosiłam więc na górę torby i pudełka pełne płytek. Bardzo mu za to dziękuję.
Anna Kovalova: Warto też wspomnieć, że nie tworzyłaś tej mozaiki sama. Miałaś wokół siebie ekipę, w której byłam również ja.
Anna Rupa: Tak, dokładnie. Mieliśmy jedenaścioro wolontariuszy i jednego nieoficjalnego wolontariusza, czyli mojego męża. Ja byłam trzynastą osobą w zespole. Co ciekawe, mozaika znajduje się przy Rynku 13, więc ta liczba ciągle gdzieś się przewija. Oczywiście wolontariusze nie pracowali przy mozaice codziennie. Każdy wniósł swój wkład – jedni większy, inni mniejszy – ale najważniejsze, że byli i pomagali. Jestem pewna, że bez ich wsparcia nie udałoby się ukończyć mozaiki w trzy tygodnie. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, ile czasu zajęłoby mi to samodzielnie. Chyba musiałabym całkowicie zrezygnować ze snu. Jest jeszcze jedna ciekawostka. Na tym poddaszu stało normalne łóżko, więc teoretycznie mogłam tam zamieszkać na czas pracy i układać mozaikę bez przerwy, praktycznie nie wychodząc do domu.
Anna Kovalova: Dobrze, że masz męża. Powiedz jeszcze, jak wyglądał ten proces szukania tych płytek?
Anna Rupa: To też jedna z moich ulubionych historii. Po odwiedzeniu sześciu sklepów miałam już naprawdę poważny kryzys. Siedziałam pod jednym z nich i chciało mi się płakać. Kilka osób pracujących w sklepach mówiło mi: „O czym pani mówi? Kto położyłby czekoladową płytkę w łazience albo w kuchni?”. Próbowali mnie przekonać, że coś takiego jak czekoladowa płytka po prostu nie istnieje. Nie mogłam w to uwierzyć. Zresztą nie chodziło nawet wyłącznie o kolor czekoladowy, ale ogólnie o odcienie brązu. Projektowałam mozaikę pod konkretną kamienicę, która ma brązowe okna i drzwi z lekko pomarańczowym odcieniem. Poza tym Stare Miasto jest pełne ciepłych, beżowych kolorów. Wiedziałam więc, że większość odcieni w mozaice powinna być ciemna i ciepła. Tymczasem wszędzie słyszałam, że niczego takiego nie znajdę. Na szczęście nie poddałam się i w końcu te płytki znalazłam. Potem każdemu, kto przychodził do pracowni, opowiadałam historię o tej słynnej czekoladowej płytce. Szukałam jej bardzo długo, a kiedy już ją znalazłam, okazało się, że miała metkę „nowość”. Być może dlatego wcześniej wszyscy byli przekonani, że nie istnieje. A jednak istnieje i można ją zobaczyć na mozaice.
Anna Kovalova: Pamiętam, że opowiadałaś też historię, jak przyszłaś do tego pana, co sprzedawał glazury. Co mu wtedy powiedziałaś?
Anna Rupa: To było właśnie w siódmym sklepie, już po moim kryzysie i niemal płaczu z powodu braku odpowiednich brązowych płytek. Trafiłam do sklepu typu outlet. Chodziłam między regałami z jedną płytką w kolorze rdzawego pomarańczu, bo zależało mi na takim lekko postarzałym, rdzawym odcieniu klucza, który pojawia się na mozaice. W pewnym momencie sprzedawca zapytał mnie, czego właściwie szukam. Zazwyczaj pytano mnie o rozmiar albo rodzaj płytki, ale ja byłam już tak zmęczona i zestresowana, że odpowiedziałam: „Proszę pana, cokolwiek. Ja to i tak będę tłuc”. Był wyraźnie zaskoczony i zapytał: „Jak to będzie pani tłuc?”. A ja na to: „Bo robię mozaikę”. Dodałam, że rozmiar nie ma znaczenia, byle płytki nadawały się na zewnątrz. Powiedziałam nawet, że jeśli ma jakieś uszkodzone albo wycofane serie, to chętnie wszystko zabiorę. I rzeczywiście wtedy udało mi się zdobyć bardzo dużo materiału. Niektórych kolorów miałam jednak tak mało, że podczas pracy baliśmy się zmarnować choćby jeden kawałek. Na szczęście klucze na mozaice nie są bardzo duże, więc ostatecznie wszystkich płytek wystarczyło.
Anna Kovalova: Ile jest tych kluczy?
Anna Rupa: Sześć. Najczęściej liczą je dzieci. Czasami pytają też, dlaczego właśnie sześć. Dla mnie te klucze są bardzo różnorodne – są wśród nich zarówno współczesne, jak i starsze wzory. Traktuję je trochę jak etapy życia. Najpierw jest dzieciństwo i rodzinny dom, później studia, wyprowadzka, kolejne miejsca. Każdy etap wiąże się z innym kluczem.
To właśnie takie skojarzenie chciałam przekazać – sześć różnych kluczy, tak jak różnorodne jest nasze życie. Każdy etap jest inny, ale każdy jest równie ważny.
Anna Kovalova: Wspomniałaś wcześniej, że obecnie nie możesz wrócić do swojego rodzinnego domu.
Anna Rupa: Tak. Co ciekawe, zanim pojawił się pomysł na same klucze, długo zastanawiałam się, co najbardziej łączy mnie z Lublinem. W pewnym momencie, podczas porządków, znalazłam swoje klucze do mieszkania w Kramatorsku. Pomyślałam wtedy, że klucz jest bardzo silnym symbolem – wizualnie prostym, ale jednocześnie wieloznacznym.
Tak jak pisałam w opisie mozaiki, klucze można interpretować na wiele sposobów. Uznałam, że będzie to dobre rozwiązanie dla pracy znajdującej się w przestrzeni miejskiej. Chciałam, żeby ludzie rozumieli jej przekaz, ale jednocześnie mogli odnaleźć w nim własne znaczenia.
Nie zależało mi na tym, żeby mozaika była opowieścią wprost o wojnie. Chciałam, żeby mimo wszystko niosła bardziej pozytywne przesłanie.
Anna Kovalova: A jaka jest teraz sytuacja w Kramatorsku?
Anna Rupa: Mam wrażenie, że obecnie wiele osób robi zdjęcia Kramatorska z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego że wiele miejsc zostało osłoniętych specjalnymi siatkami przeciwdronowymi. Jadąc niektórymi drogami, porusza się właściwie pod takimi osłonami. To bardzo charakterystyczny widok. Po drugie, Rosjanie są już na tyle blisko, że wiele osób dokumentuje miasto, nie wiedząc, jak długo pozostanie ono takie, jakie jest dzisiaj. Myślę, że właśnie z tego powodu powstaje teraz tak wiele zdjęć. Dla mnie Kramatorsk wciąż wygląda tak, jak przed wojną, ponieważ od początku 2022 roku ani razu tam nie byłam. Ostatni raz odwiedziłam miasto w sylwestra – jeszcze przed pełnoskalową inwazją. Taki obraz pozostał mi w pamięci. Oczywiście widzę w internecie, jak wygląda dziś, i myślę, że gdybym tam pojechała, byłby to dla mnie ogromny szok. To zupełnie inna rzeczywistość.
Anna Kovalova: A w Lublinie czujesz się już jak w domu?
Anna Rupa: Na sto procent. Kiedy jestem gdzieś poza Lublinem, mówię po prostu: „jadę do domu” i mam na myśli właśnie Lublin. Oczywiście czasami używam tego określenia również w odniesieniu do Ukrainy, bo tam jest moja rodzina i moje korzenie. Nie chodzi jednak o powrót do mieszkania w Kramatorsku, tylko bardziej o kraj i bliskich. Na przykład tego lata planuję wyjazd do Łucka, bo właśnie tam mieszka teraz część mojej rodziny.
Anna Kovalova: Moim gościem była Anna Rupa – ukraińska fotografka, artystka i autorka mozaiki „W poszukiwaniu domu”, która powstała przy ulicy Rynek 13 w Lublinie. Miałam również okazję włączyć się w jej tworzenie i obserwować ten proces z bliska. Dziękuję Państwu za dziś i zapraszam do kolejnego spotkania za tydzień.
Сьогодні запрошую вас на розмову з Анною Рупою – українською фотографкою, мисткинею та ініціаторкою розмовного клубу «Погадухи» у Варштатах культури. Приводом для нашої зустрічі стала мозаїка «У пошуках дому», яка нещодавно з’явилася в центрі Любліна. Як народилася ідея цієї роботи та яка історія стоїть за нею? Послухаймо.
Анна Рупа: Ідея почалася з того, що я отримала пропозицію від Петра Жиднюка, засновника фондації «Культураентер». У нього є трирічний проєкт «Мозаїкове місто», і в його межах мали з’явитися три мозаїки. Моя робота «В пошуках дому» стала третьою з них. Після цієї пропозиції вже далі все розвивалося в моїй голові – думки про те, якою має бути мозаїка, яка її ідея. Я почала думати, що якщо це один спільний проєкт із трьох робіт, то їх має щось об’єднувати. Я намагалася зрозуміти, що об’єднує перші дві, щоб знайти спільну ідею для всіх трьох. Дуже неочікувано спільною темою став Люблін. Я подумала, що тепер у мене є зв’язок із цим містом, і хочеться зробити роботу і від себе, і для Любліна. Хотілося, щоб вона була універсальною, зрозумілою для багатьох людей і візуально привабливою – не лише через ідею, а й через образ. Сама ідея полягає в тому, що мене з Любліном пов’язує життя тут: я живу тут уже сім років і не можу повернутися в Україну, до свого рідного міста. Це теж стало частиною мозаїки. Я думала про це і про те, що Люблін став для мене домом. Я дуже вдячна за це і щаслива, що так склалося. Спочатку було складно – стрес, адаптація, багато всього нового. Але з часом я справді відчула це місце як дім. І якраз коли я думала, що мене пов’язує з Любліном, я випадково прибиралася і знайшла ключі від квартири в Краматорську. І подумала: «вау, ключі» — це дуже багатозначний символ, який може означати різні речі для різних людей. Він і трохи таємничий, і водночас дуже змістовний. І я зрозуміла, що це важливий образ для мозаїки.
Анна Ковальова: Ти робила цю мозаїку не сама. Розкажи, як відбувався процес створення. Ми з Анею дружимо в реальному житті, тому я теж долучилась до створення мозаїки.
Анна Рупа: Ми створювали цю мозаїку приблизно три тижні без перерви і без вихідних. Участь брали 11 волонтерів, плюс неофіційно мій чоловік як волонтер. І я – як авторка, тобто загалом виходить 13 людей.
Було дуже багато символічних збігів. Наприклад, мозаїка знаходиться на вулиці Ринок, 13. У мене є історія, пов’язана із затиркою і числами — загалом у проєкті було багато майже «таємничих» моментів. На затирці був номер 114 – це номер кольору. І 114 – це також номер моєї квартири в Краматорську. Коли я це побачила, я подумала, що це точно той колір, який має бути в цій мозаїці. Це якось дуже співпало – ніби через ключі, через двері, через символи…
Анна Ковальова: Це були дуже інтенсивні три тижні. Я пам’ятаю, як ти ще жалілася, що не могла знайти плитку потрібного кольору, що ти була розчарована. Розкажи про це.
Анна Рупа: Я дуже люблю цю історію розповідати, бо тут, мабуть, вирішила все моя впертість і чітке бачення цих ключів у конкретних кольорах. У мене була ідея, і я мала йти до кінця. Я обійшла шість магазинів. Після шостого я просто сіла на лавочку і мені хотілося плакати. У мене не було нічого – я купила лише один колір і все. У двох магазинах мені прямо натякали, що коричневого не існує. В одному навіть сказали фразу, що це я «вигадую»: мовляв, хто взагалі буде класти шоколадну плитку на кухні чи у ванній. А я стояла і думала: ну я. Мені це було дуже дивно чути. Мене всі переконували, що шоколадної плитки не існує. А мені вона була дуже потрібна, бо кам’яниця має теплі коричневі, бежеві, руді відтінки. І цей коричневий, майже шоколадний, є на вікнах. Я хотіла, щоб мозаїка гармоніювала з будівлею. Цей «шоколадний» був буквально кольором моєї мрії. І мені всі говорили, що такого не буває. А я врешті знайшла його в сьомому магазині – новинка, саме той відтінок. Я його все ж таки здобула, попри те, що мені всі повторювали, що коричневого і шоколадного не існує. Хоча, якщо говорити про вуличну плитку, то справді – вибір був дуже обмежений.
Анна Ковальова: Розкажи, як тобі дісталася ця плитка і як на тебе дивився продавець?
Анна Рупа: Я приїхала в магазин дуже застресована і засмучена. Взагалі, вже не було надії щось знайти. Продавець сам до мене підійшов, бо я ходила по залу з одним екземпляром плитки й намагалася підібрати до нього інший відтінок. Він питає: «Що вам потрібно?» А я кажу: «Мені потрібно будь-що. Я буду це розбивати. Дайте мені будь-що для вулиці – будь-який розмір, будь-який колір. Ну, добре, не будь-який колір, але щось списане, побите, розбите, брудне… будь-що». Я була настільки виснажена, що мені вже справді було байдуже, що саме це буде. І він почав дуже довго щось шукати, показувати, пропонувати різні варіанти. І врешті ми знайшли в новинках ту саму «легендарну» шоколадну плитку. Також мені дісталися кілька екземплярів із вітрини – вони стояли на вулиці як зразки, по одному. Там був бежевий, ще інші відтінки. Я так зрозуміла, що деякі з них уже навіть не продавалися, а просто залишалися як виставкові. І я вийшла звідти з таким дуже гарним набором різних поодиноких плиток, які стали частиною роботи.
Анна Ковальова: Ти раніше сказала, що не можеш зараз повернутися до свого рідного дому в Україні. Яка зараз ситуація в Краматорську?
Анна Рупа: Я не можу повернутися туди лише з однієї причини – це дуже небезпечно. І, чесно кажучи, навряд чи мене б пустила родина, та й я сама боюся. Я не була в Краматорську з Нового року 2021 на 2022. Тоді я святкувала там Новий рік, і відтоді вже не поверталася під час війни. Ситуація зараз така, що в місті багато фотографій. Це пов’язано з двома речами. Перше – місто почали масово затягувати антидроновими сітками. Раніше це теж було, але зараз у значно більшому масштабі. Друге – фронт дуже близько, і місто фактично фотографують, поки воно ще стоїть у більш-менш цілісному стані. Але в якому воно стані буде далі – невідомо. Мені важко це бачити. У голові я все ще тримаю образ мирного Краматорська. Я його здебільшого таким і пам’ятаю, хоча через інтернет бачу, як він виглядає зараз. І я думаю, що якби я приїхала, це був би для мене дуже сильний контраст і шок.
Анна Ковальова: Моєю гостею була Анна Рупа – українська фотографка, мисткиня та авторка мозаїки «У пошуках дому», що з’явилася на вулиці Ринок, 13 у Любліні. Я також мала нагоду долучитися до її створення та спостерігати за цим процесом зблизька. Дякую за увагу, до зустрічі наступного тижня, Anna Kovalova – Radio Lublin.
Fot. Anna Kovalova / nadesłane
Pliki dźwiękowe
14.06.2026 Borszcz Ukraiński po Lubelsku










