Twarz na okładce, nieskomplikowane kolory, a rozmiar taki, że można go zapodziać pod telefonem – Prosty zin autorstwa Klaudii Robat, czyli javvie jest bardzo niepozorny, ale zrobił na mnie spore wrażenie. To krótka, a (nawiązując nie tylko do tytułu, ale i do twórczości Davida Lyncha) można też powiedzieć, że prosta historia autobiograficzna o tym, jak artystka dąży do szczęścia i nie bez przeszkód realizuje to, co od najmłodszych lat przygrywa w jej duszy. Ten komiks jest trochę o tym, jak dążenie do prostoty w skomplikowanym świecie, który niekoniecznie sprzyja twoim oczekiwaniom, staje się priorytetem. O tym, że prostota w pewnym momencie staje się trudna. O tym, że po wzlotach są upadki, ale po upadkach ponownie się wzlatuje. Klaudia Robat pięknie i konsekwentnie zrealizowała swój komiks, podporządkowując go całkowicie procesowi tworzenia, przetwarzając ten proces, pokazując, że jest prosty (kiedy okoliczności pozwalają) oraz trudny (kiedy życie rzuca kłody pod nogi). Prosto to wszystko wygląda, ponieważ kadry nie mają tu ramek, na każdej czarno-białej planszy jest po parę rysunków z odręcznymi dialogami lub bez nich, a wszystko podpisane jest komputerową czcionką. Ta czcionka to komentarz artystki. A to, co dzieje się w kadrach – to zapis jej życia, które proste nie jest, ale dzięki technicznym zabiegom artystki zostaje ukazane w sposób bardzo przystępny i wywołuje szereg wzruszeń. Prosty zin to mały skarb, komiks prawdziwy i szczery, konfrontujący ze sobą prostotę i trudność. Komiks dający nadzieję. Trzeba tylko uważać, żeby go nie zapodziać (ale jeśli już do tego dojdzie – sprawdźcie, czy nie skrywa się pod telefonem).
POSŁUCHAJ: Ścinki, ziny i Wiedźminy
Pozostając w temacie komiksowego autobiografizmu chciałbym polecić lekturę zeszytu Agi „Tutu” Szymańskiej zatytułowanego Czy będzie bolało? To smaczny kąsek zarówno dla tatuażystów, jak i dla wytatuowanych, ale też dla ludzi lubiących, kiedy ktoś przelewa im siebie na papier i robi to w bardzo ciekawy sposób. Autorka, która ma już za sobą przygodę z tatuowaniem, spogląda na tę branżę z dystansem bazując na prawdziwych wydarzeniach, ale przerysowując pewne tematy na potrzeby komiksowej płynności. I wychodzi to tak, że chce się czytać, bo jest tu i humor, i branżowe rozmyślania, i ogólne omówienie procesu twórczego. Przede wszystkim jest jednak zwarta fabuła, spięta sprawną klamrą i wzbogacona mini przewodnikiem po różnych stylach w tatuażu. Każdy z nas ma taką historię, że najpierw o czymś marzył, następnie jakoś spełnił to marzenie, a później je weryfikował i zastanawiał się, czy to naprawdę miało właśnie tak być. Aga „Tutu” Szymańska spisała tę akcję, ubrała ją w rysunki i pokazała światu. A ja się cieszę, że mogłem tę opowieść przyswoić.
POSŁUCHAJ: Czym jest komiks niezależny?
A teraz… coś z zupełnie innej beczki. Przychodzi pacjent do psychiatry i… nie, nie będę opowiadał kawałów, ale za to polecę album z mnóstwem dowcipów prosto z głowy młodego artysty, czyli Bartka B. Tak, Komiks o psychiatrze doczekał się trzeciego tomu – i trzeba go przeczytać co najmniej dwa razy, ale o tym za chwilę. Możliwe, że podczas lektury tego albumu raczej chyba być może na pewno na sto procent będzie czytelnikowi towarzyszyło jedno pytanie: czy jesteś normalnym i szczęśliwym człowiekiem żyjącym wśród innych normalnych i szczęśliwych ludzi? I tę zagadkę, owszem, próbuje rozwikłać również bohater tego komiksu – doktor Poniedzielski, który w tym tomie musi sprostać wymaganiom gadającej stopy, umarlaka, który nie doczekał wizyty w gabinecie, lecz wciąż pragnie ją odbyć, i wielu innych postaci. Ale czy uzyska odpowiedź? Byłoby fajnie, ale chyba nie o to autorowi, unurzanemu w skeczach Monty Pythona, chodziło. Bartek B. jeden absurd przebija kolejnym, nie zaciąga hamulca w tym pędzącym kawalarskim maratonie i bardzo inteligentnie daje popalić odbiorcy. Ileż tu się dzieje na drugim planie! I jest to powód, dla którego trzeba ten komiks przeczytać dwa razy, co najmniej – bo ta historia żyje na ścianach, plakatach i dywanach, w rymowankach lepszych i gorszych, ale głównie lepszych, choć to rzecz gustu. Aaaale… już chyba po raz trzeci mówię o tym komiksie młodego artysty wspieranego przez rodzinną firmę i chyba po raz trzeci skupiam się na warstwie tekstowej i ogólnym wrażeniu! Tymczasem Bartek wspaniale rysuje – sam chciałbym tak umiejętnie posługiwać się pisakami! Jedyny problem z tym komiksem jest taki, że trzeba uważać na jego ostatnie plansze. Pamiętacie Ernesta Pismaka i jego najzabawniejszy kawał świata ze skeczu Monty Pythona? Pamiętacie konsekwencje? No właśnie. Proszę uważać na ostatnich planszach!
DySzcz
Pliki dźwiękowe
Prosty zin i komiks o psychiatrze. Czy będzie bolało?



!["Czuję się spełniony". Dwóch wyjątkowych artystów w Muzeum Narodowym w Lublinie [ZDJĘCIA] 4 EAttachments941855875dbcd67d9d867f45b2cf2cd62b06b05 xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/03/EAttachments941855875dbcd67d9d867f45b2cf2cd62b06b05_xl-350x250.jpg)



![Finisaż wystawy „Trust the Process” oraz II Kaiju Manga Festiwal [ZDJĘCIA] 8 EAttachments9378539d0ee874f8d2919e12cae69ae02cb1edd xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/04/EAttachments9378539d0ee874f8d2919e12cae69ae02cb1edd_xl-350x250.jpg)


