Piłkarki ręczne PGE MKS-u El-Volt Lublin w czwartkowy wieczór awansowały do Final Four Pucharu Polski. Lublinianki w ćwierćfinale pokonały przed własną publicznością Eneę MKS Gniezno 31:25.
Wygraną trzeba docenić tym bardziej, że gospodynie grały w mocno okrojonym składzie. Z powodu kontuzji zabrakło: Maríi Prieto O’Mullony, Sanji Radosavljević i Darii Szynkaruk, a dodatkowo plac gry bardzo szybko musiała opuścić Szimonetta Planeta.
– Mankamentów w grze nie brakowało, ale najważniejszy jest powrót do wygrywania po ostatniej ligowej porażce z Zagłębiem – mówi szkoleniowiec MKS-u Paweł Tetelewski. – Zespół poznaje się co robi po tym, jak coś nie wyjdzie. A nasze zawodniczki po tym ostatnim przegranym meczu wyszły i pokazały charakter, walkę. To było widać po tym, jak pracowały w obronie – było dużo przechwytów, dużo fauli. Natomiast to co jest naszą bolączką, to po prostu nie wiemy, jaka będzie sytuacja z O’Mullony. Musimy popracować z praworęczną zawodniczką na prawym rozegraniu. Mieliśmy plany, żeby pograła trochę więcej Szimonetta Planéta – niestety dwie akcje i musiała opuścić plac gry. Było dużo kombinacji, dużo daliśmy pograć dziewczynom, które mniej pojawiają się na parkiecie. Myślę, że naprawdę trzeba się cieszyć z tego, że wyszły i pokazały wolę walki oraz charakter i dużo serca włożyły w ten mecz. Natomiast za dużo było prostych błędów, szczególnie w podaniach na skrzydło. To trzeba będzie poprawić. Ale życzyłbym sobie żeby w każdym meczu nasza obrona tak wyglądała i nasze bramkarki tak broniły. Obrona naprawdę super, ale czeka nas praca, praca i jeszcze raz praca nad atakiem.
Turniej finałowy o Puchar Polski kobiet w piłce ręcznej zostanie rozegrany 9 i 10 maja w Kaliszu.
Poza lubelskim MKS-em w zawodach wystąpią: Zagłębie Lubin, Piotrcovia Piotrków Trybunalski oraz Energa Start Elbląg.
JK
Fot. Wojciech Szubartowski / archiwum RL
Pliki dźwiękowe
Paweł Tetelewski









