Zmiana władzy na Węgrzech. Według wstępnych wyników niedzielnych (12.04) wyborów parlamentarnych na podstawie niemal 99 proc. przeliczonych głosów opozycyjna dotąd Tisza może liczyć na 138 mandatów w 199-miejscowym parlamencie Węgier, co daje jej konstytucyjną większość dwóch trzecich. Oznacza to koniec 16-letnich rządów Fideszu i Viktora Orbana w tym kraju.
CZYTAJ: Wybory na Węgrzech. Podano wyniki [AKTUALIZACJA]
O tym, jak doszło do wygranej opozycji i co to może oznaczać dla Węgier z politologiem prof. Robertem Rajczykiem (na zdj.) z Uniwersytetu Śląskiego i Zespołu Wyszehradzkiego Instytutu Europy Środkowej w Lublinie rozmawia Wojciech Brakowiecki.
Panie profesorze stało się to, co stać się miało. Ale właściwie jak to się udało?
– Okazało się, że mówiąc obrazowo, lodówka wygrała z telewizorem i (lider Tiszy) Peter Magyar trafnie zdiagnozował najistotniejsze problemy społeczne związane z pogarszającą się jakością życia, katastrofalnym stanem edukacji, służby zdrowia, infrastruktury kolejowej i drogowej. Po prostu jego wizja, która w skrócie można by określić sformułowaniem: „tak dalej jak jest, być nie może, bo jest fatalnie”, okazała się bardziej przekonująca od wizji Fideszu i Viktora Orbana, który mówił: „tak dalej jak jest być musi, bo jeśli nie będzie, to będzie tylko gorzej”. Wydaje mi się, że to jeden z kluczowych elementów sukcesu partii Tisza. Drugi, to doskonały sposób komunikacji i świetne wykorzystanie nowoczesnych technik teleinformatycznych. Mam tu na myśli przede wszystkim platformy społecznościowe. Ale była także specjalna aplikacja dla wolontariuszy partii Tisza, za pomocą której organizowano pracę polityczną i organizacyjną tego ugrupowania. Do tego dochodzą umiejętności retoryczne i komunikacyjne Petera Magyara. Nie bał się wejść w tłum. W zasadzie wszystkie jego publiczne spotkania miały charakter otwarty. Od wakacji praktycznie bezustannie podróżował po kraju, dotarł do miejscowości, w których polityków nie widziano od 20 lat. I to wszystko przyniosło owoce – wyjaśnia prof. Robert Rajczyk.
Muszę zapytać o ordynację wyborczą, bo ona wcale taka, przynajmniej dla nas, oczywista się nie wydaje.
– Ordynacja ewidentnie była przez 16 lat w różnych okresach, w różny sposób szyta na miarę Fideszu. Miała zapewnić koalicji rządzącej przewagę na starcie. I rzeczywiście tak było, do momentu w którym nie zostanie przekroczona tak zwana masa krytyczna i nie pojawi się różnica co najmniej 17 punktów procentowych. A ona się pojawiła. Wynika to z frekwencji, która była rekordowo duża. I to zadziałało na korzyść Tiszy. Choć oczywiście, biorąc pod uwagę wyniki, można zwrócić uwagę na to, że z list krajowych Fidesz otrzymał 42 mandaty, mimo że miał 2 247 000 głosów, podczas gdy Tisza z listy krajowej dostała 45 mandatów, mając tych głosów 3 100 000. Różnica w tej sytuacji tylko trzech mandatów pokazała mankament ordynacji wyborczej. Ale o wyniku zadecydowało przede wszystkim zwycięstwo Tiszy w 93 jednomandatowych okręgach wyborczych, a mandaty tylko z 13 okręgów dla Fideszu – stwierdza prof. Robert Rajczyk.
A nie dziwi pana to, że Peter Magyar jest aktywny na scenie politycznej właściwie tylko od dwóch lat. To dość szybka i krótka kariera?
– Ale ona wynika przede wszystkim z pozyskania młodych wyborców. Proszę zwrócić uwagę, że w grupie poniżej 39 roku życia Tisza totalnie zdeklasowała Fidesz. Natomiast w grupie osób powyżej 65 lat, to Fidesz deklasował rywali. Natomiast, jeśli chodzi o kwestie mobilizacyjne, z punktu widzenia uczestnictwa w wyborach, młodzież jest znacznie bardziej skora do takiej aktywności. Na dodatek młodzi ludzie do 29 roku życia, jak pokazują badania, są praktycznie non stop online. To było wykorzystanie tego potencjału młodych wyborców w doskonały sposób. Peter Magyar mówił do tych młodych ludzi ich językiem. Obserwując wczoraj reakcję młodych ludzi, którzy na brzegu Dunaju świętowali zwycięstwo Tiszy, miałem wrażenie, że traktują Petera Magyara bardziej jak gwiazdę rocka, tyle że ubraną w garnitur, niż jako polityka, który będzie najprawdopodobniej ich przyszłym premierem – zauważa prof. Robert Rajczyk.
Magyar już zapowiedział powrót Węgrów na aktywną scenę w Unii Europejskiej i w NATO. Zapowiedział, że pierwszą wizytę odbędzie w Polsce, a następne w Wiedniu i Brukseli. Czego oczekują Węgrzy? Bo większość konstytucyjna, którą osiągnęła Tisza, pozwala na przeprowadzanie nawet bardzo głębokich reform, w tym tych dotyczących całego systemu konstytucyjnego?
– Wyborcy oczekują przede wszystkim realizacji programu wyborczego, w tym rozliczeń nieprawidłowości, które przez ostatnie 16 lat były dosyć mocno widoczne. I ta odpowiedzialność na Peterze Magyarze i jego parlamentarzystach ciąży. To w ogromnej większości debiutanci polityczni, więc będą musieli niejako w marszu uczyć się zachowań politycznych i funkcjonowania systemu politycznego. To jest oczywiście spore ryzyko. Natomiast myślę, że Peter Magyar ma świadomość nadziei w nim pokładanych i że jeśli ich nie zrealizuje, jego wielka kariera polityczna może się skończyć. Mam tu na myśli na przykład powołanie krajowego biura do odzyskiwania majątku. W programie wyborczym mówił też o jednoprocentowym podatku dla oprocentowania aktywów powyżej określonej, dosyć wysokiej, sumy. To wszystko służy oczywiście rozliczaniu, ale także ma służyć przede wszystkim finansowaniu na przykład obniżki podatku osobistego dochodowego dla osób zarabiających poniżej średniej krajowej z 15 do 9%, a także zachowaniu zdobyczy polityki socjalnej, które Fidesz wprowadził. W tym pomogą inwestycje, które będą pochodzić z odblokowanych, jak ma nadzieję Magyar, funduszy europejskich. Ale jeśli zawiedzie nadzieje wyborców, będzie miał za cztery lata duży problem, żeby powtórzyć tak gigantyczny sukces, jaki odniósł wczoraj – uważa prof. Robert Rajczyk.
A co w takim razie z Viktorem Orbanem, politykiem dość wytrawnym na scenie i światowej i europejskiej, a przede wszystkim węgierskiej?
– Wszystko zależy od tego, w jaki sposób Viktor Orban wyjaśni porażkę swoim wyborcom. Sądząc z tonu wczorajszej wypowiedzi tuż po ogłoszeniu pierwszych sondażowych wyników, kiedy zadzwonił nawet do Petera Magyara i pogratulował mu sukcesu wyborczego, to była bardzo wyważona zapowiedź tego, w jaki sposób Fidesz będzie funkcjonował jako opozycja. A Fidesz ma doświadczenie w takim funkcjonowaniu. Przypomnę, że w 2002 roku, wbrew sondażom, które dawały zwycięstwo Fideszowi, ta partia przegrała, a do władzy wróciła dopiero po ośmiu latach. Bycie w opozycji to nie jest nowa sytuacja dla Viktora Orbana. Oczywiście może być też tak, że jako człowiek, który ma 62 lata, zdecyduje się po prostu na zwykłą emeryturę. Ale znając jego drogę polityczną, myślę, że on jak feniks z popiołów się odrodzi i będzie wykorzystywał wszelkie możliwości związane z trudnościami, jakie będzie miał Peter Magyar. Na przykład budżet jest w katastrofalnym stanie i decyzje budżetowe będą wymagały naprawdę dużej odwagi, bo to niejednokrotnie będą drastyczne cięcia. Ale trzeba coś zrobić z budżetem, bowiem jedna z gazet pisała, że po pierwszym kwartale zrealizowano już nawet 80% rocznego deficytu. Jest wysoki dług publiczny, który – zdaje się – sięga powyżej 75% PKB. To są rzeczy, które wymagają naprawdę poważnych i niejednokrotnie drastycznych decyzji. Jeśli nie uda się tego jakoś zbalansować w taki sposób, żeby podniosła się odczuwalny sposób jakość życia Węgrów, to za cztery lata Peter Magyar może być w nienajlepszej sytuacji – dodaje prof. Robert Rajczyk.
WB / opr. ToMa
Fot. warsawinstitute.org
Pliki dźwiękowe
Z profesorem Robertem Rajczykiem rozmawia Wojciech Brakowiecki



![O życiu i pomocy w Afryce. Spotkanie z siostrami w Lublinie [ZDJĘCIA] 4 EAttachments94490515845f8276ffd1056fcaf49630fc0e2ba xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/04/EAttachments94490515845f8276ffd1056fcaf49630fc0e2ba_xl-350x250.jpg)





