Rzekomy znawca diamentów i milionowe oszustwo. Setki pokrzywdzonych w całym kraju

EAttachments93959780d32cc364d0bcbfdf0a83d356c078eba xl

Jest śledztwo w sprawie rzekomego handlu kamieniami szlachetnymi. Zdaniem lubelskich śledczych podejrzany Marcin M. oszukał blisko 200 osób na prawie 33 miliony złotych. 

O szczegółach nasz reporter Tomasz Maczulski.

Miał obiecywać pokrzywdzonym wysokie zyski z obrotu kamieniami szlachetnymi

Zdaniem śledczych, rzekomy znawca diamentów, Marcin M. miał obiecywać pokrzywdzonym wysokie zyski z obrotu kamieniami szlachetnymi.

– Działalność sprawcy była jednak typową piramidą finansową – mówi rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Lublinie, prokurator Beata Syk – Jankowska. – Środki pieniężne pochodzące od osób fizycznych i prawnych były gromadzone w ramach działalności gospodarczej poprzez ustalone spółki. Ta działalność miała polegać na prowadzeniu obrotu kamieniami szlachetnymi. Uzyskiwany z tego tytułu zysk, miał być przekazywany osobom, które wpłacały na rzecz tych podmiotów pieniądze. Jak się okazało, środki nie były właściwie lokowane, zyski nie były osiągane, a osoby, które wpłacały na rzecz m.in. spółki prowadzonej przez Marcina M., nie uzyskali oni żadnego zysku, jak również nie uzyskali pieniędzy, które wnieśli do tych spółek.

Marcin M. nie przyznał

– Osoby pokrzywdzone i ujawnione w śledztwie pochodzą z całej Polski, a działalność Marcina M. prowadzona była m.in. w Katowicach, Warszawie, Krakowie, Bydgoszczy, Poznaniu oraz w wielu innych miejscowościach w całym kraju – dodaje prokurator Beata Syk – Jankowska. – Przesłuchany w charakterze podejrzanego Marcin M. nie przyznał się do dokonania zarzucanego mu czynu. Składał wyjaśnienia treści, których aktualnie nie ujawniamy. Zostało wystosowane wobec niego poręczenie majątkowe w kwocie miliona złotych, zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu, dozór policji.

Przestępstwo zarzucane podejrzanemu zagrożone jest karą od 5 do 25 lat pozbawienia wolności.

Ponadto według śledczych ustalone w sprawie spółki nie miały stosownych pozwoleń na gromadzenie pieniędzy od osób pokrzywdzonych. 

Sprawa ma charakter rozwojowy.

MaTo / opr. AKos

Fot. pixabay.com

Exit mobile version