Ogólnopolskie Stowarzyszenie Przewoźników z Białej Podlaskiej porozumiało się z władzami Białorusi, a zatrzymane w tym kraju pojazdy należące do polskich firm transportowych wrócą do Polski – poinformował we wtorek Polską Agencję Prasową prezes stowarzyszenia Marcin Potapczuk.
CZYTAJ: Polskie naczepy zatrzymane na Białorusi. Przewoźnicy apelują o interwencję
Pojazdy należące do polskich przedsiębiorstw przewozowych utknęły na Białorusi na początku listopada ubiegłego roku po tym, jak prezydent tego kraju Alaksandr Łukaszenka wydał dekret zakazujący ruchu na terytorium Białorusi ciężarówek i naczep zarejestrowanych na Litwie i w Polsce. Ograniczenia miały obowiązywać do 31 grudnia 2027 roku.
Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników z Białej Podlaskiej Marcin Potapczuk powiedział PAP, że ostatecznie władze białoruskie pozwoliły przewoźnikom litewskim i polskim odebrać pojazdy, ale po wcześniejszym uiszczeniu opłaty parkingowej w kwocie 120 euro za dobę, naliczanej od listopada. Wyjaśnił, że na Białorusi zatrzymane zostały głównie należące do polskich firm naczepy z litewskimi tablicami rejestracyjnymi, ale niektórzy przedsiębiorcy zostawili tam całe składy, ponieważ białoruscy urzędnicy przekazali im, że jeśli pozostawią same naczepy, nie będą mogli ich już odzyskać.
– Nasze stowarzyszenie wystosowało pismo do prezydenta Łukaszenki, które złożyłem na ręce białoruskiego konsula w Białej Podlaskiej. Zostaliśmy zaproszeni do Mińska, gdzie 17 marca spotkaliśmy się z premierem Białorusi Aleksandrem Turczynem. Powiedziano nam, że nacjonalizacji naczep nie będzie i zostaną nam one zwrócone. Poprosiliśmy też o obniżenie opłat parkingowych, które ostatecznie zostały zredukowane do 50 euro (dziennie) za cały skład. Od jutra pojazdy zaczną wracać. To nasz duży sukces – powiedział Potapczuk.
Zaznaczył, że stowarzyszenie było też w ciągłym kontakcie z MI i MSZ. – Ministerstwa Infrastruktury i Spraw Zagranicznych zostały poinformowane o naszym piśmie do prezydenta Łukaszenki i zaproszeniu do Mińska. MSZ zapewniło nas, że zbadało sprawę i możemy spokojnie i bezpiecznie jechać do Mińska na rozmowy – powiedział Potapczuk.
Prezes Stowarzyszenia wskazał, że do listopada polskie firmy woziły nieobjęty sankcjami towar na Białoruś, do Rosji i Kazachstanu. – Najbardziej ubolewamy nad utratą rynku kazachskiego, bo tam jeździło się 5 tys. kilometrów w jedną stronę. Szkoda tego tym bardziej, że mieliśmy z tym krajem sporą wymianę handlową – zauważył.
Z informacji przekazanych przez Stowarzyszenie wynika, że obecnie polscy przewoźnicy dowożą towar do punktów przeładunkowych na Białorusi, gdzie następnie jest przeładowywany na pojazdy białoruskie, kazachskie, rosyjskie i pochodzące z innych krajów.
Potapczuk zaznaczył, że polskie firmy, które wcześniej zajmowały się transportami na wschód, obecnie zmuszone są szukać zleceń na rynkach zachodnich, ale ze względu na pogorszenie koniunktury przewozów jest znacznie mniej niż kiedyś. – Staramy się jak możemy, ale nie pomagają nam rosnące ceny paliwa, które stają się powoli gwoździem do trumny, bo przewoźnicy podpisywali umowy, kiedy ceny były znacznie niższe. Walczymy o przetrwanie i co chwilę jesteśmy uderzani, jak nie z tej, to z tamtej strony – stwierdził.
Resort Infrastruktury podkreślił w odpowiedzi udzielonej PAP, że zatrzymanie na Białorusi naczep z litewskimi tablicami rejestracyjnymi, wykorzystywanych przez polskich przewoźników drogowych, jest problemem o charakterze politycznym, nie zaś merytorycznym, wobec czego MI ma w tej sprawie ograniczone możliwości działania.
– Wiodącą rolę odgrywa w tej sprawie MSZ i MSWiA. Warto także zaznaczyć, że z uwagi na ogólną sytuację w relacjach dwustronnych, w tym obowiązujące sankcje, wszelkie kontakty strony rządowej są koordynowane przez MSZ – przekazała PAP rzeczniczka ministerstwa Anna Szumańska.
Szumańska zaznaczyła, że MI podjęło „szereg działań mających na celu wsparcie Ministerstwa Spraw Zagranicznych w rozwiązaniu tego problemu, w tym w szczególności na forum Unii Europejskiej oraz innych gremiów międzynarodowych”. Dodała, że wiceszef resortu Stanisław Bukowiec spotkał się w tej sprawie z sekretarzem generalnym Międzynarodowego Forum Transportowe ITF w Paryżu Young Tae Kimem oraz Europejską Komisją Gospodarczą ONZ w Genewie.
Dekret Łukaszenki z listopada zeszłego roku został wydany w odpowiedzi na działania Litwy, która zamknęła granicę z Białorusią w następstwie nasilających się incydentów z wykorzystaniem balonów meteorologicznych i przemytniczych wlatujących w litewską przestrzeń powietrzną znad Białorusi.
Wcześniej transgraniczny ruch towarów został ograniczony na granicy polsko-białoruskiej. W 2021 roku w związku z kryzysem migracyjnym na granicy zostało zamknięte przejście w Kuźnicy Białostockiej, a w lutym 2023 roku Polska zamknęła granicę w Bobrownikach w reakcji na wyrok skazujący działacza Związku Polaków na Białorusi Andrzeja Poczobuta na 8 lat więzienia. Następnie 1 czerwca 2023 roku Unia Europejska wprowadziła bezterminowy zakaz wjazdu samochodów ciężarowych, ciągników samochodowych, przyczep i naczep zarejestrowanych na Białorusi i w Rosji. Białoruś odpowiedziała retorsjami, wprowadzając zakaz wjazdu polskich pojazdów ciężarowych na Białoruś przez Litwę.
Polskie firmy przewozowe, które obsługiwały trasy na Wschodzie, chcąc się utrzymać na tych rynkach, zaczęły rejestrować naczepy na Litwie, dzięki temu do listopada ubiegłego roku mogły wjeżdżać z tego kraju na Białoruś i wracać stamtąd na Litwę.
Polska Agencja Prasowa / opr. PaW
Fot. pixabay.com



![Miał w domu ponad 14 tys. porcji dilerskich narkotyków. 31-latek w areszcie [ZDJĘCIA] 4 EAttachments9410080531e2fd5d7aa3a6e4ab98413d1f4ee7e xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/03/EAttachments9410080531e2fd5d7aa3a6e4ab98413d1f4ee7e_xl-350x250.jpg)






