O wpływie Internetu oraz narzędziach walki z cyberprzemocą w dobie agresywnych zachowań młodzieży w realu rozmawiali eksperci w Świdniku. Dyskutowano o mediach społecznościowych, mechanizmie gier oraz zaniku relacji. Eksperci byli zgodni – to Internet potęguje agresje, ale winni są też dorośli, którzy za mało rozmawiają z dziećmi o emocjach.
Sama młodzież przyznaje, że agresja wśród uczniów była wcześniej i wyglądała podobnie, nawet lata temu, ale nie na taką skalę i w tylu miejscach.
– To, co się zmieniło, to możliwości wyrażania w mediach społecznościowych bez większej kontroli, a przede wszystkim bez osobistej konfrontacji oprawca-ofiara – mówi radny młodzieżowej rady miasta w Świdniku Konstanty Kuromski. – Ludzie się zmieniają i to jest swego rodzaju zmiana pokoleniowa. Sporo tych młodych osób ciężej otwiera się na rówieśników czy na, chociażby, pedagoga, jeżeli ma jakiś problem. Woli to wylać w postaci agresji, w postaci hejtu pod postem na przykład jakiejś koleżanki czy kolegi, którego nie lubi. Człowiek wylewa w komentarzu ten hejt, albo przerabia jakieś zdjęcia i wrzuca je do internetu. Pytanie co by zrobił wtedy, kiedy musiałby stanąć twarzą w twarz z tą osobą, której zdjęcie przerobił albo napisał obraźliwy komentarz.
Za agresją może stać samotność
Z tym zdaniem zgadza się Łukasz Gierek, prezes fundacji Hate Off. Uważa on, że Internet, który jest dostępny w każdym urządzeniu sprawił, że młodzież cały czas jest w środowisku, w którym negatywne emocje narastają.
– My, jako młodzi ludzie mieliśmy detoks w postaci rodziny, innych znajomych czy braku tego Internetu jako takiego, a młodzież nie ma detoksu z miejsca, w którym jest. Dzisiaj to, o czym my rozmawiamy, to, w jaki sposób my mówimy, cała mechanika działania mediów społecznościowych jest taką mechaniką, która opiera się w teorii na reklamach. Czyli rzeczy, o których my mówimy, za chwilkę są nam wyświetlane w reklamie podprogowej albo takiej bardzo otwartej. My z tego nie jesteśmy w stanie wyjść i tym samym ta agresja i ten cały taki niepokój, lęk, te wszystkie złe treści, też są po prostu wstrzykiwane do nas.
CZYTAJ: Prokuratura podsumowała incydenty z „krwawego piątku”
Z kolei inny specjalista, dyrektor do spraw profilaktyki w Centrum Rozwoju „Progresownia”, Leszek Dowgiałło uważa, że to co dzieje się w internecie to skutek. Przyczyną jest brak relacji.
– Często towarzyszy temu poczucie izolacji lub odrzucenia. To silne czynniki prowadzące do agresji. Przyczyną jest to, że my w rodzinach zaczęliśmy oddalać się od siebie, a to wszystko, co się dzieje w Internecie, to jest pewna maskownica. Tam się ucieka, tam się znajduje lek na pustkę, ponieważ coś nie zostało zapewnione. Ja bardziej przyczyn szukałbym głębiej. Nie to, że w Internecie coś jest, bo nawet gdybyśmy wzięli te grupy dysfunkcyjne, które teraz są podejrzewane o pewne działania, to one werbują wśród osób, które są samotne. Więc problemem jest czas, czyli to, że go za mało poświęcamy i samotność.
Gry same w sobie nie są zagrożeniem
Co w takim razie można zrobić poza tworzeniem relacji i więzi z dziećmi? – Potrzebna jest otwarta debata na temat wprowadzenia w świat dziecka telefonu, a także mechanizmu gier – uważa Dowgiałło i dodaje, że gry same w sobie nie są złe. Chodzi o to, w jaki sposób dziś działają.
– Nie ma żadnych badań potwierdzających twierdzenie, że jak ktoś gra w gry, gdzie się zabija, to będzie zabijał. Natomiast jeśli nawet zgłębimy badania naukowe, to okazuje się, że te gry czasami nawet obniżają poziom agresji, bo to nie są symulatory, one nie przystosowują nas (do zachowań agresywnych – red.). One oczywiście obniżają nam poziom empatii i to jest ten problem. Tylko znowu, jeżeli gra i jej treści będzie dobrana do wieku i rodzice będą więcej czasu poświęcali na to, żeby wprowadzić dziecko w świat gier i będą obecne przy dziecku, to będzie zupełnie coś innego. Ja też grałem. Grałem w Super Mario i nie zostałem hydraulikiem. A grałem bardzo dużo. Tak samo jest teraz. Mechanika tych gier jest troszkę inna i gry bardzo często służą do tego, żeby werbować i łączyć osoby, które w przyszłości mają przejawić przemoc nihilistyczną, czyli tą przemoc, która ma po prostu zadawać ból i cierpienie. Mieliśmy mniej więcej w ostatnich dniach przypadki takiej przemocy z tego, jak się okazuje.
Rodzice powinni wiedzieć, co dzieci robią w sieci
To rodzic musi mieć odwzorowanie mediów społecznościowych w swoim telefonie. Nie będzie wiedział, co dzieje się w socjalach, jeśli nie zainstaluje TikToka, Instagrama czy innej platformy. Do tego język nienawiści, także wśród dorosłych i brak autorytetów – dodaje prezes fundacji Hate Off. – Bo ryba nie psuje się tutaj na samym dole, tylko psuje się od głowy. Politycy, to co się dzieje dookoła, wylewanie szamba, kłamstwa, te wszystkie inne pomówienia, które są – skąd te dzieci mają brać wzorzec? Ja mam takie wrażenie, że my jako Polska i Polacy mamy założoną niebieską kartę. W Europie nas wszyscy pięknie widzą, kraj, który jest bezpieczny, fajny, wszystko jest okej, natomiast w tym kraju mama dostaje łomot od taty, a dzieci cały czas są zapłakane, bo też są terroryzowane. I to jest niestety brutalna prawda. Nie jest tak, że coś jest albo białe albo czarne. Zacznijmy to robić od samej góry, niech każdy spojrzy na siebie, a nie tylko będziemy patrzyli na to, co mogą zrobić nauczyciele, co mają zrobić rodzice, wszyscy musimy się wziąć w garść i wreszcie powiedzieć, w jakiś sposób „stop”.
CZYTAJ: Bezpieczeństwo w lubelskich szkołach. Więcej patroli i wzmocnione procedury
Wniosków jest kilka, jednak wszystkie mówią o tym, by nie zostawiać dzieci w internecie samym sobie, być świadomym zjawisk, jakie zachodzą w mediach społecznościowych i poświęcić więcej czasu na budowanie relacji, a to wszystko skierowane jest głównie do dorosłych.
Agresja rówieśnicza w świecie realnym i w świecie to obecnie największe wyzwanie współczesnej szkoły. Pamiętajmy brak relacji wywołuje frustracje i bezradność, a także trudności z regulacją emocji.
RyK / opr. LisA
Fot. pexels.com
Pliki dźwiękowe
problem zaczyna się w domu









