O specjalnym dniu poświęconym Wiesławowi Myśliwskiemu podczas Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie oraz o swojej relacji z wybitnym pisarzem opowiedział Grażynie Lutosławskiej profesora Tomasz Bocheński.
Profesor Tomasz Bocheński jest kuratorem jutrzejszego dnia. Jutro cały dzień na festiwalu poświęcamy Wiesławowi Myśliwskiemu, związanemu z festiwalem, istotnemu dla festiwalu od samego początku. Przede mną egzemplarz książki „Myśliwski-Bocheński. Rozmowy istotne”. Książka jest znakomita. A zdjęcie robione gdzie?
– Te rozmowy były na Uniwersytecie Łódzkim w obecności wieluset widzów, więc były bardzo trudne, bo rozmawiać przed taką publicznością naprawdę nie jest łatwo.
A zdjęcie, które znajdą państwo na okładce książki, proszę sobie sprawdzić. Ja na przykład kupiłam tę książkę w formie e-booka, też ze zdjęciem. Wiesław Myśliwski, Tomasz Bocheński na leżakach, zadumani, w Szczebrzeszynie. Panie profesorze, w tej książce pisze pan m.in., że musiał pan dojrzeć do Myśliwskiego.
– Och, nie, to nie tak. Były wcześniej jeszcze spotkania. Spotkaliśmy się około 20 lat temu i rozmawialiśmy przed różną publicznością, ale zbliżyliśmy się intelektualnie dopiero po jakichś 10 latach znajomości, rozmów i wtedy stało się między nami coś ważnego. Czy ja musiałem dojrzeć? Chyba tak. Musiałem zrozumieć coś, co wydaje się nieprawdopodobne, czyli że Myśliwski i Witkacy, którym się zajmowałem, mają coś wspólnego. I to był taki moment szczególny. Oczywiście Myśliwski czytał Witkacego uważnie, bo był bardzo uważnym czytelnikiem i bardzo krytycznym. Ja zrozumiałem to samo dążenie, jeśli można tak powiedzieć, czyli wielką pracę nad formalnymi aspektami dzieła. Poza wszystkimi różnicami, bo pochodzą właściwie z różnych języków czy z różnych rejestrów polszczyzny, mają coś wspólnego ze sobą. I również coś, co też jest zaskakujące, czyli słuchanie przenikliwe, to są umysły analityczne. Jeden i drugi, chociaż oczywiście Witkacy pisał o wiele więcej, a Myśliwski się wypowiadał, ale jak się wypowiadał, to jest naprawdę głęboka świadomość tego, czym jest literatura.
A o czym milczeli panowie tutaj na leżakach?
– Na leżakach to była anegdotyczna historia. Szliśmy sobie tutaj, żeby posłuchać jakiegoś spotkania, a to spotkanie było lekko usypiające. Wiesław usnął na leżaku, mówiąc, że musi i że to jest pora sjesty. A kiedy usnął, to my, czyli ja z moją żoną i z żoną Wiesława, z panią Wacławą, postanowiliśmy zrobić coś w rodzaju happeningu, czyli, mówiąc dosłownie, udawaliśmy, że śpimy obok Wiesława. Na okładce jest zdjęcie, kiedy ja udaję, nie dość dobrze, sen. To w jakimś sensie stało się potem metaforą tego, że mamy współistotne sny. A inne zdjęcia, nie mogę o tym mówić, ale chyba najśmieszniejsze było to, że wielki pisarz śpi, a ja całuję dłoń jego żony, która jest wniebowzięta. Więc są wzruszające. A okładka bardzo spodobała się Wiesławowi, który powiedział: wreszcie coś z poczuciem humoru.
Proszę zaprosić na jutrzejszy dzień. O czym będzie mowa?
– To jest aż cały dzień mówienia. Chciałem, żeby tam były ciekawe rzeczy i ukryte. Oczywiście poświęcimy jakąś część pani Wacławie, która była dla nas bardzo ważną osobą i była cudowną istotą. Tu nie ma wyjścia. Na pewno będzie to czas smutku, ale mamy nadzieję, że ten duch Myśliwskich będzie opiekował się tymi, którzy będą mówić o nich.
GL / opr. WM
Na zdjęciu w festiwalowej Uśpionej Księgarni Grażyna Lutosławska i Tomasz Bocheński. Fot. Ola Bartkiewicz
Pliki dźwiękowe
Tomasz Bocheński









