Aleksandra Mirosław wygrała kwalifikacje podczas mistrzostw Europy we francuskim Laval. W pierwszym biegu eliminacyjnym kończąca karierę zawodniczka z Lublina uzyskała najlepszy w stawce 28 zawodniczek rezultat – 6,19 sek.
Do finału awansowały też pozostałe Polki: druga Aleksandra Kałucka 6,44, szósta Natalia Kałucka 6,55 i czternasta Anna Brożek 7,22.
Finałowe starty rozpoczną się o godz. 19:00. Relacje prosto z Francji, gdzie jest red. Józef Kufel, oczywiście na antenie Radia Lublin.
Start we francuskim Laval jest ostatnim występem Lublinianki przed odejściem na sportową emeryturę. – To budzi dodatkowe emocje, ale staramy się skupić na tym co zawsze – mówi trener i mąż zawodniczki, Mateusz Mirosław. – O formę się nie martwiliśmy, potrafimy ją przygotować. Staramy się skupić na pracy, którą mamy do wykonania. Krok po kroku realizujemy plan. Jest stresujący, ale tak samo jak na każdych zawodach.
O kwalifikacjach i planach na wieczorny finał z menedżerem Aleksandry Mirosław Janem Peńską rozmawia Józef Kufel.
– Plan zrobiony, jest szybko, Ola dobrze się czuje na ścianie, wyjątkowo pewnie. Drugi bieg eliminacyjny z błędem, ale to dobrze, nie uśpić czujności, żeby pamiętała o tym, że każdy bieg musi być dobry i że potrzebne są jest jeszcze 4 biegi, żeby zostać mistrzem Europy. Jest absolutnie dobrze przygotowana fizycznie, ale też przede wszystkim psychicznie. W tym ostatnim starcie w karierze to było największe wyzwanie, żeby doprowadzić głowę do porządku, żeby nie myślała, że to jest ostatni raz. I te przygotowania chyba poszły w stronę zabawy, cieszenia się z tego ostatniego startu. Ona uwielbia rywalizować i chce w Laval jeszcze się pobawić, jeszcze pokazać innym dziewczynom: 'Słuchajcie, cały czas tu jestem”. Ola przyjechała z jasnym celem, czyli z dobycia tytułu mistrzyni Europy. Wiadomo, że gdzieś w głowie cały czas jest odzyskanie rekordu świata, natomiast sama powiedziała; „Nie mogę się na to fiksować. W momencie kiedy zacznę myśleć o tym czasie, pojawią się błędy”. Jest to trudne, bo przez 5 lat była rekordziską świata, więc ciężko o tym czasie nie myśleć, natomiast tutaj przyjechała, żeby wygra – mówi Jan Peńsko
Mistrzyni olimpijska z Paryża w drugim biegu eliminacyjnym popełniła błąd i odpadła od ściany.
Była wkurzona po tym błędzie. Jak mówiła: „Nienawidzę popełniać błędów. Nie jestem wkurzona dlatego, że coś poszło nie tak, tylko że popełniłam błąd w miejscu, w którym nie powinnam go popełnić”. To jest fajne, że to nie jest uciekanie myślami do przodu, tylko ona jest w tym momencie, w którym jest najlepsza, czyli tu i teraz. Myśli o następnym starcie, o tym, żeby nie popełniać błędów. Dobrze to wygląda, więc bawmy się. Jestem bardzo dobrej myśli – dodaje Jan Peńsko.
JK / opr. ToMa
Fot. Piotr Michalski
Pliki dźwiękowe
Mateusz Mirosław
Z Janem Peńską rozmawia Józef Kufel










