„Nie chcemy rozpychać się w przyrodzie”. Leśnicy o działaniach na terenie Puszczy Solskiej

EAttachments9601033dce0b87c8d5c081370272f54fb739840 xl

– Nie chcemy rozpychać się w przyrodzie – deklarowali dziś (25.06) w Józefowie przedstawiciele Lasów Państwowych. Leśnicy zaprezentowali dotychczasowe wyniki prac zespołu kryzysowego powołanego po pożarze w Puszczy Solskiej. 

– Pod uwagę wzięliśmy także zalecenia, jakie przekazali nam strażacy – podkreśla zastępca dyrektora do spraw gospodarki leśnej w lubelskiej dyrekcji Lasów Państwowych, Mariusz Kiczyński. – Są to zasady, liczące formalnie 30 stron. W tych zasadach zostały opracowane kierunkowe działania, jakie będziemy robić na terenie Puszczy Solskiej po pożarze wielkopowierzchniowym. Przy konstruowaniu tych zasad udział brało wiele instytucji i osób: Państwowa Rada Ochrony Przyrody, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Lublinie, Instytut Badawczy Leśnictwa, Uniwersytet Łódzki, jak również Zespół Ochrony Lasu. Nie pominę tu roli leśników i innych przyrodników, którzy włożyli swój merytoryczny wkład. Zasady dotyczą zarówno postępowania hodowlanego, ochroniarskiego, jak również bezpieczeństwa pożarowego, bezpieczeństwa mieszkańców, ludzi, którzy będą te tereny odwiedzać. Ważną rzeczą w tych zasadach jest podział powierzchni popożarowej na trzy strefy, w których będziemy działać. Pierwsza strefa to będzie strefa, w której w ogóle leśnicy ani nikt inny nie będzie prowadził żadnych czynności. Będziemy tam – nie tylko my, ale też naukowcy i środowiska przyrodnicze – obserwować procesy naturalne. W drugiej strefie będziemy prowadzili metody hodowli lasu, uprawy lasu półnaturalne, chyba że w tych trudnych warunkach to się nie będzie udawać – wtedy będziemy wspomagać się hodowlą, która będzie miała szansę powodzenia, a więc poprzez sadzenie czy dosiewanie. I trzecia strefa, w której będzie najwięcej zadań gospodarczych typowych, a więc uprzątnięcie drzewostanu, odnowienie poprzez sadzenie, siew.

CZYTAJ: Pożar Puszczy Solskiej. Prokuratura przejęła śledztwo [ZDJĘCIA]

Jak podkreśla zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Józefów Adam Kraczek, założenia Lasów Państwowych są takie, by jak największy obszar dzisiejszego pożarzyska stanowiły tereny, na których inherencja w naturę będzie zerowa lub minimalna. – Powierzchnia wyłączenia, która nie będzie podlegała zagospodarowaniu, zarówno ze strefy pierwszej, drugiej, która jest jak najbardziej kierunkowana pod działania naturalne, według naszych wstępnych deklarowanych obliczeń ten obszar wyłączonych działań to jest 36 procent całego pożarzyska. Zasadniczo ok. 35 procent powierzchni tego pożarzyska będzie podlegało najbardziej intensywnym działaniom z naszej strony – od strony południowej w kierunku północnej pożarzyska żyzność siedlisk mocno maleje, jak również i wilgotność tych siedlisk bardzo istotnie maleje. Siłą rzeczy te działania będą najbardziej intensywne. Liczymy, że w granicach 20-30 procent tych gatunków liściastych będziemy starać się wprowadzić.

Nadleśnictwo Józefów cały czas prowadzi też działania związane ze sprzątaniem lasu i sprzedażą drewna – mówi nadleśniczy Nadleśnictwa Józefów Urban Kolman: – Przystąpiliśmy do usuwania spalonego drzewostanu. Na dzień dzisiejszy już jest pozyskane kilka tysięcy metrów sześciennych drewna. Wystawiliśmy na aukcję internetową 10 tysięcy metrów sześciennych drewna. Dzisiaj ta aukcja się zakończy i zostanie rozstrzygnięta. Mamy nadzieję, że znajdziemy na to drewno nabywców. Technicznie jesteśmy przygotowani do szybkiego porządkowania, przynajmniej w tej części, jeżeli chodzi o pozyskanie drewna, porządkowania pożarzyska. Na powierzchniach po pozyskaniu grubizny, czyli drewna grubego, pozostają odpady, to znaczy wierzchołki, gałęzie, które są składowane na tych powierzchniach. Będziemy je w przyszłości chcieli, mówiąc kolokwialnie, „zmulczować”, czyli zmielić odpowiednimi maszynami, zmielić je z wierzchnią warstwą gleby, aby tym sposobem wzmocnić te słabe siedliska.

CZYTAJ:  Premier podziękował strażakom, którzy walczyli z pożarem Puszczy Solskiej

– Rekomendacje Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie traktujemy bardzo poważnie. Widzimy, co może się wydarzyć w przyszłości – mówi Mariusz Kiczyński. – Przede wszystkim poprawa i budowa dojazdów przeciwpożarowych, dróg pożarowych, jak również pasów biologicznych przeciwpożarowych. Pasy to będą wycięte fragmenty drzewostanów wzdłuż dróg, które będą sadzone, i posadzone odpowiednimi gatunkami drzew czy krzewów, i pasy drogi zmineralizowane o gleby mineralne, żeby przeciwdziałać przemieszczaniu się pożarów. Będą to mniej więcej pasy szerokości 50 metrów. W pierwszych wypowiedziach mówiłem, że przez sto lat tam życie nie wróci. Naukowcy mówią, że ta ziemia jest zdegradowana i wróciła mniej więcej do 500 lat wstecz – tak jest uboga. Spaliło się tam wszystko, całe życie. Został tylko kwarc, czysta gleba mineralna.

– Dzisiaj widziałem dwie sarny na pożarzysku – mówi Adam Kraczek. – Bardzo mocno odbija molinia. To nie jest akurat bardzo pozytywna cecha, natomiast jest to zielone. Trochę jesteśmy nawet pozytywnie zaskoczeni tym, że odbija dość intensywnie borówka czernica. Ptaki, wiadomo, słychać na okrągło. To nie jest tak, że ich tam nie ma.

Ogólna ilość drewna, która może zostać pozyskana z pożarzyska to – zgodnie z dzisiejszymi szacunkami – nawet do 100 tysięcy metrów sześciennych drewna.

Ogień, który wybuchł 5 maja tego roku, objął łącznie 1157 hektarów lasu Puszczy Solskiej.

JN/ opr. DySzcz

Fot. Joanna Nowicka

Exit mobile version