Co czeka język polski? Czy wyjdzie obronną ręką z doby anglicyzmów, wulgaryzacji oraz – przede wszystkim – sztucznej inteligencji? Odpowiedzi na te pytania nasza reporterka szukała w Szczebrzeszynie podczas trwającej 12. edycji Festiwalu Stolica Języka Polskiego.
CZYTAJ: Tłumaczka Agnieszka Kowaluk: Festiwale literackie są egzystencjalnie ważne
– Jeżeli pójdziemy w takim kierunku, że do pewnych granic, stosujemy według pewnych zasad, jest to narzędzie tylko nam pomocne, to wtedy wszystko będzie okej – mówi Piotr Duda, pomysłodawca i dyrektor Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. – Moim doświadczeniem ostatniego roku jest powrót na studia, wróciłem na studia dzienne. Przez rok byłem studentem. Przeżyłem osobiście ten wymiar sztucznej inteligencji w takim aspekcie, że jako student trzeba przygotować jakieś prace na zaliczenia itd. Jest wielka pokusa u wszystkich studentów, wyobrażam sobie, bo ja też ją miałem, żeby sobie pomóc właśnie przez sztuczną inteligencję, bo rzeczywiście jest ta szybkość wyszukiwania informacji, zgromadzenia dokumentacji. Też trzeba na to uważać, bo jest dużo pomyłek, ale to będzie się polepszało, to będzie doskonałe i to jest super. To jest wspaniałe narzędzie, żeby nie tracić czasu na różne rzeczy, chociaż siedzenie w bibliotece też ma swoją wartość. Ale już później pisanie. Nie ma większej satysfakcji, jak się coś napisze samemu i później dostaje się dobrą ocenę. Ktoś to docenia i ktoś mówi: to jest dobra praca. Właśnie tu jest to diabelstwo, że te dobre prace mogą czasami nie być naszymi pracami, tylko pracami stworzonymi przez narzędzie. Jeżeli pójdziemy w tym kierunku, to będzie to niestety.
– Zawsze mówię, że technologia jest jak kij bejsbolowy – wskazuje Magda Gacyk, korespondentka polskich mediów w Dolinie Krzemowej. – Można rozegrać nim świetny mecz, można, jak trzeba, przybić gwóźdź do ściany czy do stołu i można komuś rozwalić czachę. Wiadomo, że cywilizacje funkcjonują w cyklach. Niektórzy mówią, że te cykle to mniej więcej 300 lat. Niektórzy mówią, że obecnie wchodzimy w erę antyoświecenia. Że właśnie pozwalamy na to, żeby to myślenie krytyczne zanikło. Mamy technologie, które nas w tym wyręczają. Na razie wydaje się, że technologa uprości nam procesy myślowe. Chociaż ja wierzę w człowieka i wierzę, że gdzieś ten proces będzie miał koniec i gdzieś nawrócimy. Włączymy wsteczny, myślenie krytyczne będzie znowu miało priorytet w sposobie poznawania świata czy oceniania rzeczywistości.
CZYTAJ: Prezeska PEN Clubu: Tłumaczenia tworzą polszczyznę
Krytycznego myślenia trzeba jednak nauczyć. A jak?
– Czasem recepta jest bardzo prosta – mówi pan Piotr, mieszkaniec stolicy, który na festiwal w Szczebrzeszynie od kilku lat przyjeżdża z synem. – Mitycznym momentem na własne komórki czy na AI jest komunia. Ta trzecia klasa. Leon jest teraz w drugiej klasie. Po pierwsze nie ma własnej komórki i tak długo jak się da, nie będzie miał. Ja osobiście jestem sceptykiem, nie jestem wsteczniakiem, mam nadzieję, ale nie mnie to oceniać tak naprawdę, ale tak długo jak się da, to wolałbym literaturę, o której mowa teraz na festiwalu, czy Myśliwskiego, o którym zawsze mowa na festiwalu (jestem wielkim fanem i czytelnikiem) niż jakiejkolwiek wytwory. Tu oczywiście walczymy troszkę między kulturą wysoką na kartach i kulturą niską na ekranie, ale znajdujemy właściwą proporcję.
– W polszczyźnie potocznej, kolokwialnej pojawia się coraz więcej anglicyzmów – mówi prof. Józef Olejniczak z Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Śląskiego. – Jest coraz więcej kalek z języka angielskiego, to są kalki nie tylko słowne, ale bywa także, że niektóre struktury zdaniowe z języka angielskiego są przemieszczane na teren polszczyzny. My tu jesteśmy na evencie, a nie na wydarzeniu. Mnie to dość irytuje, prawdę powiedziawszy, ale jeśli ja dobrze rozumiem procesy, które w kulturze i w języku zachodzą, to denerwować się na to, to jest zawracanie kijem Wisły. Jest ogromna wulgaryzacja polszczyzny. Pewne słowo na „k” stało się przecinkiem. My już nawet bardzo często w rozmowie nie odczuwamy, że używamy słów, które są wulgaryzmami całkiem po prostu.
– Jeśli ludzie kultury mówią, że to jest za*** wykon, to żadna część tego zdania nie jest po polsku – mówi pan Piotr. – Ani ładnie, ani poprawnie, ani po polsku. I tego nie powinno być w tym sensie. Jak potem ośmiolatkowi wytłumaczyć, co to jest wykon, co znaczy to drugie słowo, które w ogóle nic nie znaczy, nie jest słowem. Więc ja nie widzę powodu, czemu nie można powiedzieć, że to było fantastyczne, doskonałe, ekspresyjne wykonanie utworu.
– Na pewno mamy problem z tak zwanym używaniem słów w nonszalancki sposób, czyli takie pojęcie jak waga słów – dodaje Piotr Duda. – Mówimy „ważyć słowa”. Jak chcemy, żeby ktoś nie przekroczył pewnej granicy, to mówimy „waż słowa”. Jak ktoś ma taką samodyscyplinę, żeby ważyć słowa, to jest bardzo cenne. Gorzej, jak tego nie mamy, a myślę, że wokoło patrzymy, co się dzieje i bardzo dużo niestety jest tego nieliczenia się z wagą słów, te słowa ranią innych. Myślę, że to jest taki nasz główny problem obecnie.
Festiwal Stolica języka polskiego potrwa do soboty, 8 sierpnia. Program obejmuje propozycje zarówno dla dorosłych jak i młodzieży oraz dzieci. Poza dyskusjami i spotkaniami autorskimi są też warsztaty i koncerty.
JN / opr. WM
Fot. Piotr Piela
Pliki dźwiękowe
Przyszłość języka polskiego. Czy AI i anglicyzmy zmienią sposób, w jaki mówimy?






![Literatura w Chrząszczowym Grodzie. Język polski ma swą stolicę w Lubelskiem [ZDJĘCIA] 7 EAttachments9671528113293342076d91738fc5b0a3a4528fa xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/08/EAttachments9671528113293342076d91738fc5b0a3a4528fa_xl-350x250.jpg)


