Były minister zdrowia Wes Streeting zapowiedział, że zamierza wystartować w wyścigu o przywództwo Partii Pracy. Kryzys zaufania wobec obecnego lidera próbuje wykorzystać także burmistrz Manchesteru Andy Burnham, który ogłosił powrót do polityki krajowej. Z sondażu YouGov wynika, że gdyby głosowano dzisiaj, pokonałby Starmera.
W ubiegłym tygodniu około stu posłów rządzącej Partii Pracy publicznie wezwało premiera Wielkiej Brytanii do ustąpienia lub wyznaczenia harmonogramu swojego odejścia. Sam premier i szef Partii Pracy zarzeka się, że pozostanie premierem.
– Na swoją obronę przytacza jedynie, że Partia Konserwatywna, w czasie 14 lat rządów, wymieniła pięcioro premierów i że to wyglądało niepoważnie i że kolejna zmiana premiera tylko pogłębiłaby chaos polityczny, ale nie ma argumentów merytorycznych, a wszystko zdaje się świadczyć przeciwko niemu – mówi gość Radia Lublin doktor Tomasz Niedokos, adiunkt w Katedrze Literatury i Kultury Angielskiej w Instytucie Literaturoznawstwa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. – Wydaje się, że koledzy partyjni nie pozwolą już Starmerowi pozostać na stanowisku. Starmer miał właściwie jedno hasło – zmiana. Nie było żadnej wizji, żadnego planu w żadnej dziedzinie, a te problemy się nawarstwiają. Głównie koszty utrzymania powodowane wysokimi cenami energii, imigracja i presja na służbę zdrowia. Rośnie dług publiczny. Po tym zamieszaniu Wielka Brytania pożycza na warunkach gorszych niż Włochy i Grecja. Starmer jest sprawny akurat nie w tym, czego ludzie oczekują.
Cała rozmowa w materiale wideo:
Cała sprawa zaczęła się od nominowania na ambasadora USA wpływowego polityka laburzystów Petera Mandelsona, mimo jego bliskiej znajomości z nieżyjącym już amerykańskim finansistą i przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem. Na to nałożyły się przegrane wybory lokalne w Anglii oraz wybory parlamentarne w Szkocji i Walii, a także na ogólnie słabe notowania sondażowe laburzystów.
EwKa / opr. WM
Fot. Paweł Pikul
