Minęło 80 lat od tragicznych wydarzeń związanych z pacyfikacją Wąwolnicy. 2 maja 1946 roku ta miejscowość została spalona przez grupę operacyjną komunistycznej Milicji Obywatelskiej, przy wsparciu funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa oraz żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zginęło 5 osób, poszkodowanych zostało 200 rodzin, a spłonęło 450 budynków. W weekend upamiętniono ofiary tej zbrodni pod pomnikiem w Wąwolnicy.
– Zdjęcie, które jest przy kościele, tam, gdzie jest człowiek z taką dużą świnią, to jest mój osobisty ojciec. On uratował nawet takiego człowieka. Wyniósł go z palącego się tego domu. Dla mnie 2 maja to jest bardziej święto niż 1 maja w ogóle. Dlatego ja to poświęcam tym ludziom, którzy zostali skrzywdzeni niesłusznie wszyscy – mówi jeden z mieszkańców miejscowości.
– Jeżeli chodzi o ofiary śmiertelne, było to pięć osób – mówi Sławomir Snopek, prezes zarządu Regionalnego Towarzystwa Przyjaciół Wąwolnicy. – Spłonęło ponad 450 budynków, ponad 100 domów, 200 rodzin poszkodowanych. UB i KBW zablokowała dojazd w czasie pacyfikacji dla straży pożarnych.
CZYTAJ: Lublin świętuje rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja [ZDJĘCIA]
– Z jednej strony w Europie wojna już się zakończyła, z drugiej strony polskie ziemie nadal krwawiły – uważa doktor Robert Derewenda, dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. – Tak naprawdę organy bezpieczeństwa, które z samej nazwy powinny były bronić narodu polskiego, one występowały przeciwko narodowi polskiemu, a w interesie państwa komunistycznego, w interesie Związku Sowieckiego, który chciał po prostu zawładnąć Polakami. Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicja Obywatelska, Urząd Bezpieczeństwa, to formacje, które tutaj właśnie zajęły się de facto paleniem, niszczeniem, pacyfikacją tej miejscowości, Wąwolnicy.
– Skojarzenie jest jednoznaczne, wielka trauma i tragedia, którą nasi mieszkańcy przeżywali dokładnie 80 lat temu – mówi Marcin Łaguna, burmistrz Wąwolnicy. – Jesteśmy właśnie w miejscu, na rynku w Wąwolnicy, gdzie to wszystko się zaczęło. Kiedy 10 lat temu organizowaliśmy inscenizację, rekonstrukcję zdarzeń z 1946 roku, no to po prostu same łzy leciały. Jak poczuliśmy to, jak widzieliśmy te palące się chałupy, tych żołnierzy, którzy wjeżdżali i w taki bestialski sposób traktowali naszych mieszkańców, no to po prostu tragedia niewyobrażalna. Poza tym warto podkreślić, że to nie były działania wojenne, tylko to już się działo po wojnie.
– To jest wieś, która wspierała polskie podziemie niepodległościowe i zapłaciła, ta wieś, jej mieszkańcy, olbrzymią cenę – opowiada dr Mateusz Szpytma, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. – Została spalona, część mieszkańców została zamordowana. Władza, która kazała się nazywać ludową, to była zbrodnicza grupa osób.
– Wszystkie materiały, które udało się zebrać, zgromadzić, opublikowaliśmy – tłumaczy Sławomir Snopek. – Przy czym trzeba zaznaczyć, że znaleźliśmy naprawdę unikatowe rzeczy, jak chociażby dokumentację fotograficzną Johna Vachona czy zdjęcia z archiwum Stanisława Mikołajczyka, o których praktycznie nikt nie wiedział, gdzie są, mnie się udało to znaleźć. Też na drugim końcu świata. No i to jest pewien nasz przykład.
– Ja przyjeżdżam 2 maja co roku, związany jestem z tym. Ja na tych zgliszczach się bawiłem. Zawsze, kiedy jestem pod kościołem, pytam czy znacie historię Wąwolnicy? I ludzie nie wszyscy znają, ale może teraz to się otwiera, ludzie może poznają to.
Jeszcze wiele lat po tych wydarzeniach mieszkańcy Wąwolnicy byli przez władze komunistyczne traktowani jak „bandyci”, zakazywano im upamiętniania wydarzeń z 1946 roku oraz odmawiano poszkodowanym odszkodowań.
RyK / opr. PrzeG
Fot. John Vachon, Instytut Pamięci Narodowej
