Konsolidacja szpitali to priorytet rządu, aby poprawić finansową sytuację tych placówek i ich efektywność. Jak na takie plany zapatrują się dyrektorzy szpitali powiatowych, które w większości mają problemy finansowe? Zapytaliśmy o to dyrektora szpitala we Włodawie Artura Szczupakowskiego oraz zastępcę dyrektora radzyńskiego szpitala Jarosława Sosnowskiego. Każdy z nich patrzy na konsolidację zupełnie inaczej.
„Jesteśmy otwarci na konsolidację”
– Jako szpital jesteśmy otwarci na konsolidację. Jej zaletą byłby brak walki o kadrę lekarską, której tutaj na północy województwa jest coraz mniej. Widzę w tym szansę. Jeżeli posiadamy niewykorzystane łóżka w swojej strukturze bądź w strukturze innego szpitala, z którym byśmy mogli rozmawiać o konsolidacji, 100-procentowe obłożenie pozwoliłoby, że nie ponosilibyśmy kosztów obsługi tak zwanych pustych łóżek – stwierdza Jarosław Sosnowski.
Czy konsolidacja oznaczałaby też na przykład likwidację oddziału i przeniesienie go do innego szpitala?
– I tak i nie. Podmiot skonsolidowany jest nowym podmiotem. To jest unia dwóch – bądź większej liczby – podmiotów istniejących i na tej bazie powstaje nowy. Jest baza łóżkowa i jednej, i drugiej placówki i niekoniecznie konsolidacja polega na tym, że likwidujemy w jednej z miejscowości, żeby otworzyć w drugiej bądź tam przenieść. Często tak, ale nie mamy takich zakusów. Ale z drugiej strony są oddziały czy działy, które dublują się. Na przykład jeżeli mamy dwie kuchnie w dwóch placówkach, które są od siebie oddalone o niewielką odległość, utrzymywanie obydwu nie ma sensu, ponieważ jedna miałaby możliwość zapewnić posiłki dla obu placówek – wyjaśnia wicedyrektor szpitala w Radzyniu Podlaskim.
A jaką szansę pan widzi w konsolidacji? Jak takie działanie może poprawić sytuację szpitala, zarówno finansową, jak i dostępność do badań?
– Najważniejsze dla mnie jest to, żeby szpital wykorzystywał pełną bazę łóżkową, którą posiada. I wykorzystywał personel przypisany do tej bazy łóżkowej. Jeżeli mówimy o dwóch podmiotach, na dwóch terenach, musi być zapewnienie ciągłości świadczeń na obu obszarach – mówi Jarosław Sosnowski.
Ale jeżeli zmieni się lokalizacja oddziału, wówczas nie wszyscy pacjenci będą mieli zapewniony szybki dojazd do niego. Dzieje się tak, jeśli skonsolidowane szpitale są położone w dosyć dużej odległości jeden od drugiego.
– Dla mnie konsolidacja ma jakiś sens, kiedy te odległości między szpitalami nie są bardzo duże – zauważa Jarosław Sosnowski.
Co konsolidacja będzie oznaczać dla pacjentów?
– W mojej ocenie nic. Dalej będą udzielane świadczenia, będą dalej na wysokim poziomie, nawet jeżeli będzie zmiana lokalizacji jednego czy drugiego oddziału. Nie uważam, żeby były powody do niepokoju ze strony pacjentów, że skonsolidowane podmioty będą gorzej leczyły. Uważam, że będą leczyły lepiej, będą wykorzystywały nowy potencjał, także i sprzętowy, który jest w szpitalu – dodaje Jarosław Sosnowski.
„Nie widzę korzyści”
– Nie widzę takich korzyści, ponieważ konsolidacja oznacza praktycznie likwidację oddziału. Po prostu pacjenci będą musieli się przemieszczać ileś kilometrów do tamtego oddziału. I generalnie ograniczy to dostęp do świadczeń. Konsolidacja to jest bardzo ładne hasło. Natomiast trzeba mówić wprost, że jest to likwidacja oddziału szpitalnego. Nie rozwiąże to żadnego problemu, ani też nie ułatwi szpitalom powiatowym pozyskiwania kadry medycznej – uważa z kolei Artur Szczupakowski, dyrektor szpitala we Włodawie.
Ale słychać głosy, że z kadrą nie powinno być problemów, bo będzie dostępna ta z dwóch szpitali, które się połączą.
– Załóżmy, że dany powiat ma 40 tys. mieszkańców. I te 40 tys. mieszkańców będzie musiało korzystać z pomocy lekarskiej w tym drugim szpitalu. A drugi powiat ma 50 tys. mieszkańców, więc trzeba będzie zapewnić dostęp jednym lekarzem dla 90 tys. ludzi. Dlatego to nie jest żadne rozwiązanie – mówi Artur Szczupakowski.
Fundusz Medyczny przeznacza miliard złotych na konsolidację. Oddziały, które będą zlikwidowane, będą otrzymywać 50% ryczałtu przez dwa lata. Jak pan odniesie się do tego pomysłu?
– Ta kwota jest niewystarczająca, ponieważ dla tych dużych szpitali jest przewidywane finansowanie do 70 milionów złotych. I na przykład 10 dużych szpitali marszałkowskich połączy się w 10 województwach i one konsumują 700 milionów z tego programu. Natomiast jeśli chodzi o likwidację oddziału i ryczałt przez dwa lata, płacimy w ten sposób za to, że nie udzielamy świadczeń. Czyli tak naprawdę pogarszamy dostęp do nich. Ale to też nie rozwiązuje problemu, bo co ten zadłużony szpital ma po tych dwóch latach zrobić? – dodaje Artur Szczupakowski.
Do sprawy odniosło się Ministerstwo Zdrowia. Zdaniem resortu dzięki konsolidacji możliwe jest lepsze wykorzystanie kadry medycznej i infrastruktury, szybsze świadczenia oraz dostęp do lepszej jakości leczenia. Konsolidacja ma przełożyć się na większą stabilność finansową szpitali, a tym samym na ich zdolność do długofalowego i bezpiecznego funkcjonowania.
Dodajmy, że to organy założycielskie szpitali wraz z ich dyrekcją będą decydować o ewentualnej konsolidacji placówek.
Resort zdrowia nie przedstawił jeszcze jak szczegółowo wyglądałoby finansowanie placówek.
MaT / opr. ToMa
Fot. pexels.com
