Wszedł w życie obowiązek nadawania weterynaryjnego numeru identyfikacyjnego dla niektórych zwierząt hodowlanych. Tak wynika z nowej ustawy o zdrowiu zwierząt. W związku z nowymi przepisami pojawiły się pytania, czy konieczne jest rejestrowanie przydomowych hodowli drobiu?

Jakie hodowle będą wymagały nadania przez powiatowego lekarza weterynarii weterynaryjnego numeru identyfikacyjnego mówi powiatowa lekarz weterynarii w Chełmie, Agnieszka Lis:
– Gospodarstwa hodujące bydło, owce, kozy, konie, muszą mieć nadany numer WNI. Dotychczasowo korzystaliśmy z bazy agencyjnej. Teraz muszą mieć i nasz numer WNI. Rzeczą nową jest, że właśnie pszczoły nie są z tego zwolnione, więc nawet jeżeli ktoś ma jeden ul, to musi mieć nadany numer WNI.
CZYTAJ: 20. Noc Kultury w Lublinie. Święto miasta pełne sztuki oraz tajemniczych inspiracji
O obowiązku zgłaszania do powiatowego lekarza weterynarii miejsca utrzymania hodowli drobiu, chodzi o hodowle przyzagrodowe, przypomina zastępca lubelskiego wojewódzkiego lekarza weterynarii, Katarzyna Pikor-Bojarczuk.
– Jeżeli ktoś utrzymuje drób na potrzeby własne w niewielkiej ilości, jeżeli wcześniej nie dokonywał tej rejestracji miejsca utrzymywania zwierząt, swoich ptaków, u powiatowego lekarza weterynarii, to powinien się zgłosić. I on wtedy zgłosi, że ma kilka kur, kilka kaczek, kilka gęsi i jego wizyta wtedy w tym momencie na tym się skończy. Natomiast jeśli w wyniku tego zgłoszenia, powiatowy lekarz weterynarii uzna, że na przykład jest taka ilość kur, że należy objąć tego hodowcę i jego zwierzęta jakimiś programami monitorowania chorób zakaźnych, na tych, na przykład salmonelli, to w tym momencie zostaje taki hodowca poinformowany, że musi się jeszcze zgłosić do agencji, zarejestrować się jako siedziba stada i dokonywać aktualizacji swojego posiadanego stada w agencji.

Dodatkowe natomiast obowiązki ciążą na hodowcach, którzy prowadzą małe, przyzagrodowe hodowle drobiu i sprzedają drób lub jajka. Ich hodowle również muszą otrzymać numer WNI.
– Jeżeli sprzedaje jajka, to to jest już zakładem – potwierdza Katarzyna Pikor-Bojarczuk. – Ponieważ produkty od tych kur wychodzą na zewnątrz z gospodarstwa, z tego zakładu i to już jest zakład. Trzeba mieć ten WNI, czyli weterynaryjny numer identyfikacyjny i trzeba ten zakład, z którego sprzedawane są jajka, zgłosić do agencji.
Mieszkańcy mniejszych miejscowości z powiatu bialskiego krytycznie patrzą na obowiązujące przepisy.
– To jest bardzo niedobre, bardzo złe i niszczą całą naszą gospodarkę i rolników i tych, którzy nawet sobie trzymają. Kury.
– Ale to tylko będzie polegało na zgłaszaniu do weterynarii.
– No to tak się wydaje, że to tylko na zgłoszeniu, później będą różnych rzeczy się czepiać. Na przykład to, że ta kura musi być zdrowa, musi być kontrolowana. Przecież to rolnik dla samego siebie to robi, dla bycia samowystarczalnym. Ta kura jest w gospodarstwie, jest nieodzowna.
CZYTAJ: Lasy w regionie zagrożone pożarami. Strażacy apelują o ostrożność
Pani Danuta z powiatu bialskiego prowadzi hodowlę przyzagrodową, hoduje około 100 kur.
– Sprzedaję, no to dla znajomych, ktoś potrzebuje to wiejskie jajko, to nie ma porównania co ze sklepu jajko. Moi znajomi, którzy mają kury, to też nie rejestrują, bo mówią, że to będzie dużo tej „papierologii” i tak dalej. Trzymają na własny użytek, są tacy znajomi, że sprzedadzą trochę tych jajek czy kury. U nas na przykład we wsi to nikt nie ma zarejestrowanych kur, tyle powiem.

– Nie ma mowy o żadnej papierologii. Takie zgłaszanie hodowli do inspekcji weterynaryjnej jest bardzo potrzebne w przypadku zapobiegania i zwalczania chorób zakaźnych u zwierząt – mówi lekarz weterynarii, pracownik inspekcji weterynaryjnej, Lech Melaniuk. – W przypadku wystąpienia choroby, na przykład ptasiej grypy czy rzekomego pomoru drobiu, czy też innych chorób odzwierzęcych, one mogą się szerzyć nie tylko od hodowli tych dużych, zarejestrowanych, ale również poprzez małe skupiska ptaków. Jeżeli inspekcja weterynaryjna i lekarze zwalczający tę chorobę nie wiedzą, gdzie znajdują się hodowle, gdzie znajdują się skupiska innych ptaków niż tylko tych, które są na wielkich fermach, to uciekają nam źródła zakażenia, o których po prostu nie wiemy.
Ptasią grypę w województwie lubelskim potwierdzono ostatnio w miejscowości Miłków w powiecie parczewskim, w gospodarstwie liczącym 26 000 kaczek. Drób trzeba było wybić, a na terenie zapowietrzonym i zagrożonym, służby weterynaryjne wprowadziły obostrzenia.
Dodajmy, że zgodnie z nową ustawą o ochronie zwierząt konieczna jest też rejestracja hodowli psów i kotów, które prowadzone są w celach komercyjnych.
Właściciele zwierząt, które wymagają rejestracji mają na to czas do 18 czerwca.
MaT / opr. PrzeG
Fot. pexels.com
Pliki dźwiękowe
Zapobieganie chorobom zwierząt czy papierologia. Co to za numer










![Pasja i rozwój docenione. Rozdano nagrody dla mieszkańców oraz stypendia dla uczniów [ZDJĘCIA] 10 EAttachments947814088b48b8b89e975b19939b6466f609e0c xl 1](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/04/EAttachments947814088b48b8b89e975b19939b6466f609e0c_xl-1-350x250.jpg)



