Dwucyfrowe wartości na termometrach sprawiają, że przyroda budzi się do życia. Pojawiają się także obawy rolników o stan upraw, bo przymrozki mogą w tym czasie stanowić duże zagrożenie dla poszczególnych plantacji. Dodatkowo w wielu miejscach naszego województwa od kilkunastu dni nie spadła ani kropla deszczu.

– Na pewno po tej wyjątkowo mroźnej zimie rolnicy mogą mieć mieszane odczucia – mówi w rozmowie z naszym reporterem kierownik Zakładu Biogospodarki i Agrometeorologii Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, Jerzy Kozyra. – Po tej długiej zimie i po tym, co się działo, były duże niepokoje o wymarznięcia, które są rzeczywiście na zachodzie Polski. Ale tam, gdzie była pokrywa śnieżna, te uprawy po odsłonięciu, po zejściu pokrywy śnieżnej, wydają się być w dobrej kondycji. Natomiast nie wszystkie, bo ta zima była rzeczywiście ostra, której nie pamiętamy od ponad 10 lat. Natomiast sytuacja w tym roku jest trochę inna niż w tych ubiegłych latach, bo po tej ostrej zimie następuje szybkie przejście do temperatury powyżej 10 stopni. Chociaż u nas na wschodzie jest tak, że jednak temperatura minimalna jest w dalszym ciągu koło zera i rośliny kierują się nie tą temperaturą w ciągu dnia, a kierują się średnią temperaturą, która do nich dociera, czyli ilością ciepła, która do nich dociera. A ta ilość ciepła jest mniejsza z uwagi na te zimne noce.
Czyli rozumiem, że wegetacja jeszcze nie ruszyła?
– Wegetacja powoli rusza ze względu właśnie na te niskie temperatury w nocy, natomiast jest dużo światła, jest dużo energii w ciągu dnia i szybko rośliny się obudzą. Jeśli przyjdzie 2-3 dni z temperaturą w nocy powyżej 5 stopni, nastąpi bardzo szybkie ruszenie wegetacji i przyspieszenie.
CZYTAJ: Jak ratować glebę przed suszą? Są na to sposoby
Jednocześnie utrzymuje się deficyt opadów, który może być nie lada wyzwaniem dla upraw prowadzonych w gruncie.
– Z jednej strony jest to dobrze, bo na polach mieliśmy nadmiar wody, który powoli wsiąka w glebę, to dobrze. Gleba się nasącza. Mamy zasilanie wód głębiej i ta woda będzie stanowiła magazyn dla roślin właśnie w drugiej połowie marca czy w kwietniu, kiedy nie wiadomo co będzie – tłumaczy Jerzy Kozyra. – Ostatnimi laty mieliśmy tak, że ta wiosna powoli szła do przodu z tą wegetacją. W tym roku mamy inną sytuację, możemy mieć zupełnie inny przebieg pogody. No i z niepokojem patrzymy w przyszłość, jeśli chodzi o falę upałów, która przy tak gwałtownym wzroście temperatury może się zdarzyć. Natomiast te opady, jeśli byłyby regularne, to one zabezpieczą deficyty czy wodę dla roślin. Natomiast przy braku opadów to możemy też rozważać sytuację suszy. Mam nadzieję, że wody nie zabraknie i w tym roku, jak w zeszłym roku, mimo tego, że mówiliśmy bardzo dużo o suszy, która była w rzekach, susza hydrologiczna, natomiast plony były rekordowo wysokie w zeszłym roku, co oznacza, że te zasoby ciepła się zwiększają, jest dużo i wody jeszcze wystarczyło, szczególnie na dobrych glebach. Natomiast klęsk pogodowych było na tyle dużo, że ta świadomość zmiany klimatu wzrasta i musimy być na to przygotowani.

Ostatnio czytałem badania, że 9 na 10 rolników w ostatnich trzech latach przynajmniej raz doświadczyło jakiejś anomalii pogodowej.
– Ja bym powiedział, że kilka razy w roku doświadczamy anomalii pogodowej i to jest właśnie huśtawka, od suszy do nadmiaru opadów. To jest też znamienne, że mamy opady dobowe w wysokościach dotąd nienotowanych. Jak w zeszłym roku na Żuławach czy tam na północy Polski spadło około 100 litrów wody w ciągu dnia. Taki ewenement notowaliśmy w ciągu całej historii naszej stacji meteorologicznej w Grabowie, tutaj niedaleko Puław. Natomiast te sytuacje zdarzały się kilkakrotnie w ciągu jednego sezonu. Pamiętamy maj, kiedy praktycznie w ciągu całego tego miesiąca mieliśmy, już nie powiem przymrozki, to były epizody mrozowe, które uszkadzały różne rośliny w różnych częściach kraju, natomiast cały kraj był pokryty właśnie przymrozkami. Pamiętajmy, mamy marzec, do maja jeszcze prawie dwa miesiące.
CZYTAJ: Przyroda budzi się do życia. Nasz reporter poszukuje oznak wiosny
Ale wróćmy do zimy na chwilę, bo tegoroczna zima była szczególnie chyba trudna dla producentów prowadzących uprawy pod osłonami. Koszty produkcji znacząco się zwiększyły z uwagi na konieczność odpowiedniego nagrzania.
– Tak, rzeczywiście mieliśmy nie tylko kłopoty z uprawami pod osłonami i z ogrzaniem tych upraw, ale też mieliśmy kłopoty z ogrzaniem własnych domów, ponieważ okazało się, że zapasy peletu nie wystarczyły na taką zimę, którą mieliśmy przez ostatnie kilka lat – mówi Jerzy Kozyra. – Podobna sytuacja tyczyła się właśnie upraw pod osłonami szklarniowymi, gdzie pogoda w zimie przyzwyczaiła nas do tego, że jesteśmy w stanie bardzo wcześnie rozpocząć ten sezon gospodarczy i dostarczyć nasze regionalne produkty spod osłon bardzo szybko na rynek. Nikt tego nie przewidział, nikt nie zabezpieczył odpowiedniej ilości opału. Z drugiej strony przy niskich temperaturach jest też ryzyko awarii i tutaj te doniesienia medialne o rolniku, który stracił praktycznie nie tylko uprawy, ale stracił całą infrastrukturę. To mi też nasuwa takie wspomnienie z zeszłego roku, kiedy w okolicach Sandomierza te przymrozki, które były, wraz z huraganami doprowadziły nie tylko do straty plonów w tym roku, ale mamy do czynienia ze stratą całej infrastruktury w sadzie, czy też w tych osłonach. To ryzyko też musimy wkalkulowywać w działalność rolniczą i to jest novum, bo do tego typu dużych strat wcześniej nie dochodziło.

A obecnie największym wyzwaniem i zagrożeniem mogą być przymrozki?
– Z punktu widzenia agrometeorologicznego, to te niskie temperatury są korzystne podczas nocy, że ta wegetacja nie rusza tak szybko. Natomiast to co obserwujemy na polach, to rośliny nie rozkrzewiły się tak jak w ubiegłych latach. Czyli rolnicy rok do roku będą obserwować, że oziminy mają gorszy stan, niż to było rok temu, czyli one przystępują do wegetacji bardzo osłabione. Muszą się odbudować i dobrze, żeby ta odbudowa powolna trwała trochę dłużej. Czyli takie szybkie przejście, to co obserwujemy, od zimy do lata, żeby lepiej go nie było, żeby jednak ta powolność się utrzymała. Wiemy, że rośliny podczas kwitnienia i potem wypełniania ziarna są najbardziej wrażliwe na niskie temperatury. Z biegiem wegetacji ta mrozoodporność czy przymrozkoodporność spada. Teraz nawrót czy powtórzenie się takiej pogody majowej, jak była w zeszłym roku, przy tym wczesnym ruszeniu wegetacji, bo to jest około dwóch tygodni wcześniej niż normalnie, chociaż cały czas wegetacja powoli idzie do przodu, to może być zagrożeniem. Natomiast na pogodę nie mamy wpływu. Mamy wpływ na klimat, o czym często tutaj rozmawiamy, no ale ten nasz wpływ też jest ograniczony.
CZYTAJ: Mrówki a sprawa przebiśniegów. Wiosenna tajemnica przyrody
Czego zatem możemy się spodziewać pogodowo w najbliższych dniach, okiem agrometeorologa?
– Niepokojące jest to, że nie pada. To sytuacja powtarzająca się z zeszłego roku, kiedy prawie dwa miesiące nie padało i rośliny musiały przeżyć i wegetować, w negatywnym tego słowa znaczeniu, i czekać na wodę. Natomiast mieliśmy taką sytuację, że w zeszłym roku mimo ciepłego stycznia, tam były opady. W tym roku mamy pokrywę śnieżną i mamy nadzieję, że ta pokrywa śnieżna zabezpieczy rośliny w wodę na te pierwsze fazy wegetacji i to będzie korzystne.
I z takimi nadziejami pozostawiamy rolników. Bardzo dziękuję za rozmowę. Państwa i moim gościem był Jerzy Kozyra z Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach.
ŁuG / opr. PrzeG
Fot. Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowy Instytut Badawczy FB / pexels.com
Pliki dźwiękowe
A Rozmowa IUNG
Czy przymrozki grożą uprawom Rolnicy martwią się o plantacje














