Po rosyjskim ataku na Kijów niemal 6 tysięcy bloków mieszkalnych pozbawionych jest ogrzewania. W nocy Rosjanie uderzyli w ukraińską stolicę za pomocą rakiet i dronów. To kolejny w tym miesiącu atak na Kijów, wymierzony w infrastrukturę energetyczną.
Mer Kijowa, Witalij Kliczko napisał, że po nocnym ataku na stolicę bez ogrzewania pozostaje 5635 budynków wielopiętrowych. Cała lewobrzeżna część ukraińskiej stolicy pozbawiona jest także dostaw wody. W wielu dzielnicach wyłączono prąd. W nocy mieszkańcy Kijowa słyszeli serie eksplozji. Rosjanie użyli dronów Shahed, ale też rakiet balistycznych. Atakowali głównie elektrociepłownie.
Poprzednio do poważnego ataku na kijowskie elektrociepłownie doszło 9 stycznia. Wówczas także od ogrzewania odłączono kilka tysięcy bloków, a prace naprawcze trwały wiele dni. Przerwy w dostawach prądu i ogrzewania to w Kijowie codzienność. Przy trwających kilkunastostopniowych mrozach temperatura w wielu mieszkaniach oscyluje wokół 10 stopni Celsjusza, zaś prąd pojawia się na kilka godzin w ciągu doby. A minionej nocy temperatura w Kijowie spadła do minus 16 stopni Celsjusza.

Brak ogrzewania i prądu
W wielu blokach ogrzewania nie ma w ogóle, w większości kaloryfery grzeją bardzo słabo i z przerwami. Tak jest między innymi w mieszkaniu kijowianki, Polki z pochodzenia, Tetiany Artuszewskiej. W rozmowie z Polskim Radiem powiedziała, że w jej mieszkaniu rano termometr pokazywał 10 stopni Celsjusza, wczoraj 8. Jak zaznaczyła, są to temperatury nie sprzyjające do życia i utrzymania mieszkania. – Jest zimno, po prostu jest ciągle zimno – mówi.
Oprócz chłodu, codzienne życie utrudniają przerwy w dostawach elektryczności. Jak mówi Tetiana Artuszewska – w gniazdkach najczęściej po prostu nie ma prądu. Po ostrzałach przerwy w dostawach mogą trwać nawet dobę. Jeśli ostrzałów nie ma – prąd włączany jest tylko na 3 do 5 godzin w ciągu doby, wówczas należy szybko zrobić pranie i nagrzać w bojlerze wodę do mycia. Kijowianka mówi, że od długiego już czasu posiłki gotuje na kuchence turystycznej.
Rosjanie ciągłymi uderzeniami w energetykę chcą złamać ukraińskich cywilów.

Polska poderwała samoloty
– Polska rano poderwała samoloty wojskowe w związku z sytuacją na Ukrainie – mówi zastępczyni rzecznika prasowego Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych major Ewa Złotnicka. – Nasza aktywność lotnicza miała charakter typowo prewencyjny, nie była to działalność ściśle operacyjna. Wynikało to z tego, że zagrożenia dla przestrzeni powietrznej nie było. Jednak w związku z tym, że rosyjskie lotnictwo operowało nad Ukrainą czasowo zostały zamknięte dwa lotniska we wschodniej części kraju – w Lublinie i Rzeszowie.
Rzeczniczka zaznaczyła, że nie było zagrożenia dla Polski ze strony rosyjskich samolotów i dronów.

„Sygnał alarmowy”
– Zmasowany atak Rosji na Kijów i inne miasta Ukrainy przy mrozie to sygnał alarmowy dla przywódców zgromadzonych na dorocznym Światowym Forum Ekonomicznym w Davos – ocenił tymczasem szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha. Jak stwierdził, „zbrodniarz wojenny Putin nadal prowadzi ludobójczą wojnę przeciwko kobietom, dzieciom i osobom starszym”.
A ukraińska delegacja spotkała się dziś (20.10) przy okazji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos z doradcami ds. bezpieczeństwa narodowego z Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział z kolei, że weźmie udział w forum w Davos, jeśli gotowe do podpisania będą porozumienia z USA dotyczące gwarancji bezpieczeństwa i odbudowy Ukrainy.
RL / Informacyjna Agencja Radiowa / opr. ToMa
Fot. PAP/EPA/MARIA SENOVILLA














