Ponad 4 tys. kilometrów przemierzył samotnie 23-letni Maciej Żelazny z Kaliłowa w powiecie bialskim pielgrzymując szlakiem św. Jakuba do Santiago de Compostela. Wyprawa zajęła mu ponad sto dni i – jak mówi – była spełnieniem jego marzeń.
Dlaczego ludzie decydują się na takie wyzwanie, które niesie ze sobą wiele wyrzeczeń i nieprzewidzianych sytuacji? O tym między innymi mówi Maciej Żelazny.
Marzył o tym od dziecka
– Już od dziecka miałem zamiar, żeby zrobić taką wyprawę. Zawsze o niej marzyłem. Inspirowałem się podróżami Cheryl Strayed. Napisała ona książkę na ten temat, ponad 10 lat temu wyszedł również film. A jeszcze niedawno przed pielgrzymką dowiedziałem się, że mój sąsiad taką samą wyprawę zrobił 7 lat temu – opowiada Maciej Żelazny.
Jakie kraje pan przemierzał?
– Przez 106 dni zrobiłem 4070 km. Wyszedłem z Polski do Słowacji, przez Austrię, Słowenię, Włochy i Francję i przemierzyłem prawie całą Hiszpanię wszerz. Najgorzej było, kiedy już zbliżałem się do włoskiego miasta Werona, doznałem kontuzji. Ciężko było mi chodzić w tempie. Musiałem to robić wolniej i robić częściej przerwy. To mi najbardziej przeszkadzało – stwierdza Maciej Żelazny.
Jeśli chodzi o kwestie związane z noclegiem, to jak to wyglądało?
– Przeważnie zachodziłem do plebanii albo do klasztorów. Zazwyczaj od razu mnie przyjmowali. Odkąd w Bratysławie za nocleg zapłaciłem z własnej kieszeni, to do Montserrat w Hiszpanii nic na niego nie wydałem. Czasem spałem w ruinach, na przyczepie campingowej, dwa razy w banku, bo gdy są bankomaty w środku, przestrzeń, gdzie się znajdują, jest otwarta – dodaje Maciej Żelazny.

Droga to Santiago de Compostela
– Dla większości ludzi wędrowanie do Santiago de Compostela to oczywiście droga związana ze względami religijnymi, ale też poszukiwaniem sensu życia, pokonywaniem własnych granic – mówi Katarzyna Piasecka, psycholog i psychoterapeuta. – Czasem to jest odcięcie się od codzienności i poszukiwanie nowego. Dla innych może to być chęć przeżycia przygody. Pielgrzymowanie w małej grupie, bo tak się pielgrzymuje do Santiago, czy wręcz samotnie, sprawia, że mierzymy się z własnymi granicami, tymi fizycznymi, ale też psychicznymi. To pomaga w lepszym kontakcie z samym sobą, w rozumieniu siebie, swoich emocji, swoich potrzeb. Dla niektórych może to być odpoczynek od codzienności, uporządkowanie myśli, zmiana nawyków. Dla innych może to być po prostu wyzwanie turystyczne, korzystanie z piękna przyrody, jaką oferuje szlak. A dla jeszcze innych po prostu wyzwanie fizyczne, trasa do pokonania.
Taka wyprawa pozwala poznać siebie dogłębnie. Czego pan dowiedział się o sobie w czasie tej wyprawy?
– Przekonałem się, że potrafię więcej niż myślałem – dodaje Maciej Żelazny. – Na przykład sądziłem, że tą podróż skończę dopiero w połowie stycznia. Przypuszczałem, że będę pokonywał 40 kilometrów dziennie. Potem zobaczyłem, że mogę iść więcej. Miałem taki dzień, że przeszedłem 66 km.
A czy taka samotna wędrówka panu nie doskwierała? Nie brakowało bliskich?
– W moim przypadku nie. Jestem taką osobą, która potrafi żyć samemu. Dla mnie ta wyprawa była wyzwaniem – stwierdza Maciej Żelazny.
Czy pątnicy, którzy pielgrzymują do Santiago, jakoś się wyróżniają?
– Każdy ma kurtkę, podobny plecak, brodę, w przypadku mężczyzn. Jest coraz więcej Azjatów, dużo ich spotkałem na tej drodze – dopowiada Zelazny.
Spotykał pan na swojej trasie wiele osób, które panu pomagały. Ale czy pan w jakiś sposób też chciał im pomóc?
– Obiecywałem, że pomodlę się za nich w Santiago de Compostela, kiedy już tam dotrę. Raz miałem sytuację, że poznałem pewną Julię w Trieście, po przekroczeniu granicy słoweńsko-włoskiej. To było moje pierwsze miejsce we Włoszech. Za to, że mi dała trochę jedzenia – kawałek pizzy i ricottę – powiedziałem, że się za nią pomodlę. Zapytałem się jej o imię i zapisałem sobie w notatniku. Ta idea się narodziła już w Polsce. Kiedy spędziłem noc u jednego z księży, powiedział, że mam się pomodlić za niego. Wówczas wpadłem na pomysł, że będę zapisywał sobie imiona i potem modlił się za te osoby. I obietnice zrealizowałem – tłumaczy pielgrzym z Kaliłowa.
Jak powiedział nam Maciej Żelazny, na swojej trasie nie spotkał się z żadnymi niebezpiecznymi sytuacjami. Na wyprawę przeznaczył początkowo 12 tys. złotych, z czego nie wydał nawet połowy.
MaT / opr. AKos
Fot. Maciej Żelazny
Pliki dźwiękowe
Marzył o tym od dziecka. Dotarł pieszo do Santiago de Compostela po 106 dniach





![Dołączą do sił europejskich. Żołnierze lubelskiej brygady ruszyli na południe [ZDJĘCIA] 4 EAttachments925774230720f7f45f5dac396ee263bc59e2e20 xl 1](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/01/EAttachments925774230720f7f45f5dac396ee263bc59e2e20_xl-1-350x250.jpg)



![Zima uderzyła w regionie. Od rana trwa walka ze śniegiem [ZDJĘCIA] 8 EAttachments9257397ae5b8385faae6069aa5b151b39bd0434 xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/01/EAttachments9257397ae5b8385faae6069aa5b151b39bd0434_xl-350x250.jpg)


