Polska branża turystyczna mierzy z coraz to nowymi wyzwaniami. Wcześniej pandemia, teraz wojna na Ukrainie. W ostatnich tygodniach poczucie niepokoju wzbudzają liczne alerty informujące o atakach za wschodnią granicą. Jak reagują na nie turyści? W jakiej kondycji jest branża turystyczna? Oraz – na ile pomógł jej lubelski czek turystyczny? W Perle Renesansu sprawdzała to nasza zamojska reporterka, Joanna Nowicka.
– Zdążyłam zauważyć, że jest alert. Trochę się wystraszyłam – przyznaje pani Teresa z Bielska-Białej, która do Zamościa przyjechała na kilka dni z mężem. – Ja bym chyba nie wytrzymała psychicznie. Po jednym już miałam zawód głowy i pytałam, co to jest. A mąż mówi: jesteś w Lubelskiem i to jest normalne.
– Strach się zdarza, choć najczęściej turyści reagują na alerty spokojnie. Większego poruszenia nie ma – mówi dyrektor Biura Informacji Turystycznej i Promocji Miasta w Zamościu Joanna Liberadzka-Duras. – Turyści komunikują, że dostali takie informacje, przychodząc nawet do Punktu Informacji Turystycznej. Natomiast nie powodują one nagłego wyjazdu, opuszczenia hotelu czy zaprzestania zwiedzania. Owszem, grupy turystyczne, które planują przyjazd do Zamościa i na Roztocze, dzwoniąc do Punktu Informacji Turystycznej, często pytają o bezpieczeństwo.
– Wojna ogólnie przełożyła się na turystów – mówi Justyna Wójtowicz-Przyczyna, menadżer jednego z hoteli w Zamościu. – Uważamy, że obecnie w dużej mierze, a to przede wszystkim w tym roku przez te alerty, które przychodzą średnio dwa, a nawet trzy razy dziennie. Goście, którzy odwiedzają nasz hotel i ogólnie Zamość, są przestraszeni przyjeżdżając z innych stron Polski. Grupy, które do nas przyjeżdżały, liczyły pięćdziesiąt parę osób, czyli zapełniały cały obiekt. Obecnie grupa, wstępnie rezerwując pobyt, ma być w liczebności pięćdziesiąt osób, zmniejsza się do połowy ze względu na to, że goście boją się tutaj przyjeżdżać.
CZYTAJ: Czy wycinka była potrzebna? Spór wokół budowy parkingu
– Reakcja turystów, jeśli można to tak nazwać, jest taka, że ich po prostu nie ma – mówi Magdalena Będziejewska, dyrektor jednego z hoteli w Zamościu. – Przy pierwszym poważniejszym alercie, który mieliśmy, że mamy szukać schronienia, tak naprawdę jako pracownicy nie dowierzaliśmy, zauważając reakcję gości, a raczej brak reakcji. My oczywiście opracowaliśmy sobie procedury już w tej chwili, bo tak jak mówię, ten alert był zaskakujący. Wcześniej takich nie było i nikt nie przygotowywał nas na to, że powinniśmy mieć nawet taką procedurę. Ale nie dalej niż dwa tygodnie później ten alert znowu się powtórzył i naprawdę nikt z gości nie zareagował, a przecież alerty dostajemy zgodnie z lokalizacją. Mamy miejsce, gdzie możemy ewakuować gości w przypadku takiego alertu. U nas to są piwnice, jesteśmy w starej kamienicy.
Opinie, obserwacje, nastroje są przeróżne. Pewne jest natomiast jedno, wojna za naszą wschodnią granicą bardzo zmieniła oblicze regionalnej turystyki.
– Tak, u nas w Zamościu, przynajmniej w naszym obiekcie, nie ma dużo turystów z zagranicy – przyznaje Justyna Wójtowicz-Przyczyna. – A kiedyś byli w większej liczebności. Ogólnie tych turystów jest mniej z roku na rok. Stwierdzamy na podstawie naszych rezerwacji, że jest tych turystów mniej.
Co ciekawe, wpływ na ograniczenie ruchu turystycznego z zagranicy ma nie tylko konflikt na Ukrainie.
– My w Zamościu najwięcej grup, jakie mieliśmy, to były grupy z Izraela, a tutaj już mamy kolejny konflikt, więc to niestety działa na naszą niekorzyść – mówi Magdalena Będziejewska.
– Początkowo był strach, turystów praktycznie w ogóle nie było w Zamościu i na Roztoczu. Teraz już widzimy, że z roku na rok turyści z zagranicy coraz chętniej do nas przyjeżdżają – wskazuje Joanna Liberadzka-Duras. – Przede wszystkim trzeba komunikować, że u nas jest bezpiecznie. Taka jest nasza misja, taki jest w chwili obecnej nasz cel promocyjny, całego województwa lubelskiego. Z takim hasłem promujemy się wśród gości zagranicznych, bo o to nam najbardziej chodzi, żeby informować o tym, że pomimo komunikatów, alertów, które przychodzą do nas, do turystów odwiedzających nasze województwo, my czujemy się bezpiecznie.
CZYTAJ: Fałszywe alarmy bombowe w Lublinie. 10 placówek zdecydowało o ewakuacji
Przedstawiciele branży turystycznej przyznają, że w trudnych czasach bardzo dużym wsparciem okazał się Lubelski Czek Turystyczny.
– Trochę nas ratuje, ponieważ przyjeżdżają ci turyści, szczególnie w kategorii wiekowej 60+, przynajmniej w naszym obiekcie – mówi Justyna Wójtowicz-Przyczyna.
– Tak, to jest olbrzymia pomoc dla nas – przyznaje Magdalena Będziejewska. – Wrzesień może jeszcze nigdy nie był takim miesiącem posezonowym, aczkolwiek to były już inne miesiące, bo tu raczej zapełniały nam się weekendy. Dzieci wracają do szkoły, więc to już jest całkiem inaczej. A tu z uwagi na realizację tego czeku i w tygodniu mieliśmy bardzo dużo gości. Przede wszystkim może dlatego, że skierowany jest w większości do osób 60+.
– Jednak Rosja nas jeszcze nie zaatakowała – mówi pan Piotr z Bielska-Białej. – A że jakieś tam rakiety latają, no to będą latać i tyle. A tak przy okazji przyjechaliśmy korzystając z czeku turystycznego. Skusiliśmy się, bo to jest okazja.
– Pomyślałam, że w końcu zobaczę ten Zamość i tę ścianę wschodnią, bo całą Polskę prawie że znamy, natomiast tutaj tę ścianę wschodnią jakoś odpuszczaliśmy, a żałuję, bo trzeba było wcześniej. Naprawdę piękne lasy – zachwyca się pani Teresa.
Dodajmy, że do tej pory czek turystyczny rozdysponowano w dwóch turach – na początku września i października. Za drugim razem czeki „rozeszły się” w kilka minut, a w przypadku puli dla pełnoletnich mieszkańców wystarczyła minuta. Na stronie programu odnotowano w kulminacyjnym momencie około 1,1 mln wejść.
A jeśli chodzi o zamojską turystykę, czas na podsumowanie tegorocznego sezonu przyjdzie za kilka tygodni. Aktualnie zamojski ratusz zbiera dane liczbowe dotyczące turystów, którzy odwiedzili miasto.
JN / opr. WM
Fot. Piotr Piela / archiwum RL
Pliki dźwiękowe
Alerty o atakach za wschodnią granicą. Jak reagują turyści?









