Powstał raport dotyczący nielegalnego internetowego hazardu. Opracował go zespół naukowców z całej Polski. Wyniki są zatrważające – dwie trzecie graczy wykazuje objawy uzależnienia, ponad 44 proc. jest zagrożonych depresją, a niemal 30 proc. znalazło się w grupie podwyższonego ryzyka samobójstwem lub ma problemy w pracy albo w nauce.
– Ponad połowa jest zadłużona – mówi Sebastianowi Pawlakowi współtwórczyni raportu dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta z Instytutu Psychologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego: – Tak naprawdę to są pierwsze i jedyne tego typu badania w Polsce poświęcone nielegalnemu graniu, bo do tej pory bazowaliśmy na badaniach z Zachodu, na szacowaniach rynku finansowego – jakie są wpływy, jakie straty z powodu szarej strefy. Natomiast do tej pory nikt nie zainteresował się bezpośrednio tym tematem pod kątem psychologicznym, epidemiologicznym. Szacując na podstawie tych procentów, które otrzymaliśmy, to ten problem dotyczyłby około 3,5 miliona Polaków. Pokazuje to, że nie jest to problem marginalny. To zagadnienie, które powinno być włączone w działania z obszaru zdrowia publicznego, bo dotyczy ważnej grupy polskiego społeczeństwa.
CZYTAJ: Alert o zagrożeniu z powietrza? MSWiA publikuje instrukcję reagowania
– Korzystanie z oferty hazardu nielegalnego znacznie podnosi ryzyko doświadczenia negatywnych konsekwencji hazardu. Generalnie hazard jest takim zachowaniem, które potencjalnie może generować problemy, łącznie z zaburzeniem, które nazywamy zaburzeniem uprawiania hazardu. Natomiast nasze wyniki pokazały, że powiązanie grania z oferty legalnej z graniem nielegalnym wiąże się ze znacznie poważniejszymi konsekwencjami dla gracza – wyjaśnia dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Kto gra nielegalnie? Co tych ludzi pcha do tych gier?
– Próbowaliśmy znaleźć szczególny profil graczy z oferty nielegalnej. Okazuje się, że jednym z czynników, którymi różnią się od innych graczy, jest wiek. Są przeciętnie młodsi. Są to częściej mężczyźni. I trzecią charakterystyką jest to, że osoby, które korzystają z oferty nielegalnej, mają wyższe zadłużenie czy częściej w ogóle posiadają zadłużenie niż osoby, które korzystają tylko z hazardu legalnego – wylicza dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta. – A co ich pociąga? Bardzo zakotwiczył mi się w pamięci pewien cytat. Jeden z graczy powiedział nam, że hazard nielegalny to jest taki park rozrywki, tylko że dla dorosłych. To znaczy kiedy tam się wejdzie, ciężko z niego wyjść, bo oferta jest nieograniczona. Tych gier jest ogromny wybór, ponieważ hazard nielegalny to jest tak naprawdę rynek z całego świata, bo to są gry, których nie obejmuje polska licencja. I to gracz podkreślił jako coś, co jest szczególnie niebezpieczne, bo nie ma limitu, nie ma granic, jest nieograniczony wybór. A normalnie w rynku legalnym hazardowym jednak jest przestrzegane, żeby ta oferta była w jakiś sposób kontrolowana, limitowana i bezpieczna.
Rozmawiamy o hazardzie online, takim w Internecie?
– Tak, zgadza się. Nasze badania dotyczyły hazardu online, ponieważ środowisko internetowe jest tym, gdzie można robić wszystko. Mimo starań, mimo różnego rodzaju praw i regulacji, rynek internetowy jest bardzo trudny do kontrolowania – mówi dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
I trafia do coraz młodszego odbiorcy…
– Badaliśmy osoby dorosłe, ale o ile oferta hazardu legalnego jest obostrzona pewnymi wymaganiami, chociażby tym, że operator ma obowiązek przestrzegać limitu wieku gracza, o tyle na rynku nielegalnym te prawa nie są przestrzegane. To znaczy ten rynek jest otwarty dla wszystkich i z innych badań, w których jesteśmy w trakcie, że młodzież gra w gry hazardowe. I to bardzo duży odsetek. Bo blisko połowa młodzieży korzysta z oferty hazardowej – stwierdza dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Bo są też różnego rodzaju aplikacje na komórki, które pozwalają na granie. Może nie na pieniądze, ale na zdobywanie punktów, gadżetów, różnego typu profitów…
– To jest pierwszy etap wprowadzania w specyfikę gier hazardowych, bo faktycznie jest wiele aplikacji i wiele gier, które wyglądają jak tradycyjne gry hazardowe. Na przykład gry kasynowe, ruletka, ale nie ma tam pieniądza, wobec czego ustawa ich nie dotyczy. Ustawowo nie są to gry hazardowe, więc nie są objęte regulacjami prawa. Natomiast gra się tak jak w ruletce, jest wygrana, jest przegrana, jest ryzyko, jest niepewność. Są podobne mechanizmy. I bywa, że młodzi ludzie planują, że sprawdzą w rzeczywistości, jak one działają na prawdziwych grach hazardowych – opowiada dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Z waszych badań wynika, że część graczy nie ma świadomości, że korzysta z nielegalnej oferty. Granica między legalnym a nielegalnym hazardem jest dosyć nieczytelna…
– Zgadza się, to jest w ogóle bardzo trudny problem. To szczególnie wynika z naszych wywiadów, ponieważ mamy dwie grupy odpowiedzi. Są osoby, które mówią: „Te gry praktycznie nie różnią się niczym, tyle że te mają jakąś licencję, jakąś zgodę, a te nie mają. Tak samo wyglądają, tak samo działają”. I faktycznie niektórzy mówią, że grali w takie gry bez świadomości, że to jest w jakiś sposób nielegalne. Na przykład dowiadywali się o tym później. Ale druga grupa wypowiedzi są to ludzie, którzy mówią, że w zestawieniu gry legalne-nielegalne, te nielegalne są bardziej kuszące, bo są lepiej dopracowane, jest bardzo dużo różnych wyborów, są bardziej „przyjazne”, można grać bardziej zróżnicowanymi stawkami niż w grach legalnych, dostęp jest łatwiejszy, w wyszukiwarce internetowej szybciej się wyszukują – stwierdza dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Jakie mechanizmy uzależnienia są wykorzystywane przez twórców tych gier? W jaki sposób te gry uzależniają?
– Tak jak każde inne, bo mówiąc o hazardzie mówimy o zjawisku uzależnienia. To nie jest tak, że uzależniają tylko gry nielegalne. Uzależnia hazard. Mieliśmy w grupie badanej osoby, które grają albo tylko legalnie, albo legalnie i nielegalnie. Czyli raczej nie jest tak, że ktoś gra tylko w nielegalne gry. Gracze generalnie znają rynek hazardowy i częściej zaczynają od gier legalnych, ogólnodostępnych, reklamowanych. Potem część ma tendencje do poszukiwania wrażeń na przykład albo jakieś sytuacyjne okoliczności sprawiają, że część graczy szuka bardziej atrakcyjnej oferty i trafia na inne gry – wyjaśnia dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
– Gry nielegalne mogą działać w ten sposób, że tam jest bardzo nachalna zachęta. To znaczy, jeżeli gracz na przykład nie gra jakiś czas, dostaje powiadomienia, przypomnienia, bonusy: „Nie grałeś już tyle, zagraj, dostajesz na grę tysiąc złotych czy tysiąc punktów”. Są różne lojalnościowe nagrody. Jak grasz co tydzień, dostajesz jakiś bonus i jeden z graczy mówił nam: 'Wchodzę tam co środę, bo co środę dostaję bonus. Najpierw gram z bonusa, a potem – jak mi się chce – to zostaję i dogrywam ze swoich pieniędzy”. Jest dużo aktywnych działań, które mają na celu temu graczowi przypominać o graniu, wciągać go do gry, zachęcać. Nawet jeżeli on zapomni, to nielegalny operator nie zostanie obojętny, tylko będzie mówił: „Halo, halo, poczekaj, zapomniałeś o graniu, dostaniesz tutaj atrakcyjny bonus”. W uzależnieniach jest tak, że im częściej powtarza się pewne zachowanie, tym większe jest ryzyko, że człowiek traci nad nim kontrolę, że pewne mechanizmy na poziomie neurologii rozwijają się w ten sposób, że tego chce się więcej i więcej. I o to chodzi nielegalnemu operatorowi. Żeby to zachowanie było jak najczęstsze, bo wtedy jest prawdopodobieństwo, że ta osoba będzie wracała do gry. A z kolei gracz problemowy, uzależniony to taki, który nie ma kontroli nad swoim graniem, czyli wkłada w te gry wszystkie pieniądze, nie myśli o tym, że ma wydatki, że powinien zachować część pieniędzy na życie, tylko gra kompulsywnie, bez refleksji, bez krytycyzmu. To jest dobry kąsek dla rynku nielegalnego – tłumaczy dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Z tych badań wynika, że niemal 30% tych graczy znalazło się w grupie podwyższonego ryzyka zachowań samobójczych. A ponad 40% doświadcza różnego rodzaju szkód finansowych, problemów psychologicznych, rodzinnych. Czyli to są rozbite rodziny, problemy w pracy, w szkole. To jest zatrważające.
– Tak, konsekwencje hazardu są bardzo poważne. W grupie graczy, którzy grają tylko legalnie, te problemy też są doświadczane, ale w mniejszym natężeniu. To jest o około połowę mniej graczy, którzy mają analogiczne problemy, grając tylko legalnie. Oznacza to, że hazard ogólnie jest problemogenny, ale ten nielegalny jest szczególnie niebezpieczny, bo prowadzi do kompulsywnych zachowań szybciej. Tam są celowo konstruowane mechanizmy po to, żeby gracze tracili kontrolę nad graniem. I ponosili tego konsekwencje w postaci albo myśli, prób samobójczych, albo depresji, obniżonego nastroju, owiązanego z długami, z poczuciem bezsilności, braku kontroli nad sobą. To bardzo dramatyczne konsekwencje, z którymi my jako psychoterapeuci spotykamy się w placówkach – stwierdza dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Gdzie jest ta granica, za którą zaczyna się uzależnienie?
– Są takie główne znaki ostrzegawcze. Pierwszy i najważniejszy to utrata kontroli. To znaczy, jeżeli osoba ma poczucie, że nie panuje nad tym co robi, jeżeli gracz obiecuje sobie, że dzisiaj nie zagra, że nie zagra za tyle i tyle pieniędzy, że zrobi sobie przerwę i konsekwentnie zauważa, że nie jest w stanie tego dotrzymać, to jest objaw wskazujący na to, że ta kontrola nad zachowaniem została zaburzona. Drugi ważny wskaźnik to są konsekwencje negatywne, bo dopóki robimy coś, co sprawia nam przyjemność, (pamiętajmy, hazard może być legalną rozrywką, jest dostępny dla osób dorosłych), inwestuje w to jakieś pieniądze, ale generalnie rozrywki kosztują, i nie mam z tego powodu konsekwencji – nie mówimy tu tylko o długach, ale i kłótni w relacji, problemów w pracy, zaniedbywania obowiązków – to jest OK. Ale jeżeli pojawiają się sygnały, że angażuję się w te gry, a naokoło w życiu mi się wali i pali, z powodu tego, że gram, to jest drugi sygnał ostrzegawczy. A trzecim jest zaabsorbowanie, czyli jeżeli hazard wypełnia coraz większą przestrzeń życia. Kiedy takie osoby trafiają do specjalisty i opowiadają o swoim życiu na przestrzeni ostatnich lat, kiedy problemowy hazard się rozwijał, widać jak to życie zubożeje, jak poszczególne wcześniejsze aktywności, zainteresowania, znajomości, relacje zostają wypychane przez zachowania związane z hazardem. Czyli jest zaabsorbowanie grami hazardowymi na rzecz utraty innych zainteresowań, obszarów aktywności – wyjaśnia dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Konieczna jest edukacja i zmiany w prawie?
– Absolutnie tak. Edukacja, świadomość, wiedza są potrzebne. Bo z naszych badań wynika, że ludzie nie wiedzą, nie są świadomi. Niektórzy mówią „tak zwane gry nielegalne”. Bo dla nich to jest takie: „Nielegalne, bo nie mają jakiegoś tam papierka…”. Ludzie nie rozumieją, że to nie chodzi tylko o to, że nie mają jakiegoś tam papierka, ale że działają aktywnie, aby gracza jak najbardziej wciągnąć i zachęcić do grania – stwierdza dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Kiedy przeczytałem podsumowanie tego raportu, płynie z niego czarna wizja, bo badacze przewidują wzrost tego zjawiska, obniżenie wieku graczy, a nawet wzrost dostępności hazardu internetowego dla dzieci i młodzieży. Co robić? Jak to powstrzymać?
– Zauważam niepokojący trend, że tego typu badania jak nasze, czyli wykazujące szkodliwość nielegalnych gier, są wykorzystywane do tego, żeby mówić: „To w takim razie trzeba zwiększyć ofertę gier legalnych. Otworzyć rynek hazardowy, żeby ludzie grali tylko legalnie, bo to jest bezpieczne”. Ale to absolutnie nie o to chodzi, bo hazard sam w sobie uzależnia, ten legalny też. Musimy mieć wypracowane systemowe rozwiązania do ochrony gracza. Rynek jest nie gotowy na jego otwarcie, na to żeby ten legalny hazardu był szerszy, bo chociażby nie mamy takich środków jak w krajach skandynawskich, że jest centralny rejestr graczy. Jeżeli gracz na przykład samo wykluczy siebie z gry u jednego operatora, automatycznie jest wykluczony u innych. U nas tego nie ma. Jest tam też szereg innych mechanizmów, które mają gracza chronić. Na przykład wymuszone blokady. Są algorytmy z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, które na bazie stawek, częstości grania, ich zwiększania, zmniejszania są w stanie zaświecić alert, że to może być gracz problemowy. I wtedy operator kieruje do niego jakiś komunikat, jest wykonywany telefon, są podejmowane aktywne działania wobec tego gracza, który jest zagrożony. W Polsce tego nie ma. My jeszcze nie jesteśmy przygotowani do bardziej otwartego rynku – zauważa dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
– Oczywiście rynek nielegalny absolutnie trzeba uszczelnić, bo jak widać teraz on jest dostępny i dla dorosłych, i dla młodzieży, co absolutnie nie powinno mieć miejsca. Należałoby to uregulować i wprowadzić systemowe rozwiązania chroniące gracza. Bo hazard szkodzi niezależnie od tego czy jest legalny, czy nie – dodaje dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Raport „Uprawianie gier hazardowych na nielegalnych stronach internetowych. Skala zjawiska oraz szkody doświadczane przez polskich graczy” objął 5 tysięcy dorosłych internautów oraz 1000 osób regularnie uprawiających hazard.
PaSe / opr. ToMa
Fot. Sebastian Pawlak
Pliki dźwiękowe
Z dr hab. Bernadetą Lelonek-Kuletą rozmawia Sebastian Pawlak



![Cztery łosie na działkach w Lublinie. Interweniowały służby [ZDJĘCIA] 4 EAttachments977068907b00bba89b1a98dcf0e9537f313ced1 xl 1](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/09/EAttachments977068907b00bba89b1a98dcf0e9537f313ced1_xl-1-350x250.jpg)





