Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej spotkali się w Lublinie, by omówić procedury ewakuacyjne. Wspólnie z przedstawicielami Państwowej Straży Pożarnej ustalali, jak powinni postępować w sytuacji, gdy podczas przyjmowania pacjentów pojawi się zalecenie opuszczenia placówki i udania się w bezpieczne miejsce.
CZYTAJ: Trzy poziomy alertów RCB. Ekspert wyjaśnia, kiedy należy natychmiast działać
Okazuje się, że medycy mieli wiele wątpliwości, a część kwestii wymagała doprecyzowania.
– Najgorsza jest panika. Wiedza, wytyczne i informacje są najważniejsze, by właściwie reagować w takich sytuacjach – mówi prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych – Pracodawców, Tomasz Zieliński. – Chodzi o to, żebyśmy wiedzieli, co mamy robić. Był alert w czasie naszej normalnej pracy i czy my w tym momencie mamy zamknąć przychodnię, pacjentom powiedzieć, żeby poszli do domu, czy razem mamy szukać miejsca schronienia i czekać, aż zakończy się alarm i będzie można wrócić do pracy, czy też mamy siedzieć w poradni i mimo wszystko przyjmować pacjentów? Na taką sytuację nie ma wytycznych. Jako organizacja występowaliśmy już ponad rok temu do Ministerstwa Zdrowia, ale nie dostaliśmy wytycznych. Dostaliśmy tylko informację, że w Polsce w ostatnich latach było tak dużo różnych zdarzeń, sytuacji nadzwyczajnych, z którymi sobie poradziliśmy, że i z tą sobie poradzimy. Niewiele nam to pomogło. Inna jest sytuacja z poziomu Warszawy, gdzie o alarmach czytają tylko w mediach, a nie dostają ich naprawdę.
– Jest to sytuacja nowa, niespotykana. Dostajemy dziesiątki alarmów dziennie, różnej ważności, różnej wartości, powodujące koszmar informacyjny. Dzisiaj tak naprawdę nie wiemy, co jest obowiązujące. Czy alert RCB, czy syreny państwowego systemu ostrzegania. Jest takie niedopowiedzenie prawne – stwierdza Marek Sobolewski, wiceprezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych – Pracodawców. – No i tu ustaliliśmy, że prawo prawem, ale skoro ktoś do nas wysyła alert RCB, poważny, trzy razy „UWAGA!”, „schroń się”, to trzeba to potraktować poważnie. I nie ma znaczenia, czy syreny były, czy nie. Jeżeli taki alert dostajemy, traktujemy go poważnie. I to jest pierwszy „kamyczek” w naszym ogródku wiedzy.
– Kiedy zawyły syreny, jedni lekarze pozamykali przychodnie i zgodnie z alertem udali się w inne miejsce, żeby szukać bezpiecznego miejsca. Natomiast niektórzy w ramach poradni szukali jakiegoś lokalu, w gabinecie socjalnym, czy w łazience – bo nie wiemy, gdzie wtedy powinniśmy się prawidłowo znaleźć w obrębie naszych budynków. A niektórzy normalnie pracowali – informuje Tomasz Zieliński.
– Przynajmniej w przychodniach nie zrobiliśmy nic, bo tak naprawdę niewiele można zrobić. Są wyznaczone takie punkty zborne w razie niebezpieczeństwa, ale to nie uchroni człowieka, że przyjdzie pod urząd miasta i postoi w innym miejscu, nie będąc w budynku, więc to nie bardzo ma sens. Czytelnej, jasnej dla mieszkańca informacji , jak się ma zachować i gdzie ma się zwrócić o pomoc, też tak naprawdę nie ma – mówi Jerzy Makowski, lekarz rodzinny z Włodawy.
– Dzisiaj nie ma żadnego oficjalnego stanowiska Narodowego Funduszu Zdrowia, co będzie, jeżeli my przerwiemy udzielanie świadczeń w czasie alarmu? Nie mamy zielonego pojęcia – zauważa Marek Sobolewski. – Wystąpimy do Narodowego Funduszu Zdrowia o wydanie takiej interpretacji. Czy otrzymanie takiego komunikatu jest wystarczające do czasowego przerwania udzielania świadczeń, czy nie? Nie wiem, jak do tego Narodowy Fundusz Zdrowia podejdzie.
– W czasie alertów nie miałem w ogóle kontaktu ani z pacjentami, ani z żadnymi służbami, ponieważ telefony komórkowe we Włodawie nie działały prawie przez cały dzień praktycznie we wszystkich sieciach – opowiada Jerzy Makowski. – Potem po godzinie 19.00 zacząłem nagle otrzymywać lawinowo alerty RCB, które docierały do mnie po kilka naraz, które alarmowały o zagrożeniu, a jednocześnie je odwoływały. Mieszkańcy Włodawy w większości byli więc pozbawieni komunikatów, jakichkolwiek alarmów.
– Na dzisiaj wiemy, do kogo się mamy zwrócić na początek, żeby zacząć przygotowywać się na poważnie do tego, co może nastąpić. Dzisiaj uzyskaliśmy informację o tym, że Państwowa Straż Pożarna zaoferowała gotowość do obejrzenia naszych poradni. Strażacy pomogą nam ocenić, czy chować się u siebie, czy jednak ewakuować siebie, personel, pacjentów w inne bezpieczne miejsca. No i identyfikujemy te najbliższe miejsca, gdzie w miarę bezpiecznie możemy ludzi w czasie takiego alarmu przechować – dodaje Marek Sobolewski.
Koordynatorzy powiatowi POZ zebrali się w tej sprawie po raz trzeci.
LilKa / opr. ToMa
Fot. pexels.com
Pliki dźwiękowe
Problemy z alertami. Lekarze mają sporo wątpliwości



!["Nie tylko wiedza". UMCS już zaczął nowy rok [ZDJĘCIA] 4 EAttachments978040821511b32c7c35b7b0a33dea195c75c58 xl 1](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/09/EAttachments978040821511b32c7c35b7b0a33dea195c75c58_xl-1-350x250.jpg)





