W nocy z 9 na 10 września 2025 roku polską przestrzeń powietrzną przekroczyło kilkanaście rosyjskich dronów-wabików. Do najgroźniejszej sytuacji doszło w Wyrykach Woli w powiecie włodawskim, gdzie rakieta wystrzelona do neutralizacji drona spadła na dom Tomasza i Alicji Wesołowskich. Oboje, gdy rakieta spadała, przebywali w środku, ale na szczęście nikomu nic się nie stało.
Rok po wydarzeniach wracamy do Wyryk, gdzie powstaje już nowy dom, a traumę sprzed roku zastępuje nadzieja na lepsze jutro.
CZYTAJ: Wójt gminy Wyryki: Dezinformacja rozniosła się na tyle, że musieliśmy z tym walczyć
Mija rok od tamtych wydarzeń. Jak pan już tak na zimno to wszystko ocenia? Jak pan to pamięta? Co było najgorsze?
– Od godziny czwartej rano oglądałem wiadomości i nagle potężny huk. Dom się zatrząsł. Ja siedziałem i nagle przede mną spadł żyrandol. Pokój w kurzu i przez okno tylko zobaczyłem, że lecą odłamki blachy, pustaków. No i wtedy od razu dotarło do mnie, że trafiło na mnie. Pobiegłem na piętro zobaczyć co się stało. No i zobaczyłem, że tam wielka dziura, bo to była akurat nasza sypialnia.
Jakby pan był wtedy w tamtym momencie w sypialni?
– Nie rozmawialibyśmy, to więcej niż pewne. Tym bardziej, że żona pięć minut wcześniej zeszła z tego pokoju na dół.
Co było najtrudniejsze w tamtych dniach, panie wójcie?
– Na pewno szybka, sprawna pomoc, która na samym początku wydawała się wręcz niemożliwa przy odbudowie uszkodzonego budynku, a później się stało to jak najbardziej realne – uważa Bernard Błaszczuk, wójt gminy Wyryki. – Blokowały nas procedury administracyjne, które trzeba było sprawnie rozszyfrować, uporządkować, wydeptać ścieżkę. Starannie się przygotowywaliśmy do tego i uważam, że tutaj zdaliśmy egzamin.
CZYTAJ: Wyryki: dom zniszczony przez rakietę został rozebrany
– Myślę, że opaczność Boża czuwała na tym – mówi Tomasz Wesołowski. – To przeżycie było straszne. Człowiek nagle został z niczym. Dopiero jak te deklaracje zaczynały się spełniać, że zobowiązują się, że nam odbudują, to człowiek zaczął ulgę taką czuć. Wbrew pozorom, może to dziwne, ale jak przyjechali nam rozebrać tamten dom, to taką poczułem ulgę, że ja nie muszę patrzeć na to gruzowisko, że jednak może dotrzymają obietnic i ulżyło mi.
Jak mieszkańcy Wyryk pamiętają te wydarzenia sprzed roku?
– Pojawiły się służby, huk był. Był trzask okropny, nie wiadomo co było potem. I zaraz po chwili trzask.
– Rzeczywiście myśliwiec leciał nisko. Podjechałem tam, to zobaczyłem to wszystko. Deski leżały już na drodze, przyjechać nie można było.
– Trochę się przyzwyczajamy, bo u nas co drugi dzień i dzisiaj nawet jest komunikat, że zmasowany atak na Ukrainie, proszę zachować czujność. I tak to trochę zobojętnieli ludzie.
CZYTAJ: Strach i niepewność. Wyryki: ludzie stracili dach nad głową [ZDJĘCIA, WIDEO]
Już ostatnie szlify, co tu trzeba robić jeszcze?
– Posadzki jeszcze, podłogówka, malowanie, drzwi.
Dużo jeszcze roboty, ale terminu dotrzymamy?
– No myślę, że tak – mówi Tomasz Wesołowski. – Jeżeli dotrzymają terminu i będzie to zrobione, wiadomo, to już będzie tuż przed świętami Bożego Narodzenia, to wiadomo, choinkę trzeba ustawić, żeby to w końcu nabrało charakteru.
Na skutek upadku rakiety w ubiegłym roku uszkodzony został dach oraz strop domu państwa Wesołowskich. Rodzina została przekwaterowana do mieszkania zastępczego. Koszty odbudowy domu wzięło na siebie Ministerstwo Obrony Narodowej. Prace mają się zakończyć jeszcze w tym roku.
MaTo / opr. PrzeG
Fot. Piotr Janiak / Dariusz Stefaniuk FB
