W tej miejscowości funkcjonuje już chlewnia, oczyszczalnia ścieków z zakładem, a od ponad miesiąca nowa ferma drobiu. Mowa o Worońcu w powiecie bialskim, gdzie mieszkańcy od lat walczą z rozchodzącymi się odorami, o które obwiniają działające na ich terenie firmy.
Teraz uważają, że te uciążliwości będą jeszcze większe, gdyż wybudowano osiem kurników, które już zaczęły doskwierać miejscowej społeczności.
– Nowa ferma drobiu jest bardzo uciążliwa dla mieszkańców nie tylko Worońca, ale też pobliskiego Zabłocia czy Swór – mówi sołtys wsi Woroniec, Rafał Chodun. – Doskwierają nam te kurniki. Raz nieprzyjemny zapach, dwa transport, który się po prostu przez naszą miejscowość tutaj ciągle przewija. Słyszymy ten transport, odgłosy, niepokojące zapachy. Boimy się, co będzie dalej. Czy jeszcze coś takiego gdzieś w naszej miejscowości powstanie, bo mamy kurniki, mamy gdzieś tam oczyszczalnię, mamy zakład, mamy tego dookoła mnóstwo. Drogi są powiatowe, stan dróg jest niezadowalający, a dodatkowo jeszcze dochodzi ciężki sprzęt, który te drogi dalej dewastuje. Dowóz, pewnie paszy, odbiór kurczaków do ubojni.
CZYTAJ: Fermy kaczek w gminie Konstantynów. Mieszkańcy protestują, inwestor odpowiada
– Raz zostało uznane, że PGR to PGR, w starym PGR-ze można wszystko zrobić – żalą się miejscowi. – No i niestety, o niektórych rzeczach mieszkańcy dowiadują się, jak już wszystko zostało ustalone. Był smród i smród niech dalej będzie.
– My jesteśmy w ogóle wyeliminowani z jakiejkolwiek decyzyjności. Nie mamy na to żadnego wpływu, bo nas nikt nie słucha. Siedzimy non-stop w fetorze, w zanieczyszczeniu. Dla nas te wszystkie inwestycje, które tutaj się odbywają, to są wbrew ludziom. Ja jestem człowiekiem, który już cztery razy chorował na raka i na spacer wyjść nie mogę. Siedzę w domu jak zamknięta.
Skargi na uciążliwości fermy wpłynęły do bialskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.
– Inspektorzy rozpoczęli kontrolę obiektów hodowlanych – mówi kierownik WIOŚ w Białej Podlaskiej Dariusz Romanowicz. – Jest to nowa ferma, tak naprawdę dopiero na końcu lipca rozpoczęła ona działalność. Teraz jest w fazie rozruchu, ponieważ ferma musi uzyskać pozwolenie zintegrowane, które będzie dopiero wydane. Jeszcze jest w fazie rozruchu, czyli nie funkcjonuje w pełni. Jeżeli chodzi o sam hałas, my pomiary hałasu możemy zrobić dopiero jeżeli są normy określone w tej decyzji, która dopiero będzie wydana, bo ferma jest w formie rozruchu. Ktoś oczywiście zgłosił do nas taką skargę, my podjęliśmy czynności, udaliśmy się na miejsce, zrobiliśmy oględziny. Kontrola jest dopiero w toku, my tę kontrolę rozpoczęliśmy. Oczywiście odory, hałasy, to będziemy brać pod uwagę. Jeśli chodzi o hałasy, jeszcze nie ma tej wydanej decyzji, więc to będziemy przekazywać do starostwa, bo starostwo będzie wydawało dopiero taką decyzję. My sprawdzamy gospodarkę całą tego chowu, wymagania, które są stawiane w takiej fermie. Sprawdzamy, co może być źródłem takiego odoru, co może być źródłem hałasu.
CZYTAJ: Gmina Wisznice dynią stoi. Rolnicy coraz chętniej stawiają na tę uprawę
Firma, która prowadzi fermę nie ma sobie nic do zarzucenia i jak twierdzi wiceprezes tej firmy, Wojciech Ściana, odory, które są wyczuwalne, mają inne źródło.
– My faktycznie dostaliśmy taką informację o jakichś uciążliwościach zapachowych, które wydobywają się rzekomo z tej fermy, natomiast nie udało się nam ich potwierdzić. Przede wszystkim dlatego, że te informacje, które do nas doleciały, to były w trzecim dniu w ogóle cyklu hodowlanego, więc nie było nawet prawa, żeby to z naszej fermy tego typu odory się wydobywały. Na nieszczęście nasza ferma zlokalizowana jest w bliskim sąsiedztwie hodowli trzody chlewnej, jak również utylizacji odpadów. Nawet podczas budowy naszej fermy dolatywały do nas, do naszych wykonawców, również w zależności od róży wiatrów, które tam wieją, różnego rodzaju zapachy, które są zapachami ewidentnie pochodzącymi z produkcji zwierzęcej. W związku z tym prawdopodobnie jest taka historia, że my postawiliśmy nową inwestycję i trochę załapaliśmy to wszystko rykoszetem, czyli teraz wszystko jest na nas, ponieważ my tę inwestycję zbudowaliśmy. A chciałbym też zaznaczyć, że my budujemy wszystko w oparciu o operaty środowiskowe, o decyzje środowiskowe, które dają nam jasne wytyczne, co musimy spełnić, żeby można było taką inwestycję postawić – zapewnia wiceprezes Ściana.
– Nieruchomości na pewno tracą na wartości tutaj – twierdzą mieszkańcy. – Zresztą widzimy też, jeżeli się wjeżdża do Worońca, są działki, które są przygotowane pod inwestorów, pod domy jednorodzinne. Brak jakiegokolwiek zainteresowania. Jedna działka jest wykorzystywana do budowy domu, a te działki są już przygotowane do sprzedaży od 6-7 lat.
Wiceprezes firmy odniósł się też do skarg mieszkańców na hałas emitowany przez transport. Stwierdził, że transport firmy nie emituje hałasów, gdyż odbywa się rzadko w ciągu dnia.
Skontaktowaliśmy się z wójtem gminy Biała Podlaska Konradem Gąsiorowski, który powiedział nam, że był przeciwny budowie fermy. Jednak wszystkie w tej sprawie decyzje zapadły w czasie, kiedy nie był włodarzem gminy.
MaT / opr. PrzeG
Fot. pexels.com
