O prawidłowe odprowadzanie z posesji wód opadowych apelują do mieszkańców władze gminy Puławy. Są przypadki, że zamiast np. do zbiorników gromadzących deszczówkę, woda trafia do kanalizacji sanitarnej.
– Niestety w niektórych miejscowościach to bardzo popularny proceder – mówi kierownik Grupy Utrzymania i Eksploatacji Wodociągów i Kanalizacji w Gminie Puławy, Cezary Rułka. – Pracownicy zauważyli, że po wzmożonych opadach występuje duże przeciążenie kanalizacji. Wyłowili kilka miejscowości i powiązali to z podłączeniem systemów rynnowych do kanalizacji gminnej. Bezpośrednio rynny są połączone z rurami, które wchodzą pod ziemią do systemu kanalizacji.

– Po pierwsze, jest to oczywiście nielegalne. Tak robić po prostu nie można, ale konsekwencji dla wszystkich jest tak naprawdę więcej – podkreśla Kamil Lewandowski, wójt gminy Puławy. – To, że w sieci kanalizacji sanitarnej pojawia nam się, szczególnie przy obfitych opadach, bardzo dużo wody, której nie powinno tam być, powoduje przeciążenie całej tej infrastruktury, co przekłada się później nie tylko na zwiększoną liczbę awarii naszych stacji przepompowywania tych ścieków, ale może powodować również inne konsekwencje, na przykład cofanie się tych ścieków sanitarnych. Nie wspominając o tym, że zwiększają nam się ogólne koszty, które musimy ponieść w związku z tym, że odprowadzamy te ścieki do puławskiego MPWiK-u, a za to niestety płacą już sprawiedliwie wszyscy.
CZYTAJ: Lekarz z Lublina miał wykorzystywać nastolatki. Usłyszał dwa zarzuty

– Jeszcze nie jesteśmy może nauczeni tego. Tak że trzeba takiego procesu może, takiego nagłaśniania tego. Być może, że to wpłynie na zmiany, tak jak ze wszystkim, jak było ze śmieciami, prawda? Też ludzie wyrzucali, teraz jest inna ta kultura – zauważają mieszkańcy gminy Puławy.
– Ja jestem na przykład tego zdania, że tę wodę gdzieś trzeba zutylizować. Działki, które tak naprawdę są samodzielne, czyli domy jednorodzinne, wszelkiego rodzaju szeregowce i tak dalej, to wszystko działa tak, że jeżeli ta woda nie ma ujścia, to te działki są po prostu podmoknięte. My mieszkamy w bloku, więc nie wiemy, nie znamy tego z własnego doświadczenia, z autopsji. Natomiast mamy też dom jednorodzinny na wsi, gdzie nasi rodzice mieszkają i wiemy, że to jest naprawdę spory problem. W momencie, kiedy jest spora ulewa, jest sporo tego deszczu, nie ma go gdzie po prostu przekierować, nie ma co z nim zrobić, więc te działki są generalnie podmoknięte. Sąsiad od sąsiada, jeden, drugi, trzeci i tak to niestety lawinowo działa, że te działki są podmywane podczas wielkich deszczów i wcale nie dziwne, że ludzie po prostu kombinują, jakbyś, w jaki sposób się tego deszczu pozbyć – dodają.
– Ale klimat się zmienia i tego deszczu jest coraz więcej.
– Tę deszczówkę można zbierać. To też jest jakiś pomysł.

– Oczywiście, dużo mówi się o zjawisku suszy hydrologicznej, o tym, że powinniśmy tę wodę retencjonować, tę wodę gromadzić – przyznaje wójt Lewandowski. – Jest to oczywiście pewien koszt. Zdaję sobie sprawę z tego, że zarówno te podziemne zbiorniki, jak i te, które stawiamy na przykład przy rynnach, one trochę kosztują, ale dzięki temu możemy tę wodę zaoszczędzić, możemy tę wodę zgromadzić na te czasy, kiedy jest naprawdę upalnie, są te wysokie temperatury. U nas w gminie dostrzegamy również ten problem związany z niewydolnością sieci wodociągowej w tym okresie. Kiedy jest naprawdę gorąco, wszyscy podlewają ogródki, napełniają baseny wodą z sieci wodociągowej. No a właśnie, gdybyśmy tę wodę zgromadzili wcześniej, może to zjawisko występowałoby w dużo mniejszej skali.
– Deszczówka zawsze się przydaje, bo to jednak woda jest, nawet do głupiego podlewania i to dużo daje. Ostatnio tych deszczów trochę było. Ja łapię oczywiście, bo mam dużą działkę. Nie wiem, dlaczego tak robią.
Władze gminy zapowiadają kontrole, a ich następstwem mogą być kary – nawet do 10 tysięcy złotych.
ŁuG / opr. PrzeG
Fot. pexels.com
Pliki dźwiękowe
Deszczówka w kanalizacji. Sprawa wypłynęła w gminie Puławy













