Medal na koniec kariery. Owacja na stojąco dla Aleksandry Mirosław [WIDEO]

EAttachments97179720caa8ad4c4a92aad8840f8699e961dd3 xl

Z brązowym medalem mistrzostw Europy zakończyła karierę sportową Aleksandra Mirosław. 

W swoim ostatnim starcie mistrzyni olimpijska, trzykrotna mistrzyni świata i 11-krotna rekordzistka globu z KW Kotłownia Lublin stanęła na najniższym stopniu podczas rywalizacji we francuskim Laval. W walce o brązowy medal pokonała inną Polskę Aleksandrę Kałucką, z rezultatem 6.18 sek. 

Mistrzynią Starego Kontynentu została Włoszka Beatrice Colli, zaś drugie miejsce zajęła Elizaweta Iwanowa, Rosjanka, startująca pod neutralną flagą. 

Francuska publiczność pożegnała naszą mistrzynię owacją na stojąco. 

– Były ogromne emocje. Dużo się działo w mojej głowie przed tymi zawodami, w czasie tych zawodów i po tych zawodach. Cieszę się, że mogłam tu startować. Cieszę się, że tak naprawdę tu, gdzie wszystko się zaczęło, zakończyłam, bo w 2009 roku w Valence zdobyłam swój pierwszy złoty medal (mistrzostwo świata juniorów – red.). Zakończyłam wygranym biegiem, więc lepszego zakończenia kariery nie mogłam sobie życzyć. Jeżeli dobrze pamiętam, to dokładnie tak samo – czyli brązowym medalem – zakończył Adam Małysz – mówiła po finale zawodów Aleksandra Mirosław. 

Na zdj. Józef Kufel i Aleksandra Mirosław

– Ciężko powiedzieć, że się bawiłam zawodami, bo zawsze mam jeden kierunek, czyli przyjeżdżam po to, żeby  wygrać, żeby biegać swoje najlepsze biegi. I tutaj to dokładnie robiłam. Ale na pewno chłonęłam każdą sekundę. W momencie, kiedy wyszłam w walce o brąz, były niesamowite emocje. Po prostu spojrzałam na publiczność. Kocham rywalizację, będzie mi tego brakować, ale wiem, że mam jeszcze wiele innych rzeczy do zrobienia i cieszę się, że też będę mogła realizować się na innych płaszczyznach – dodaje Aleksandra Mirosław.

Jej trener i mąż Mateusz podkreśla, że zawody we francuskim Laval były wyjątkowe: – Na pewno były szczególne. Myślę, że podczas tego dnia spokojnie zaliczyłem z 26 różnych emocji: od wzlotów po upadki. To był bardzo trudny dzień. Emocjonalnie naprawdę trzeba było się dobrze spiąć i dobrze użyć całej energię, jaką mieliśmy, żeby pozostać skupionym na tym, co mamy zrobić. Ola wykonała fenomenalną pracę i cieszymy się, że to się skończyło taką trochę laurką. To był dla nas absolutnie fenomenalny dzień. 

 

RL / opr. ToMa

Fot. Józef Kufel 

 

Exit mobile version