Poeta, wokalista, lider zespołu. Antony Szmierek to trudny do zaszufladkowania artysta, którego Brytyjczycy wrzucają do grupy tych, którzy trudnią się szeroko pojętym „słowem mówionym”. Mający polskie korzenie Szmierek łączy poezję z nowoczesnymi brzmieniami, tworząc w ten sposób barwne komentarze na temat otaczającej rzeczywistości, a także wchodząc w refleksje na temat człowieczeństwa, ludzkich lęków i odnajdowania się w rzeczywistości.
21 sierpnia ukaże się drugi album studyjny Atony’ego Szmierka, zatytułowany „Decoding Birdsong”. Filip Janowski rozmawiał z artystą m.in. na temat tej właśnie płyty, ale także o literaturze, o tym jak praca artysty na scenie podobna jest do pracy nauczyciela w klasie, o kosmosie, dziwnych zbiegach okoliczności które być może wcale nie są przypadkami, o sposobach na życie, interpretowaniu rzeczywistości, o słynnym „oversharingu”, o szukaniu piękna w codzienności i wielu innych tematach.
Rozmowa dostępna w formie wideo na YouTube oraz niżej w formie tekstowej.
Filip Janowski: Antony, miło cię tu widzieć. Zacznę od tego pytania: patrząc na twoją twórczość, można powiedzieć, że poezja nie umarła, prawda?
Antony Szmierek: To dobry początek. Mam nadzieję, że nie. Myślę, mam nadzieję, że poezja nie jest już domeną elit. Chciałbym, żeby była dla wszystkich. Poezja jest wszędzie, każdego dnia. Myślę, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że czytają wiersz, albo że muzyka to poezja, a poezja jest we wszystkim.
I nie chcę, żeby była przeznaczona tylko dla osób, które studiowały na dobrych uczelniach.
Czy potrafisz więc dostrzec poezję, skoro mówisz, że jest we wszystkim, na przykład w przedmiotach codziennego użytku?
Myślę, że w dużej mierze na tym polega to, co robię. W piosenkach chodzi o to, by odkrywać piękno w tym, co zwyczajne, odnajdywać piękno w codziennych rzeczach, bo ono tam jest. Myślę, że wystarczy tylko nieco przetrzeć powierzchnię, a na pewno je znajdziesz.
„Poems to Dance To” to, powiedziałbym, odważny wybór tytułu, ale bardzo trafny i na miejscu. Powiedziałbym, że doskonale opisuje twoją muzykę ogólnie, nie tylko tę EP-kę.
No cóż, miałem z tym problem… Nie sądzę, żebym wybrał ten tytuł teraz.
Naprawdę? A czemu nie?
Tak, naprawdę. Właściwie to całkiem miło jest do tego wrócić. Zastanawiałem się nad tym niedawno i doszedłem do wniosku, że nie nadałbym temu tytułu aż tak… jak powiedziałeś: odważnego, niemal pewnego siebie.
Nie wiem, czy byłbym aż tak autoreferencyjny, ale myślę, że to dlatego, że to jeden z pierwszych projektów i to było coś w rodzaju… to był mój pierwszy projekt z zespołem, z menedżerem i z wytwórnią, ukazał się pod szyldem manchesterskiej wytwórni Lab Records. Więc wydawało mi się, że to swego rodzaju wprowadzenie. Wydawało mi się, że to najlepszy sposób, by to opisać.
Myślę, że próbowałem opisać, czym to jest. I wydaje mi się, że to prawdopodobnie najlepszy opis.
Tak, opisywanie to Twoja domena, ale wrócę do tego później. Biorąc pod uwagę twoje podejście do poezji oraz próby wpasowania jej w muzykę i pokazania jej ludziom, czy uważasz się za bojownika o odrodzenie poezji?
O mój Boże! Tak. To dziwne, ale chyba nigdy nie lubiłem poezji, kiedy chodziłem do szkoły. Zupełnie nie. A potem zostałem nauczycielem. I… Trudno jest jakoś przekonać ludzi, że to im się spodoba. Ale naprawdę uważam, że dla każdego jest jakiś wiersz, wiesz, i myślę, że dla mnie to jak prawdziwe lekarstwo. Kiedy czuję się… Na przykład wczoraj, to był bardzo pracowity dzień, właśnie wróciłem z trasy po Stanach i musiałem ręcznie spisać listę rzeczy do zrobienia, bo byłem tak zestresowany, że nie chciałem już patrzeć na telefon. Wyszedłem więc na krótki spacer, zabrałem ze sobą tomik poezji i przeczytałem kilka wierszy, na które miałem w danej chwili siłę. Po prostu poczułem się tak bardzo obecny w tej chwili, poczułem się jakbym wrócił do siebie i przypomniałem sobie, co jest naprawdę ważne – a nie było to, no wiesz, wrzucanie czegoś na Instagrama czy wysyłanie e-maila. Chodziło o patrzenie na port albo wspomnienie dobrego przyjaciela.
Więc pracujesz z wierszami, próbując wyrazić siebie w starym stylu, prawda? Pióro i kartka papieru, i próba przelania tego na papier.
Tak, chyba tak. Tak mi się wydaje. Staram się tak robić. Wiesz, większość moich wierszy powstaje właśnie w ten sposób, a piosenki zaczynają się w aplikacji notatek na moim telefonie. Nie jestem aż tak romantyczny, żebym chodził z notatnikiem w tylnej kieszeni. Chciałbym. Szczerze mówiąc, uważam, że to byłoby bardzo fajne, ale tak nie jest. To wszystko jest w moim telefonie, mogę tam przestawiać słowa, a to staje się dla mnie trochę jak układanka. Staje się dla mnie trochę jak, no wiesz, sudoku czy coś w tym rodzaju. Ale tak, piszę codziennie. Dzisiaj rano coś pisałem, a obudziłem się zaledwie godzinę temu. Miałem pomysł i pomyślałem sobie „muszę to zapisać”.
Powiedziałeś wcześniej, że muzyka i piosenki to wiersze, a ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Czy są jacyś artyści, których teksty Twoim zdaniem należy traktować jako wiersze i które naprawdę cenisz jako wiersze, ale mainstream tego nie dostrzega?
Zastanawiałem się nad tym. Pomyślałem, że jest ich właściwie całkiem sporo. A jaka jest różnica między wierszem a piosenką? Oczywiście musiałem się nad tym sporo zastanowić. Myślę, że jeśli coś jest wierszem – tak, żeby coś można było uznać za wiersz – to musi to być w stanie funkcjonować samodzielnie, bez podkładu muzycznego. Wiesz, jeśli możesz przeczytać tekst piosenki i nadal to działa, nadal spełnia tę samą rolę bez melodii – na przykład jeśli nie wszystkie słowa to „baby” – to może to być wiersz. Myślę, że są ludzie uważani za poetów, wielcy twórcy, tacy jak Leonard Cohen czy Nick Cave.
Wiesz co, mam na to odpowiedź, bo wczoraj wieczorem obejrzałem dokument o Kylie Minogue. To produkcja Netflixa o Kylie Minogue. Nie wiem, czy jest już dostępna w Polsce, ale wczoraj wieczorem obejrzałem wszystkie trzy części tego dokumentu. Jest tam scena, w której Nick Cave zaprasza Kylie Minogue na scenę, by zaprezentowała wiersz – recytację poetycką.
A ona recytuje „I should be so lucky” jak wiersz. I to robi furorę, ludzie to uwielbiają. Myślę, że to dlatego, że jest to trochę niespodziewane, ale jednocześnie przystępne. A kiedy ona po prostu zaczyna recytować te prawdziwie popowe teksty piosenek jako wiersz i to tak jakby nabiera nowego życia. Uważam, że to piękny i mądry fragment tego dokumentu.
Tak, to bardzo ciekawe. Nie miałem o tym pojęcia. Muszę to sprawdzić.
Ale to naprawdę świetny film dokumentalny. Uwielbiam dokumenty muzyczne. No i chyba po prostu uwielbiam Kylie. Ale po obejrzeniu tego filmu polubiłem ją jeszcze bardziej. Jest bardzo, bardzo, bardzo silną kobietą, bardzo interesującą osobą.
A ta sytuacja, którą opisałeś, czyli czytanie starej piosenki jak wiersza, to moim zdaniem świetny dowód na to, że zawsze warto patrzeć na sztukę z różnych perspektyw i umieszczać ją w różnych kontekstach.
Tak, jak uroczo. To jest dokładnie to, w co wierzę. Całkowicie się zgadzam. Myślę, że piosenki mogą się zmieniać z upływem czasu. Dlatego niektóre utwory przeżywają swego rodzaju powrót, albo stara piosenka trafia do serialu telewizyjnego czy czegoś w tym rodzaju i zyskuje nowe życie. Ostatnio zdarzało się to całkiem często, prawda? Na przykład Kate Bush i „Stranger Things” i tego typu rzeczy. Tak, kontekst jest ważny. Możesz słuchać naprawdę romantycznej piosenki, kiedy jesteś zakochany, i czuć, że jest piękna. A potem możesz posłuchać tej samej piosenki, gdy masz złamane serce, i wydaje ci się, że to najgorsza rzecz na świecie.
Czy czujesz się tak, jakbyś nadal był nauczycielem języka angielskiego, tyle że z inną grupą odbiorców? Bo poezja jest chyba równie popularna w głównym nurcie, co wśród nastolatków. Masz dwie perspektywy, które możesz porównać.
Tak, nadal czuję się jak nauczyciel. Myślę, że przenoszę to na koncerty na żywo i mam nadzieję, że również na moją twórczość oraz sposób, w jaki mówię o muzyce i tym podobnych sprawach. Tak, to dość rzadkie. Cóż, nie znam nikogo, kto by to naprawdę zrobił – kto kiedyś był nauczycielem, a teraz znajduje się na tym etapie swojej kariery muzycznej. Czuję się bardzo szczęśliwy i właściwie czuję pewną odpowiedzialność, by mówić o tych wszystkich sprawach – o nauczaniu i muzyce. Nauczyciel to bardzo ważny zawód. To tak, jakby bycie nauczycielem było czymś w rodzaju czwartej służby ratowniczej. Rano jesteś na pierwszej linii frontu z mnóstwem dzieciaków, wiesz, kiedy wiele osób przechodzi przez różne trudności. Myślę, że poezja i muzyka mogą być balsamem i lekarstwem na to, ale także po prostu bycie osobą pełną empatii jest czymś, co staram się wnieść do mojej muzyki i podczas moich występów. Chodzi o zrozumienie uczuć i emocji ludzi oraz próbę, no nie wiem, brzmi to dość górnolotnie, przełożenia ich na język i, no wiesz, zapewnienia im miejsca, gdzie mogą je umieścić. Tak, właśnie.
To głęboka refleksja. Podoba mi się, jak to ująłeś mówiąc o czwartej służbie ratunkowej w kontekście nauczycieli.
Czy uważasz więc, że nauczyciele powinni cieszyć się takim samym zainteresowaniem i uznaniem jak muzycy?
O, nawet większym. Tak, większym. Zajmowałem się jednym i drugim. Oczywiście, że powinni cieszyć się takim samym zainteresowaniem i uznaniem. To bardzo trudna praca, a wiele osób polega na swoich nauczycielach. Mam teraz ogromne szczęście, że mogę wykonywać tę pracę, a mimo to wciąż, no wiesz, co tydzień mam kontakt – ktoś wysyła mi e-maila albo coś w tym stylu, ktoś, kogo kiedyś uczyłem, albo trafia na moją muzykę, czy cokolwiek innego, i wciąż próbuje to wszystko ogarnąć. Jest wielu moich dawnych uczniów, którzy nie wiedzą, że już się tym nie zajmuję. Mam nadzieję, że dostrzegą, że tak naprawdę można robić wszystko, co się chce. Myślę, że to dla nich pewnie dziwne widzieć swojego dawnego nauczyciela angielskiego grającego na festiwalu Glastonbury czy gdzie indziej, ale tak właśnie się stało.
Czy spotkałeś kiedyś Theo Hutchcrafta z zespołu Hurts? Kiedyś był nauczycielem – ciekawostka dla fanów. Pracował jako nauczyciel w szkole oddalonej o jakieś 40–50 kilometrów od Lublina podczas obozu letniego jakiś czas przed tym, jak stali się sławni.
Nie wiedziałem o tym. Wiele osób zajmuje się nauczaniem za granicą, nauczaniem angielskiego jako drugiego języka i tym podobne rzeczy. Nie wiedziałem o tym. Bardzo lubię zespół Hurts. To świetny zespół. Może, tak, może mielibyśmy ze sobą wiele wspólnego. Może powinniśmy pójść baru.
Może powinniście poprowadzić wspólną lekcję.
Albo nawet współpracować… Myślę, że może jest na to prostszy sposób.
Antony, wydaje mi się to dość oczywiste, ale może to tylko złudzenie i tak naprawdę chodziło o coś innego. Muszę jednak zapytać: jaki był ten punkt zwrotny, który sprawił, że zdecydowałeś się poświęcić karierze muzycznej i porzucić nauczanie? Myślę, że naturalnym skojarzeniem jest nagroda dla Artysty roku według BBC Radio 6 Music, ale może chodziło o coś innego.
To znaczy, tak naprawdę to nastąpiło znacznie później. To zabawne, prawda? kiedy artyści w pewnym sensie przełamują barierę lub coś w tym rodzaju, i zawsze wydaje się, że to coś nowego dla publiczności. Wydaje się, jakby to właśnie się wydarzyło. A dla mnie była to dość szybka zmiana. Porzuciłem nauczanie w 2020 roku. Wtedy właśnie porzuciłem nauczanie w systemie ogólnodostępnym. Oznacza to, że odszedłem z pracy w szkole państwowej, ale potem przez trzy lata uczyłem w college’u dla młodzieży ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi – a właściwie dla młodych dorosłych. I nadal wykonywałem tę pracę, kiedy ogłoszono mnie jednym z najlepszych artystów muzycznych roku BBC 6 Music. Więc robiłem obie te rzeczy jednocześnie. Trudno mi określić, kiedy dokładnie podjąłem decyzję, czy naprawdę chcę to robić, czy raczej nie, żeby zamieniać wiersze w muzykę i zacząć próbować tworzyć muzykę – stało się to podczas lockdownu. To był projekt z czasów pandemii. Wiele osób piekło chleb na zakwasie, a ja tworzyłam wiersze, do których można tańczyć, jak sądzę.
Więc nie czujesz, jakby to był jakiś ogromny krok, który podjąłeś. Z tego, co mówisz, wynika, że to po prostu przyszło naturalnie.
Zdecydowanie tak. Tak, to zdecydowanie jedno i drugie. Wszystko jest jednym i drugim. Wszystko zawsze jest jednym i drugim. Często o tym mówię – o tej „podwójności” wszystkiego – ale tak właśnie jest. To był ogromny krok, ale dla mnie nie wydawał się ogromnym krokiem. Myślę, że to dlatego, że świat tak bardzo się zmienił, a ja utknąłem w domu i wydawało mi się to naturalnym posunięciem. Tak właśnie było – tym krokiem było całkowite porzucenie nauczania. Zrezygnowałem więc z nauczania w 2023 roku, w Boże Narodzenie, bo nie chciałem tego robić; czułem, że to niesprawiedliwe wobec uczniów. Wychodziłem wcześniej z pracy, żeby grać koncerty, a potem zabierano mnie vanem i robiłem różne absurdalne rzeczy. Odszedłem więc w grudniu 2023 roku, nie podpisując jeszcze kontraktu płytowego. Nie miałem więc żadnych pieniędzy. A potem podpisałem kontrakt płytowy w lutym 2024 roku. Wtedy właśnie pomyślałem: „O Boże, to jest teraz moja praca”, co stanowi ogromną zmianę.
Wygląda na to, że całkiem dobrze wyszło. Jesteś w trakcie trasy koncertowej. Wydałeś swój debiutancki album. Już pracujesz nad nową muzyką.
Tak, to znaczy, drugi album jest już gotowy. „Decoding Birdsong”. Myślę, że to co jest w tym wszystkim takie piękne, że ten album dla wielu osób będzie pierwszym, jaki usłyszą jeśli chodzi o moją twórczość, a potem będą mogli cofnąć się i posłuchać pierwszego oraz tych EP-ek. Tak, to naprawdę dziwne. Są dni, kiedy czuję się zupełnie dobrze i pewnie, jakbym był do tego stworzony, jakbym potrafił to robić i był wystarczająco dobry. A potem przez większość dni czuję się po prostu jak kompletny… nie chcę tego mówić, będę musiał użyć słowa „oszust”, ale myślę, że każdy w pewnym stopniu tak się czuje. Ale nie zajmowałem się tym przez całe życie, musiałem nadrabiać zaległości, jeśli chodzi o poznawanie innych artystów, i musiałem próbować poczuć, że pasuję do obecnej grupy, no wiesz, artystów alternatywnych w Wielkiej Brytanii i poza nią. Czasami mi się to udaje, ale w inne dni po prostu czuję się jak nauczyciel, któremu zwyczajnie się poszczęściło.
Czy to pomaga ci spojrzeć na sprawy z odpowiedniej perspektywy i bardziej to docenić?
Staram się to robić codziennie.
Czy może chodzi raczej o to, że trochę się boisz i nie czujesz się na swoim miejscu?
W obu tych rzeczach na pewno tkwi, twórcza wartość. Wiesz, obie są ważne. Myślę, że to zdecydowanie ważne. Uważam, że wszystkie dobre rzeczy znajdują się tuż poza strefą komfortu. Myślę, że jeśli odczuwasz ten niewielki opór wobec czegoś, to prawdopodobnie jest to coś dobrego i coś, co będzie rozwojem. Chyba po prostu nie jesteś w stagnacji, nie jesteś w… no tak, nie czujesz się komfortowo. Dobrze jest nie czuć się komfortowo. Chociaż, znowu wracając do tej dwoistości, są dni, kiedy naprawdę chciałbym czuć się tak, jak na scenie. Bo na scenie czuję się naprawdę niepokonany. Przez tę godzinę czuję się jak gwiazda popu, czuję, że dam radę. A potem wracam do domu i tak dalej, i muszę jakoś dopasować do tego swoje życie – chodzi mi o to, że ten facet to zupełnie inna osoba niż ten, którego widzicie na scenie. Myślę, że tak jest w przypadku wszystkich artystów.
To ciekawe. Ale myślę, że tak, jest w tym pewna oczywista, choć rzadko wymawiana prawda. To powszechne wśród artystów.
Jest wiele rzeczy, o które chciałbym cię zapytać w związku z tym jednym krótkim przemówieniem. Zacznijmy więc po kolei, bo wspomniałeś o tym słowie, którego nie chciałeś użyć, o „oszuście”, ale tego typu myśli pojawiające się w twojej głowie oraz twoje piosenki i wiersze bardzo często poruszają tematy związane z poczuciem niedoskonałości, a może też z odrobiną strachu, niepokoju – myśli krążące w twojej głowie, gdy próbujesz się wyróżnić podczas zajęć jogi. Czy łatwo ci, że tak powiem, wyrazić te rzeczy, pozwolić im z siebie wypłynąć, przelać je na papier w wierszach i podzielić się nimi z publicznością?
Tak, ta część przychodzi mi łatwo. I nie wiem dlaczego. Szczerze mówiąc, nie przeraża mnie to. Tak, w wielu utworach z tego albumu, a także w wielu rzeczach, które już wydałem, są naprawdę bardzo szczere wersy i koncepcje. A na drugim albumie jest tego jeszcze więcej. Wierzcie lub nie, ale drugi album jest znacznie bardziej osobisty i czerpie z moich osobistych doświadczeń. Na tym drugim albumie mniej chowam się za postaciami, nauczycielami jogi i tym podobnymi rzeczami. Ale nie uważam tego za przerażające. Nie wiem dlaczego. Nie uważam tego za przerażające w prawdziwym życiu. Nie uważam tego za przerażające w pubie. Nie mam trudności z powiedzeniem ludziom, że ich kocham, że się boję albo że jestem smutny. Jestem osobą, która dzieli się zbyt wieloma rzeczami, i myślę, że zbudowałem na tym swoją karierę.
Jak pięknie ujęte! Tak, myślę, że wszyscy powinniśmy tak myśleć, żeby to stało się naszą zaletą.
Nie jesteśmy tu na długo i nie ma czasu do stracenia. Gorąco zachęcam wszystkich, żeby po prostu działali i mówili to, co mają na sercu, w każdej chwili. Szczerze mówiąc, uważam, że to dość intensywny sposób funkcjonowania, ale z drugiej strony – właśnie taki jestem i właśnie z tego czerpię sens życia oraz swoją osobowość. Bycie szczerym i otwartym oraz przeżywanie życia z pełną intensywnością emocjonalną to właściwie jedyny sposób, jaki znam.
Myślę, że to, o czym mówiłeś wcześniej i o czym powiedziałeś teraz widać na scenie. Zastanawiałem się, co sprawia, że jesteś wyjątkowy w tej branży. Myślę, że to właśnie twoja autentyczność na scenie, ta niezwykła więź z publicznością, którą nawiązujesz, oraz sposób, w jaki wchodzisz w interakcję z ludźmi podczas koncertów.
Tak… Myślę, że ludzie teraz też to wiedzą. A kiedy niedawno graliśmy w Warszawie, wszyscy przynieśli ze sobą transparenty z napisami „Witaj w domu Antek”. Już podczas pierwszego utworu poczułem to. Pomyślałem sobie: „No dobrze, oni wiedzą, jak mnie tu przyciągnąć”. I już od samego początku byłem jakby emocjonalnie rozbrojony i po prostu czułem się bardzo mile widziany, a właściwie byłem bardzo wzruszony, że jestem w Polsce. I na pewno za chwilę do tego wrócimy, do Polski i polskiej części mojej tożsamości. Ale tak, na scenie jestem otwarty i nie ma mowy o staraniu się, by tak robić, albo staraniu się, by tak nie robić. To po prostu dzieje się, kiedy zaczyna się koncert. Po prostu… Jestem dokładnie taki, jaka jestem. To, co widzicie, to po prostu szczery obraz tego, kim jestem, tak mi się wydaje. I może właśnie to sprawia, że jest to wyjątkowe. Mam nadzieję, że uda mi się to zachować. Mam nadzieję, że nie stanę się zbyt zblazowany – nie sądzę, żebym kiedykolwiek był osobą stojącą na wielkiej scenie jako sylwetka z ogromnym ekranem LED za plecami. Po prostu nie sądzę, żeby to był mój styl.
Ale czy myślisz, że uda ci się przenieść to na kolejne etapy swojej kariery? Bo jeśli staniesz się bardziej popularny – a mam nadzieję, że tak będzie, i szczerze Ci tego życzę – publiczność będzie coraz większa i prawdopodobnie będzie to trudniejsze.
Tak, no cóż, milion razy mi to przychodziło do głowy, a kiedy graliśmy przed publicznością… są różne sposoby na to. Grałem przed około 10 000 osób w Wielkiej Brytanii. Zagrałem dwa koncerty w Ally Pally [Alexandra Palace – przyp. red.] z Solomunem w styczniu – były to dwa wieczory – i to było coś innego. To nie był mój koncert. Po prostu supportowałem Solomuna, zaśpiewałem też piosenkę, którą nagraliśmy razem, i to było coś innego. Wcześniej graliśmy też przed ogromną publicznością na festiwalach i naprawdę bardzo się martwiłem, że to nie zadziała, że poczuję się mały na scenie albo… trzeba występować trochę inaczej przed tak wielką publicznością. To musi być bardziej spektakularne, muszą być elementy, na które można patrzeć. Oświetlenie musi być inne i tego typu rzeczy. Ale nigdy nie ćwiczę wcześniej tego, co mówię między piosenkami, i nigdy tego nie zrobię. To zawsze będzie szczere. Zawsze tak będzie. Więc jak tylko piosenka się skończy i będę musiał coś powiedzieć, to zawsze będzie po prostu: „Cześć”. Po prostu tak będzie. Nie ma sposobu żeby to zmienić. I myślę, że dopóki nie zacznę ćwiczyć tego, co mam powiedzieć, i przemówień, i nie stanę się kimś innym, kaznodzieją, to nadal będę sobą. Nadal będę Antonym, tak myślę.
Bardzo miło mnie zaskoczyło, że za oboma razami kiedy widziałem cię na żywo tutaj, w Polsce…
A to były jedyne dwa razy.
Tak, właśnie.
Masz 100-procentowy wskaźnik sukcesu z Antonym Szmierkiem.
Zaskoczyło mnie to, że ludzie bardzo szanowali twoją przestrzeń, kiedy schodziłeś do tłumu, i naprawdę szanowali cię jako osobę, a nie tylko jako artystę. Czy to powszechne wszędzie, czy nie? Czy w ogóle się boisz, kiedy schodzisz i zanurzasz się między ludzi?
Wiesz co, będąc w tej chwili – nie. Nigdy… Chociaż nie, nie mogę powiedzieć „nigdy”. W tym wszystkim chodzi o to oddanie się chwili. To w sumie kwestia adrenaliny. Nawet te momenty, kiedy wchodzę do tłumu – jak właśnie wspomniałem o ćwiczeniu pewnych rzeczy między utworami – wiesz, moje wejście do tłumu odbywa się w innym momencie na każdym koncercie. Nie jest to coś, co ćwiczę. To nie jest tak, że w tej zwrotce tej piosenki wejdę w tłum, czy coś w tym stylu – to naprawdę różni się na każdym koncercie. Na niektórych koncertach tego nie robię. Na większości jednak tak. I wszędzie jest inaczej. Myślę, że… powiedzmy, że właśnie zakończyliśmy trasę po Ameryce. Kiedy próbowałem wskoczyć do tłumu, wszyscy po prostu uciekali. Nikt nie chciał być w pobliżu mnie, co z jednej strony jest wyrazem szacunku, ale z drugiej strony oznacza też: „nie przynoś koncertu do nas”. Wiesz, koncert toczy się tam na scenie. „Nie chcę być częścią tego koncertu. Chcę, żeby koncert odbywał się na scenie.” A tego nie chcę. Chcę, żeby każdy czuł się jego częścią. Nie chcę mieć wrażenia, że między sceną a publicznością jest jakaś niewidzialna bariera. Chcę, żeby wszyscy razem w tym uczestniczyli. I tak właśnie było – myślę, że za każdym razem w Polsce było cudownie. To była swego rodzaju idealna równowaga, jak to mówisz, pełna szacunku, ale też taka, że ludzie chcieli się zaangażować. I gdy tylko zaczynałem przywoływać ludzi do siebie albo, no wiesz, wspinałem się na czyjeś ramiona podczas obu tych koncertów, wszyscy byli po prostu na to gotowi. I tak, to właśnie to poczucie wspólnoty. Szczerze mówiąc, no wiesz, tak jak mówisz, pewnie będzie jeszcze szansa, żeby o tym porozmawiać, ale jestem Polakiem – jak już pewnie domyśliłeś się po nazwisku – ale to ta strona mojej rodziny, której nigdy nie znałem. Nigdy nie znałem swojego taty. A rodzina ze strony taty pochodzi, jak sądzę, z Katowic. Dowiedziałam się o tym dopiero kilka lat temu. Z tej strony rodziny nie pozostało już zbyt wielu ludzi, z którymi utrzymuję kontakt. Była to więc swego rodzaju podróż, aby odkryć, jak się czuję – czy czuję się Polakiem, czy czuję z tym jakąś więź? Pierwszy raz przyjechaliśmy do Wrocławia z zespołem Faithless, kiedy graliśmy jako support przed nimi. Już ci ludzie tam… Byłem tam z bratem, co bardzo pomogło, ale naprawdę czuliśmy silną więź z Polską i jej mieszkańcami – wszyscy są tacy uroczy, zwłaszcza gdy dowiadują się, że masz powiązania z Polską. Pod wieloma względami naprawdę czułem się, jakbym wrócił do domu. Takie wrażenie towarzyszyło nam podczas obu tych koncertów, a zwłaszcza podczas ostatniego występu w Warszawie – naszego pierwszego koncertu jako headlinerzy – to było wręcz przytłaczające przeżycie. Jeszcze przed koncertem udzieliłem kilku wywiadów i rozmawiałem z ludźmi. I tak, to było dość przejmujące. Nie spodziewałem się, że ten koncert będzie jak powrót do domu, ale tak właśnie było.
Więc… wiąże się z tym wiele mieszanych uczuć, ale jestem bardzo szczęśliwy, że udaje się to przekazywać w Polsce. Długa odpowiedź.
Ale za to bardzo piękna. A ty już odpowiedziałeś na kilka moich pytań, więc…
Muszę być o krok z przodu.
Myślę, że Polacy ogólnie, nie tylko fani muzyki – mam tu na myśli sport i inne dziedziny kultury – zawsze, gdy pojawia się jakiś związek z naszym krajem, jest to dla nas coś wyjątkowego i staramy się nawiązać kontakt z daną osobą, sprawić, by czuła się tu mile widziana. Bardzo się cieszę, że tego doświadczyłeś i tak to odczułeś. Coś mnie uderzyło w Warszawie, bo wielu artystów pyta: „Jak się masz?”. Ale ty zadałeś inne pytanie i zastanawiałem się, czy to była tylko spontaniczna reakcja, czy też świadomie tak to sformułowałeś? Zapytałeś: „Czy wszyscy są szczęśliwi?”
Tak. Brzmi to jak coś, co bym powiedział. Ale tak, to zabawne, gdy ktoś mi to powtarza. Zapewne często to powtarzam. Właśnie o to chodzi… Tak, właśnie takie chcę, żeby były moje występy. Chcę, żeby wszyscy czuli się bezpiecznie. Chcę, żeby wszyscy czuli się bezpiecznie i chciałbym, żeby każdy czuł się tak, jak ja na scenie. Myślę, że właśnie o to mi chodzi. Ta szczerość na scenie i to, że czuję się tam bezpiecznie przez godzinę, czując, że to najlepsza godzina mojego dnia – chciałbym, żeby wszyscy to odczuli. Myślę też, że odpowiedź na to pytanie brzmi prawdopodobnie: „może godzinę temu – nie” albo ogólnie: „nie, przechodzę przez trudny okres”. I wydaje mi się, że piosenki o tym właśnie mówią. To urocze, że to zauważyłeś. To zabawne to słyszeć, być zauważanym, że ktoś powtarza ci rzeczy, których sam nie byłeś świadomy, że mówiłeś. Ale tak, jeśli chodzi o koncert, to pytam czy wszyscy są zadowoleni. Bo jeśli nie, to powiem: „No cóż, spróbujmy, może uda nam się was przekonać do końca tego koncertu”.
Myślę, że z tego wywiadu i z tekstów piosenek jasno wynika, że naprawdę bardzo zależy ci na emocjach i na tym, jak czują się ludzie, jak ty się czujesz, i że ważne jest dla ciebie, by głośno mówić o tych wszystkich sprawach, co jest piękne. Wrócę jeszcze do Twojego debiutanckiego albumu „Service Station at the End of the Universe”. Czy dobrze to rozumiem, że jest to coś pomiędzy zwykłą płytą a albumem koncepcyjnym, zarówno pod względem tekstowym, jak i muzycznym? Bo jest w nim jakaś historia.
Tak, jak najbardziej. Myślę, że musiałem przejść od czegoś w rodzaju EP-ki – która dla mnie jest po prostu zbiorem piosenek – do myślenia w stylu: „No dobrze, zamierzam napisać album”. Napiszę longplaya. I podoba mi się sposób, w jaki to robię – dla mnie przełomem było pisanie tego tak, jakbym pisał powieść, scenariusz czy coś w tym rodzaju. Chciałem, żeby całość miała spójną fabułę. Niektóre utwory istniały już w pewnej formie, może jeszcze zanim trafiły na album. A potem, kiedy wszystko było już mniej więcej dopracowane, wróciłem i wstawiłem postacie z innych piosenek do kolejnych utworów, żeby wszystko się ze sobą łączyło.
Tak mniej więcej wyglądał ten proces, ale myślę, że wszystko działo się naturalnie. Istnieje taki literacki sposób mówienia o pisaniu powieści czy czegoś podobnego, który polega na tym, że postacie zaczynają się pisać same, jeśli robisz to dobrze.
To zaczyna nabierać własnego charakteru.
Na przykład ostatni utwór na albumie nosi tytuł „Angie’s Wedding”, czyli „wesele Angie”.
Początkowo miał to być pogrzeb. Tak więc ostatni utwór miał opowiadać o pogrzebie. Miał nosić tytuł „Angie’s Wake” [stypa – przyp. red.] Tak, album miał się zakończyć pogrzebem. A potem reszta albumu w pewnym sensie wpłynęła na ten utwór i w drugiej połowie albumu, na stronie B, atmosfera staje się nieco mroczniejsza. I właśnie o to chodziło w „Angie’s Wedding” – że wyszliśmy z tego i zakończyliśmy to nutą nadziei. Ale dla mnie wszystkie te postacie wydają się prawdziwe. I właśnie tak należało to zrobić.
Wydaje mi się, że na drugim albumie, „Decoding Birdsong”, który wkrótce się ukaże, nie ma postaci w takim samym sensie, ale jest, no cóż, jest czapla, są motywy przewijające się przez cały album, które sprawiają, że znów przypomina on powieść i czyta się go trochę jak scenariusz. Myślę, że jeśli przeczyta się je wszystkie razem, to jest to kolejna seria, która w pewien sposób się ze sobą łączy i należy ją, jak sądzę, czytać od początku do końca. Tak.
Więc ten nowy album, jak sam powiedziałeś, to też swego rodzaju powieść. Tytuł pierwszej z nich to wyraźne nawiązanie do powieści Douglasa Adamsa „Restauracja na końcu wszechświata”. Dlaczego właśnie Douglas Adams? To moje pierwsze pytanie. A drugie – możesz połączyć obie odpowiedzi w jedną: Czy literatura angielska stanowi ma na Ciebie silny wpływ i stanowi źródło inspiracji?
Zaczynając od Douglasa Adamsa – myślę, że jego styl pisania jest dla mnie po prostu niesamowicie inspirujący. Porusza ogromne, wielkie, egzystencjalne problemy i idee. Mówi o śmierci, miłości i o tym, co to znaczy być człowiekiem.
Ale robi to w bardzo ironiczny, niemal sarkastyczny, brytyjski sposób. To zawsze mnie naprawdę inspirowało. I może nawet bardziej niż literatura – choć oczywiście literatura jest inspirująca – ale może bardziej niż to, to była fantastyka naukowa i takie brytyjskie seriale jak „Doktor Who” i tego typu rzeczy, które wyglądają trochę tanio lub sprawiają wrażenie nieco przestarzałych i starych. Bardzo podoba mi się idea czegoś, co jest już „zużyte”. To właśnie tego rodzaju rzeczy zainspirowały ten pierwszy album. I wszystko to żyje w tym świecie. Myślę, że nawet ta śnieżna kula na okładce albumu i to, że jest on zakorzeniony w konkretnym miejscu, ma sprawiać wrażenie książki, którą chętnie wyciągnąłbyś z półki. To o tej pierwszej płycie. A ta druga jest trochę bardziej skierowana ku przyszłości. Wydaje mi się, że jest mniej zakorzeniona w nostalgii, a bardziej dotyczy teraźniejszości. Ale tak, Douglas Adams jest najlepszy ze wszystkich. Czytam „Autostopem przez galaktykę” mniej więcej raz w roku. Po prostu uważam, że to świetna książka. Uważam, że jego styl, sposób, w jaki pisze, jest po prostu doskonały i godny podziwu. Bardzo chciałbym napisać taką powieść. Bardzo chciałbym napisać powieść science fiction. Wydaje mi się, że dawno temu miałem pomysł na coś w rodzaju… śmieciarki. Takiej ciężarówki, która jeździ po okolicy i zbiera pojemniki na śmieci – w kosmosie. Miałem taki pomysł. A potem pomyślałem, że chyba przypadkowo wpadłem na coś, co w zasadzie jest „Strażnikami Galaktyki”, jak sądzę. Więc wydaje mi się, że ktoś już mnie wyprzedził, a szkoda.
Więc kogo poleciłbyś do przeczytania? Wiesz, wiemy o Douglasie Adamsie – to coś, co bardzo cenisz. Można w tym znaleźć wiele ciekawych rzeczy, inspiracji i głębszych treści. Jako nauczyciel języka angielskiego i artysta, co poleciłbyś do przeczytania?
Za mną stoi pełna półka z książkami, co mi pomoże. Co tu mam? Te są właściwie całkiem niezłe. No dobrze, zaczynamy. Najlepszy z najlepszych – David Mitchell jest najlepszy. To ten, który napisał „Atlas chmur”. Te książki są idealne, bardzo egzystencjalne, pięknie napisane; moim zdaniem nie da się pisać lepiej. Tak się cieszę, że te książki są tuż obok mnie. Wygląda jakbyśmy to zaplanowali, prawda?
Ta tutaj to kolejna z moich ulubionych, zatytułowana „Gods Without Men” [dosł. „Bogowie bez ludzi” – przyp. red.]. Opowiada o sekcie, akcja rozgrywa się na kalifornijskiej pustyni. Chodzi o kosmitów, spiski i tego typu rzeczy. Też polecam obie pozycje. Ale wszystkie dzieła Davida Mitchella są niesamowite. Być może nawet przeczytam je ponownie – być może mnie zainspirowałeś, bo zapomniałem, że leżą tuż za mną. Być może w ciągu najbliższych kilku dni ponownie sięgnę po książkę Davida Mitchella. Być może właśnie przełamałeś moją czytelniczą posuchę.
Kto wie, może to będzie inspiracja dla trzeciego albumu.
Może! Może to się zacznie już dzisiaj. Bardzo mi się ten pomysł podoba.
Jeśli do tego dojdzie, chcę znaleźć się w na liście współtwórców.
Tak, oczywiście. Możesz być we wkładce płyty. Tak.
Mówiłeś o sprawach egzystencjalnych i widać, że to dla ciebie ważny temat. Opisałeś bowiem nowy album jako płytę „o wyborze wiary w coś, o zbiegach okoliczności jako religii, o tworzeniu własnego szczęścia w obliczu samotności i wątpliwości. To proszenie wszechświata o znaki i czasami błędne ich odczytywanie, zakochiwanie się i rozstania, czaple i pokoje hotelowe oraz wszystko pomiędzy – to też daje kopa”. Taki opis zamieściłeś w mediach społecznościowych. Bardzo mi się to podoba. Czy uważasz, że nadinterpretujemy różne znaki, kiedy o nie prosimy?
To dobre pytanie. I właśnie o to chodzi w tym albumie. To jest…
Ale czy masz na nie odpowiedzi? A może pojawią się one w sierpniu wraz z wydaniem albumu?
Myślę, że moja odpowiedź brzmi tak… że nie da się ich źle zinterpretować, bo… no dora, da się. Boże, to takie skomplikowane… Myślę, że chodzi o próbę wierzenia w znaki, a także o patrzenie na świat w pewien półmagiczny sposób i próbę uwierzenia, że te rzeczy są prawdziwe. Wiesz, jeśli widzisz jakiegoś ptaka, to jest to wizyta utraconej miłości lub kogoś, za kim tęsknisz, albo jeśli słyszysz piosenkę płynącą z przejeżdżającego samochodu, to przypomina ci to o czymś, przy czym powinieneś być w tym momencie, i tego typu rzeczy. Nie sądzę, żeby to był niebezpieczny sposób na życie. Myślę, że to piękny sposób na życie. I nawet jeśli to błąd, nawet jeśli to mylne, to właśnie taki sposób życia wybieram. I nie sądzę, żeby mi to jakoś szczególnie zaszkodziło. Może wysłałem SMS-a do byłej dziewczyny o drugiej w nocy, bo coś mi przyszło do głowy. I może to było największe zło, jakie się mogło wydarzyć. Ale nie było aż tak źle. Za pierwszym razem.
Czyli, sądząc po tym, co mówisz, to Twój sposób na odnajdowanie piękna w zwykłej codzienności? Po prostu szukasz tych znaków i interpretujesz je na swój własny sposób, tak jak Ty chcesz je zinterpretować?
Tak. Tak. Nie znam innego sposobu na życie. Wszystko wydaje mi się dość przytłaczające. Samo istnienie jest dla mnie dość przytłaczające. Myślę, że wiele osób tak ma. Nie w sensie smutnym, ale w tym, że po prostu chciałbym, żeby istniały jakieś odpowiedzi. Chciałbym, żebyśmy wiedzieli, po co tu jesteśmy i… jaki jest sens tego wszystkiego. Myślę, że zdecydowałem się wierzyć, że tworzenie sztuki, dzielenie się nią i pomaganie ludziom poprzez sztukę to powód, dla którego tu jestem. Tak, to właśnie to. Tak, o to chodzi. Brzmi dość pompatycznie. Po prostu tak to odbieram. To po prostu sposób, w jaki nadaję sens temu wszystkiemu. I myślę, że kiedy sprawy stają się zbyt przytłaczające lub trudne, to właśnie tak sobie to tłumaczę: no cóż, był powód, dla którego znalazłeś się tutaj na tę krótką chwilę. I myślę, że chodziło o pomaganie ludziom. Tak samo było z nauczaniem i tak samo z muzyką. I właśnie to chcę robić.
Jak myślisz, co przyszłość dla Ciebie przygotowała? W tym kontekście. Czy myślisz o przyszłości, czy raczej starasz się jak najdłużej pozostawać w teraźniejszości?
Nie, wszystkie moje teksty mówią o byciu tu i teraz, o życiu chwilą, a ja jestem takim hipokrytą i nigdy tego nie robię. Wiem, że wszystkie moje piosenki o tym są i chciałbym w to wierzyć. Naprawdę w to wierzę i staram się to robić, ale mi się nie udaje. Myślę, że poprzez te piosenki próbuję sam siebie tego nauczyć. Zawsze myślę o przyszłości, może nawet za dużo. Bardzo rzadko myślę o przeszłości. Dużo myślę o przyszłości. Zastanawiam się, gdzie będę za kilka lat. Myślę o tym, co zapamiętam. Zastanawiam się, kim będą ludzie, których zabiorę ze sobą w tę część życia. Na co liczę w przyszłości? Myślę, że bardzo chciałbym nadal zajmować się tym zawodowo i chciałbym nadal tworzyć muzykę oraz sztukę w różnych formach. Ale wiesz, są też sprawy osobiste, nad którymi się zastanawiam, czy się spełnią. I kim będę za 10 lat? Nie Antony Szmierek artysta, ale ja jako osoba. O tym właśnie myślę.
W opisie było to zdanie: „wybieranie, by w coś wierzyć”. Kiedy po raz pierwszy je przeczytałem, potraktowałem je po prostu jako zwykłe zdanie i od razu przeszedłem do następnego. Potem jednak wróciłem do niego i zacząłem się zastanawiać: czy chodzi tu o wybór? Czy o wiarę? A może o to tajemnicze „coś”? Gdzie, twoim zdaniem, leży nacisk w tym zdaniu?
O, ależ świetne pytanie. Wow. Muszę bardziej uważać na to, co zapisuję.
Hmmm… Chyba wszystkie trzy – nie potrafię wybrać jednej z tych rzeczy. Sam wybór jest ważny, bo naprawdę uważam, że mamy wybór. I myślę, że nawet jeśli uda ci się wprowadzić choć odrobinę tego do swojego życia, to już jest wybór, którego dokonałeś, i to jest coś pozytywnego. To całe „coś” to także interesująca część w tym zdaniu. W co wierzymy? W co decydujemy się wierzyć? Czy to możliwe, żeby zachować nadzieję pośród wszystkiego, co dzieje się obecnie na świecie – politycznie, a także jeśli chodzi o naszą osobowość – jak napisałem w piosence „The Heron”, nasze osobowości zostały nam odsprzedane. Wszystko kręci się wokół kupowania, kupowania, kupowania, wszystko jest reklamą, a ja polegam na takich serwisach jak Instagram w moim życiu i pracy. A potem to się zmienia co kilka dni i nikt już nie widzi, co inni publikują. Każdy dostaje dziesięć reklam dziennie, panuje chaos i wszystkiego jest za dużo. I to jeszcze zanim w ogóle zaczniemy mówić o wojnie, polityce i sztucznej inteligencji. W co więc zdecydujesz się wierzyć? Co jest tym „czymś”? Bo to nie może być to. Nie powinno to być to. Nie może to być kupowanie rzeczy. Nie mogą to być politycy, nie może to być telefon ani internet. Trzeba spróbować wierzyć w coś innego. Myślę, że na razie postanowiłem wierzyć w jakiś rodzaj kosmicznego porządku i przeznaczenia. Nie wiem, czy to błędne podejście – może tak jest – ale potrzebuję tego. Podjąłem decyzję i spróbuję wierzyć, że wszystko będzie dobrze, bo inaczej chyba oszaleję.
Myślę, że to świetny sposób na, no wiesz, podejście do życia. Powiedziałeś więc, że wiele się dzieje – i oczywiście tak jest – i że czujesz się przytłoczony. Ciągle myślisz, jesteś bardzo produktywnym artystą. Ale co więc robisz w obliczu tych okoliczności, żeby trochę się wyciszyć?
O rany…
Bo wydaje mi się, że muzyka to swego rodzaju ucieczka od rzeczywistości, a może też narzędzie katharsis, ale jestem pewien, że nie może to być tylko muzyka.
Nie może, bo muzyka staje się lub stała się dla mnie wszystkim. I niestety, jeśli pozwolić, to kapitalizm potrafi pożreć również to – są wytwórnie płytowe, którym jestem winien sporo pieniędzy. Są też rzeczy, które trzeba robić, żeby opłacić rachunki i te wszystkie okropne rzeczy, które nie powinny mieć nic wspólnego z muzyką. Staram się więc trzymać to na dystans, podobnie jak wszystkie te myśli. Piszę codziennie. Ale to jest po prostu pewna część mojego życia i nie może to być wyłącznie muzyka – masz rację. Nie może to być też wyłącznie twórczość, bo kiedy czytam książkę albo idę do kina obejrzeć film – co uwielbiam robić – to również staje się czymś, co zasila moją twórczość i służy mi jako inspiracja, a ja właśnie jej szukam. I nie chcę nieustannie tak obciążać swojego umysłu. Więc po prostu dużo chodzę. Nie oglądam już telewizji. Nie bardzo wiem dlaczego. Nie potrafię się na tym skupić. Dużo chodzę i staram się przebywać na świeżym powietrzu, staram się patrzeć na rzeczy prawdziwe, a nie na ekrany – właśnie to staram się robić. Bo nawet kino – to brzmi teraz niemal romantycznie, jakbyś mówił: „Wow, to takie… fajne, odrywasz się na chwilę od telefonu”, ale tak naprawdę patrzysz tylko na kolejny ekran, a ja nie mogę tak żyć. To nie może być to, po co tu jestem. Więc idę popatrzeć na wodę albo korzystam z aplikacji o nazwie Merlin Bird App, która rozpoznaje śpiew ptaków. Jeśli więc usłyszysz ptaka, naciskasz przycisk, a aplikacja mówi ci, jaki to ptak. Tak właśnie robię.
Czyli stąd tytuł?
Stąd właśnie tytuł, dokładnie, stąd tytuł: „Decoding Birdsong” [dosł. „dekodowanie ptasiego śpiewu” – przyp. red.]. I ten tytuł, no wiesz, ma dość szerokie znaczenie – chodzi o próbę rozszyfrowania sensu z chaosu, nawet zanim przejdziemy do ptaków. To coś w rodzaju próby odszyfrowania sensu wszystkiego, co się dzieje, o co w tym chodzi. To tytuł o charakterze egzystencjalnym. Ale ta sprawa ze śpiewem ptaków to bardziej tak, że po prostu wydaje mi się, że nigdy nie dowiemy się, co one próbują nam powiedzieć ani co tak naprawdę mówią do siebie nawzajem. I myślę, że to taka piękna „nie-odpowiedź” na wszechświat w chaosie. W jednej z piosenek, a właściwie w utworze tytułowym albumu, „Decoding Birdsong”, jest taki wers: „Często się zastanawiam, co próbowały mi powiedzieć”. I chodzi tu o ptaki, ale chodzi też o człowieka.
Twoja wzmianka o chaosie przypomniała mi coś, co powiedziałeś w innym wywiadzie – że niektórzy ludzie decydują się żyć w niewiedzy i tak naprawdę nie chcą odpowiedzi. Czy Twoim zdaniem jest to złe? Bo istnieje takie powiedzenie, angielskie powiedzenie, które w Polsce tak naprawdę nie funkcjonuje, że „niewiedza to błogosławieństwo”.
To bardzo dziwne, że o tym wspomniałeś… No to zaczynamy.
Jakie jest twoje stanowisko w kwestii niewiedzy? Czy to zawsze jest złe, no wiesz, nie chcieć odpowiedzi i po prostu próbować…
No właśnie, wczoraj o 3:23 nad ranem zapisałem sobie zdanie: „świadoma ignorancja” – tak właśnie zapisałem. To takie dziwne, że to powiedziałeś.
Znaki od wszechświata.
Dokładnie. Przypadek znów stał się religią. Właściwie nie uważam, żeby takie życie było złe. Myślę, że to wybór każdego z nas – kim ja jestem, żeby mówić, jak ktoś powinien żyć? Prawdopodobnie uznaliby, że mój sposób życia jest, no wiesz, nieodpowiedzialny albo naraża na cierpienie i rozczarowanie, rozumiesz.
Myślę, że to prawdopodobnie dobra rzecz. Niewiedza to błogosławieństwo. Kim ja jestem, żeby osądzać? Ja nie potrafię tak żyć. Nie potrafię ignorować tego, co dzieje się na świecie. Nie potrafię robić takich rzeczy. Ale rozumiem, że wiele się dzieje.
Niektórzy muszą utrzymać rodziny. Niektórzy muszą, no cóż, muszą iść i wykopać dół. Muszą iść i coś robić. I to jest przytłaczające. I jeśli niewiedza to jest sposób, w jaki ludzie radzą sobie z trudnościami, to kim ja jestem, żeby ich osądzać? I naprawdę nikogo nie osądzam. Nie uważam, żeby mój sposób życia był lepszy od czyjegoś innego. A jeśli żeby jakoś dać radę dalej funkcjonować musisz wyłączyć się od tego wszystkiego na kilka miesięcy – czy jak długo by to nie trwało – to, no wiesz, żyj po swojemu, moim zdaniem to w porządku.
Wróćmy do artystycznej strony i procesu tworzenia nadchodzącego albumu. Ukaże się on w sierpniu, dość szybko po poprzednim, z którym wciąż jesteście w trasie. Zauważyłem jednak, że tym razem na albumie pojawi się sporo gości.
Tak. To zabawna sprawa. Rozmawiałem też o tym niedawno. Myślę, że ta zmiana na drugim albumie jest tak oczywista, bo pisałem go przez cały rok. Nie do końca zdawałem sobie sprawę, że to coś tak wyraźnie innego. I wtedy, kiedy pojawiły się informacje w prasie i tak dalej, wiele mediów pisało coś w stylu: „Ci ludzie pojawią się na drugim albumie Anthony’ego Szmierka”. A ja pomyślałem sobie: „O tak, oczywiście, to jest właśnie to, co należy z tego wywnioskować”. Ale dla mnie ci ludzie, którzy są na albumie, to moi przyjaciele. To moi bardzo, bardzo bliscy przyjaciele. To osoby, którym się zwierzam i które kocham. I tak naprawdę to właśnie dlatego tam są. Po prostu – jak już kilka razy wspominałem – jest to pod wieloma względami album o samotności. Nie chodzi jednak konkretnie o bycie samemu; chodzi o to, że w tej pracy jest dużo samotności – grasz przed tysiącami ludzi, ale w pewnym sensie jesteś tam tylko ty. Albo nawet kiedy jestem z zespołem – moja rola różni się od roli pozostałych członków zespołu. I wydaje mi się, że często mam wrażenie, że jestem sam i muszę się z tego jakby wyrwać. I to właśnie było swego rodzaju antidotum na to w przypadku tego drugiego albumu. Chodziło o współpracę i pracę z ludźmi, których naprawdę podziwiałem i naprawdę chciałem usłyszeć ich wersję czegoś, albo na przykład śpiewałem refren, a potem myślałem, że byłoby lepiej, gdyby zaśpiewała go Ella. Moja ulubiona piosenka na albumie nazywa się „Flight Simulator”. Powstała ona we współpracy między mną, Maxem – moim producentem – oraz Immy Williams, znaną z zespołu Imogen and the Knife. Tworząc tę piosenkę, każdy z nas wniósł swój wkład, każdy zaśpiewał swoją partię i wspólnie pracowaliśmy nad jej strukturą. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. To naprawdę wyjątkowe doświadczenie, bo mogę się tym cieszyć, bo to nie jest tylko moje dzieło. Myślę, że jest w nim wiele ze mnie, ale słyszę w nim też Imogen i Maxa. I właśnie to sprawia, że jest dla mnie tak piękny. Tak, to cudowne doświadczenie.
Ale czy łatwo było wpuścić innych ludzi w swój proces twórczy i pozwolić im mieć coś do powiedzenia?
Tak, myślę, że tak. Naprawdę tak uważam. Myślę, że są różne poziomy – na przykład niektórzy z artystów występujących na płycie śpiewali melodię, którą już wcześniej napisałem. Więc nadal czułem, że mam kontrolę nad samym procesem pisania. Bardzo rzadko oddaję…
Wszystkie teksty na albumie są moje, co prawdopodobnie świadczy o dość silnej kontroli, ale czuję, że to jedyna rzecz, którą potrafię robić, albo jedna z tych, które wychodzą mi najlepiej. Staram się więc to zachować. Ale tak, na przykład w przypadku tej piosenki, a konkretnie w „Flight Simulator”, zrezygnowałem z części kontroli. Tak, Imogen recytuje w tej piosence fragment tekstu. I to było naprawdę fajne. To naprawdę działa. To trochę tak jak na pierwszym albumie, gdzie mamy Kate Ireland. Ona recytuje wiersz w interludium do utworu „passingthru”. A Kate jest też jedną z moich najlepszych przyjaciółek. Ale to po prostu urocze. Wiesz, kiedy mówimy o podążaniu za wspomnieniami i podążaniu za przyszłością i tym wszystkim, myślę, że piękne jest właśnie to, że te chwile, przyjaźnie i relacje z ludźmi zostają uwiecznione na zawsze. I trafiają na płytę. Moja przyjaźń z Kate jest teraz w salonach ludzi na całym świecie. A moja przyjaźń z Maxem, Imogen i wszystkimi innymi, którzy są na tym albumie, również trafi na płyty na całym świecie. I uważam, że to piękne.
Ponadczasowość.
Tak, dokładnie o to chodzi.
Znowu ten kosmos, wszechświat i cała ta tematyka.
I miejmy nadzieję, że wystrzelą je wszystkie w kosmos. Wszystkie te płyty winylowe zostaną wyrzucone w kosmos, a niektóre… To znaczy, w tej chwili jest mnóstwo ujawnionych informacji. Nie wiem, czy śledzisz wszystkie te doniesienia o kosmitach. Oni tam są, mój drogi.
I będą słuchać Antony’ego Szmierka.
Gdyby mieli czegoś słuchać, to słuchaliby właśnie mnie.
Antony, zanim zakończymy, mam taką małą tradycję, że pytam artystów, czy jest coś, czym chcieliby się podzielić, a o co ja nie zapytałem.
O, to dobre pytanie. Nie wiem. To była miła rozmowa. Wydaje mi się, że wcześniej mówiłeś o szczerości i tak dalej. I fajnie jest być takim. Nie wiem, czym chciałbym się podzielić. Bardzo się cieszę na myśl o powrocie do Polski i może na jakiś koncert. Bardzo bym chciał. Powiem ci, gdzie właściwie chciałbym zagrać. Bardzo chciałbym zagrać w Katowicach. Bardzo bym chciał tam pojechać. Nigdy tam nie byłem. Wiem, że odbywa się tam festiwal. Bardzo bym chciał tam zagrać. Myślę, że to właśnie tam chciałbym naprawdę wrócić do domu. To jest mój cel na przyszły rok – przyjechać i zagrać. Chyba w moim rodzinnym mieście, a raczej w jednym z moich rodzinnych miast, bardzo bym tego chciał.
Trzymam kciuki za ciebie i za polskich fanów, żeby znów mogli zobaczyć cię tutaj na żywo. Bardzo ci dziękuję, Antony, i mam nadzieję, że wkrótce cię tu zobaczę.
Dzięki. To była przyjemność. Bardzo dziękuję.
!["Dzielę się zbyt wieloma sprawami i zbudowałem na tym swoją karierę" - wywiad z Antonym Szmierkiem [WIDEO] 1 EAttachments96799897dcb5a447ceeee6df4ff1234df53d347 xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/08/EAttachments96799897dcb5a447ceeee6df4ff1234df53d347_xl-750x375.jpg)




![„Brakuje krwi w krwiobiegu przyrody”. Ekspert o dramatycznie niskim stanie rzek w Lubelskiem [ZDJĘCIA] 4 EAttachments96792620064d1de465cdcba195cd01808cba4e0 xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/08/EAttachments96792620064d1de465cdcba195cd01808cba4e0_xl-350x250.jpg)



![Przypadek czy plan? We Włodawie uruchomiono syrenę alarmową [AKTUALIZACJA] 8 EAttachments967906854469efd5c71e3d9dd8b2ccc3ec303ec xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/08/EAttachments967906854469efd5c71e3d9dd8b2ccc3ec303ec_xl-350x250.jpg)
![Nocna ewakuacja trzech obozów harcerskich w Lubelskiem [AKTUALIZACJA] 9 EAttachments96786834552afe44bf0df8b1edda4efd882c6fe xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/08/EAttachments96786834552afe44bf0df8b1edda4efd882c6fe_xl-350x250.jpg)

