Aleksandra Mirosław podczas swojej sportowej kariery wygrała wszystko. W ciągu 19 lat startów stawała na podium wszystkich międzynarodowych imprez we wspinaczce sportowej na czas.
Lista jej osiągnięć jest bardzo długa. To między innymi mistrzostwo olimpijskie, trzy złote i trzy brązowe medale mistrzostw świata, a także dwa złote medale, jeden srebrny i jeden brązowy mistrzostw Europy.
CZYTAJ: Medal na koniec kariery. Owacja na stojąco dla Aleksandry Mirosław [WIDEO]
Ten ostatni, na koniec kariery zdobyła w sobotę (29.08) we francuskim Laval. A pierwszego wywiadu po przejściu na sportową emeryturę jeszcze we Francji udzieliła reporterowi Radia Lublin Józefowi Kuflowi.
RL: Wyłączyłaś ten zegar po raz ostatni – dosłownie i w przenośni.
– Tak, jeszcze kilka dni temu miałam ostatni trening, to ostatnie wyłączenie na treningu. Tak samo tutaj na zawodach po raz ostatni wyłączyłam ten czas. Były ogromne emocje. Dużo się działo w mojej głowie przed tymi zawodami, w czasie tych zawodów i po tych zawodach. Cieszę się, że mogłam tu startować. Cieszę się, że tak naprawdę tu, gdzie wszystko się zaczęło, zakończyłam, bo w 2009 roku w Valence zdobyłam swój pierwszy złoty medal (mistrzostwo świata juniorów – red.). Skończyłam wygranym biegiem, więc lepszego zakończenia kariery nie mogłam sobie życzyć. Jeżeli dobrze pamiętam, to dokładnie tak samo – czyli brązowym medalem – zakończył Adam Małysz. To są piękne historie i na pewno będę wracała z uśmiechem na ustach do całej mojej kariery, bo niczego bym nie zmieniła.
RL: Co czułaś dzisiaj? Kilkadziesiąt sekund temu widziałam, jak stałaś sama pod ścianą i patrzyłaś w górę.
– Tak naprawdę ciężko jest to opisać, bo są to w większości obrazy. Wiesz, ile kosztowało cię dojście do tego momentu, wiesz, ile kosztowała ta droga, ile musiałeś poświęcić. Droga sportowca nie jest usłana różami. Po drodze jest dużo zakrętów, trudniejszych momentów. Natomiast po coś zawsze je przechodzimy. Wierzę, że one są po coś i staram się jak najwięcej z nich wyciągnąć. Myślę, że to będzie coś, czym będę też kierowała się w życiu. Natomiast może los poprowadzi tak, że za kilka miesięcy odwieszę buty z kołka, bo w przyszłym roku są wojskowe igrzyska sportowe. Jeżeli będziemy jechać tam reprezentacją, to na pewno będę startowała, więc jeszcze będę miała może taki mały replay.
RL: Francja przeplatała się przez całą twoją karierę. Chamonix – tam zdobyłaś pierwszy medal mistrzostw Europy, srebro. Było też wiele szczęśliwych Pucharów Świata w tym mieście. No i coś, co oczywiście najbardziej zapamiętamy, czyli igrzyska olimpijskie w Paryżu.
– Wszystkie moje drogi prowadziły do Francji, ale też przez Rzym, tak jak kwalifikacje do igrzysk w Paryżu. Ale szczęśliwych momentów nie byłoby bez trudniejszych chwil. Przygotowania do mistrzostw Europy były pełne wyboi. Było ciężko i mogę powiedzieć, że mimo iż decyzja o zakończeniu kariery zapadła dawno, ciężko się jest przygotować na te emocje, które przyjdą. Ale dla mnie to były naprawdę świetne zawody. Świetnie biegałam, niczego nie żałuję, wybiegałam ten brąz i jestem z tego bardzo, bardzo dumna, bo wiem, gdzie jeszcze kilka tygodni temu byłam, jak się czułam. I to, że wyszłam tutaj z uśmiechem na twarzy, z pewnością siebie i tym, że mogę biegać na najwyższym poziomie, było warte tak naprawdę tyle samo co złoto.
CZYTAJ: Mistrzostwa Europy: Aleksandra Mirosław wygrała kwalifikacje. Relacja z finałów w Radiu Lublin
RL: Bawiłaś się tymi zawodami, czułaś, że jesteś w każdej ich sekundzie?
– Ciężko powiedzieć, że się bawiłam zawodami, bo zawsze mam jeden kierunek, czyli przyjeżdżam po to, żeby wygrać, żeby biegać swoje najlepsze biegi. I tutaj to dokładnie robiłam. Ale na pewno chłonęłam każdą sekundę. W momencie, kiedy wyszłam w walce o brąz, były niesamowite emocje. Po prostu spojrzałam na publiczność. Kocham rywalizację, będzie mi tego brakować, ale wiem, że mam jeszcze wiele innych rzeczy do zrobienia i cieszę się, że będę mogła realizować się na innych płaszczyznach.
RL: A co działo się po drodze w czasie tych mistrzostw Europy? Czy odpadnięcie od ściany w kwalifikacjach też miało wpływ na to, co działo się potem w biegach finałowych?
– Kompletnie nie. Każdy bieg to oddzielna historia. I gdy eliminacje zakończyły się o godzinie 13.30, to tam właśnie został ten bieg. I potem każdy bieg w finałach to jest oddzielna historia – albo wygrywasz, albo przegrywasz. Nie myślę o przyszłości, nie myślę o tym, gdzie będę za pięć minut. Po prostu jestem tu i teraz, i chcę chłonąć każdą chwilę, każdą sekundę. To było wspaniałe zdobyć ten brązowy medal i to jak wszyscy wstali i klaskali. To było niesamowite.
RL: Francuska publiczność, która kocha wspinaczkę, wstała, mając świadomość, że jest świadkiem historycznego momentu.
– To był dla mnie niesamowity, bardzo wzruszający moment. Potem czułam się jakbym skradła show. Jestem ogromnie wdzięczna, że w taki sposób to wyglądało i że w taki sposób zeszłam z tej sceny. Dla mnie najważniejsze było to, żeby zakończyć karierę na moich zasadach, co zrobiłam, i z podniesioną głową, niczego nie żałując. Kompletnie niczego nie żałuję.
RL: A z czego jesteś najbardziej dumna? Czy to jest medal igrzysk olimpijskich, który w annałach lubelskiego sportu stawia cię obok Tomasza Wójtowicza?
– Jestem dumna z całej drogi, bo tego złota nie byłoby, gdyby nie wydarzyło się Berno rok wcześniej (mistrzostwa świata, na których zdobyła brązowy medal – red.). Berna by nie było, gdyby w międzyczasie nie wydarzyły się inne Puchary Świata. Tak naprawdę każda kolejna rzecz, którą zdobywałam, którą wygrywałam, była efektem tego, co się działo wcześniej. Mam poczucie, że wszystko w tej drodze było potrzebne. Oczywiście paryskie igrzyska były magiczne, wyjątkowe. Każdy sportowiec marzy o tym, żeby zdobyć złoty medal igrzysk olimpijskich i pobić tam rekord świata. Nie da się chcieć więcej. Cieszę się, że tam byłam, że tego dokonałam, że to zdobyłam. I cieszę się z kolejnych dwóch sezonów, czyli 2025, kiedy w w Seulu zdobyłam trzeci (złoty) medal mistrzostw świata i z tego że teraz zdobyłam kolejny medal mistrzostw Europy, którego mi brakowało, bo brązu nie miałam. To są takie fajne historie. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jestem najbardziej utytułowaną zawodniczką i zawodnikiem w historii mojej dyscypliny.
RL: To jeszcze jedna sprawa. Mówiłaś parę razy o tym, że nie będziesz się nudzić na sportowej emeryturze.
– Kompletnie nie. Myślę, że teraz będzie brak wymówki, że nie mogę czegoś zrobić, bo mam treningi czy zawody. Teraz już nie trenuję. Natomiast na pewno nie będę się nudzić, bo będę chciała się dzielić tą historią, inspirować kolejne pokolenia dzieci. Moja akademia (6.02 – red.), która działa w Lublinie, niedługo też będzie działać w kolejnych miastach w Polsce. Do tego dochodzi wiele innych projektów, w które jestem zaangażowana. Teraz siądę z moim menadżerem i dopiero zobaczę mój prawdziwy kalendarz do końca roku.
RL: A gdzie będziesz mieszkać?
– Większość czasu spędzę w Lublinie albo w ogóle w Polsce. Bo tak naprawdę nigdy się nie wyprowadziłam, wbrew temu co o sobie czytałam, że mieszkam w Hiszpanii. Nie mieszkam w Hiszpanii. Mieszkam cały czas w Polsce. Rzeczywiście w Hiszpanii spędzałam dużo czasu, bo tu trenowałam. Tam mój mąż prowadzi kadrę hiszpańską. Natomiast teraz ośrodek moich interesów wraca do Polski. Będę korzystać z każdej wolnej chwili, żeby wyrwać się do Hiszpanii, żeby spędzić czas z Mateuszem, ale jego grafik też będzie napięty, więc będziemy musieli bardzo dobrze poukładać te puzzle.
RL: A czy będą zasłużone, wspólne wakacje?
– Wakacje już są zaplanowane. Jeszcze tylko 28 dni i mogę pojechać na wakacje. Nie mogę się ich doczekać. Będę odpoczywać, jeść i jeździć na rowerze.
RL: Ola, dziękuję ci za całą wspaniałą sportową karierę, za to, że mogłem ją przeżywać, emocjonować się twoimi startami. To była wielka przyjemność.
– Również dziękuję i cieszę się, że mogłam cię spotkać w Laval.
JK
Fot. RL
