Legendarne Judas Priest po raz kolejny ruszyli w tournee. Tym razem trasa „Faithkeepers Tour” celebruje kilka okazji na raz: składankę wydaną na 50-lecie zespołu a także okrągłe rocznice albumów „Turbo” i „Sad Wings Of Destiny”. Co ciekawe, nazwa sugerować może, że zespół nie zapomni również o legendarnym albumie „Defenders of the Faith” z 1984 roku. A jak jest naprawdę? O tym porozmawiałem z basistą formacji, Ianem Hillem, na kilka dni przed pierwszym koncertem Brytyjczyków.
Radio Lublin: Cześć Ian, super móc z Tobą pogadać! Mam tak wiele pytań! (śmiech) Ale skupmy się na bieżących kwestiach, bo tych jest jednak dość sporo. Po pierwsze, rozmawiamy na chwilę przed startem kolejnego tournee Judas Priest. Tym razem trasa nazywa się “Faithkeepers” i wydaje mi się, że już sama nazwa zdradza, że macie ochotę na swego rodzaju retrospekcję albumu “Defenders of the Faith”, tak jak to zrobiliście w zeszłym roku z płytą “Painkiller”. Chyba się nie mylę?
Ian Hill: No tak, dużo tych rocznic nas czeka w najbliższym czasie. Wiesz, robimy płytę co rok czy tam co osiemnaście miesięcy, więc siłą rzeczy któraś obchodzi jakąś rocznicę. Nie możesz więc wyjść na scenę i po prostu odegrać w całości dany album, bo właśnie wydałeś jakiś inny albo któryś z tych wcześniejszych ma swoją rocznicą w tym samym momencie. No więc pomyśleliśmy sobie, że spróbujemy to jakoś połączyć, tak że set będzie pełen różnych kawałków. Będą kawałki z tych albumów, jasne. Ale będzie też wiele innych, staramy się zmieścić tak dużo ulubionych numerów fanów jak to tylko możliwe, trochę nowych numerów i trochę mniej znanych kawałków także. Staramy się to zrobić tak, żeby każdy był tym zainteresowany.
Radio Lublin: “Defenders of the Faith” to album który zdaje się być bardzo ważną częścią historii Judas Priest, nie tylko dlatego że jest to także jeden z ulubionych albumów Waszych fanów. Zastanawiam się czy w momencie kiedy powstawał, mieliście przeczucie, że oto robicie coś, co na zawsze zapisze się w historii heavy metalu?
Ian Hill: Cóż, w zasadzie przy każdym albumie staramy się zrobić ten krok do przodu. Zawsze staramy się zrobić lepiej. Wiesz, nigdy nie przestajesz się uczyć. Mam 74 lata i wciąż uczę się czegoś nowego, w zasadzie każdego dnia. Więc wtedy kiedy robiliśmy ten album, wiedzieliśmy, że będzie to coś trochę lepszego niż “Screaming For Vengeance”. I o to właśnie chodzi, wiesz, jeśli robisz coś cały czas tak samo, to w sumie nie ma to większego sensu. Więc to zawsze musi być jakiś krok w tę czy tamtą stronę. I tak właśnie wtedy było. Jak sobie prześledzić tę drogę i pójść w stronę korzeni, to trafisz na “British Steel” a potem jeszcze dalej, do płyty “Rocka Rolla” i bez trudu zauważysz, że za każdym razem to był ogromny progres. Ale “Defenders…” to był trudny album do kontynuacji. Właśnie dlatego powstało “Turbo” i pomysł na syntezatory gitarowe. Pomyśleliśmy: może to jest właśnie droga którą powinniśmy pójść? I wiesz, reakcje były różne. Kilku fanów straciliśmy, zyskaliśmy też nowych. Możliwe że trochę wtedy przegięliśmy z tymi syntezatorami… Natomiast, wracając do “Defenders of the Faith”, to także jeden z moich ulubionych albumów, zwłaszcza jeśli chodzi o ten środkowy etap naszej twórczości. To była kulminacja naszej drogi. Potem okazało się, że trudno jest zrobić coś lepszego. Wiadomo, po “Turbo” zrobiliśmy zwrot ku cięższemu graniu, wiesz, “Ram It Down” i “Painkiller”, ale “Defenders…”, tak, to jest jeden z moich ulubionych albumów.
Radio Lublin: Za chwilkę na rynek trafi też nowa składanka typu “The Best Of”. Czy nie masz takiej refleksji, że to jednak szmat czasu i Judas Priest od tamtej pory przebyło naprawdę kawał drogi?
Ian Hill: No tak, faktycznie minęło kawał czasu. Za moment wydajemy w końcu kolejny album “The Best Of”. I tak, próbujemy jakoś ująć w całość te niezwykłe 50 lat. Wiesz, to jest 20 albumów studyjnych, kilka koncertówek i wideo… Pomyśleliśmy, że świetnie by było pokazać w jakiś sposób spektrum tych naszych wszystkich osiągnięć, wybrać te które sami uwielbiamy, które uwielbiają fani czy ludzie z wytwórni, zebrać to wszystko w jeden album. I widzisz, jeśli ktoś chce zapoznać się z Judas Priest, znajdzie tu w sumie wszystko, bez potrzeby zagłębiania się w konkretny album. Żyjemy w czasach streamingu, klikasz, puszczasz ten czy tamten numer. Ale to właśnie jest super okazja żeby zainicjować przygodę z heavy metalem czy konkretnie z Judas Priest.
Radio Lublin: No tak, taki zbiór kawałków dobrze obrazuje to jak zespół zmieniał się na przestrzeni lat. Hard rock, kawałki lżejsze i bardziej radiowe, aż w końcu typowo metalowe bangery.
Ian Hill: Tak, tak, wiesz, heavy metal to w zasadzie bardzo wszechstronny gatunek. Przez wiele lat miewał różne oblicza. Zrobiliśmy chyba wszystko. Były rzeczy, które zmuszały wręcz bardziej do płaczu niż Cię przerażały. W latach 90-tych heavy metal został trochę zdefragmentowany, czyż nie? Jesteście bandem gotyckim, speed metalowym a może grunge’owym? Poszło to wszystko w różne strony. Nie mówię że to źle, ale ta wszechstronność została rozmyta. I powiem Ci, że zawsze byliśmy dumni z tego, że w naszej muzyce jest tak wiele różnych rzeczy. Uznajmy, że jest to taka mała lekcja marketingu dla każdego. Jedna rzecz, niesamowicie krzepiąca, to to że te wszystkie nowe bandy na które trafiasz w zasadzie cały czas pokazują, że ta wszechstronność wraca. Wiele z nich przestaje patrzeć w jednym kierunku, zaczynają rozgałęziać się i robić heavy metal w różnych stylach.
Radio Lublin: Ian, ostatnio zapowiedzieliście również film który ma ukazać historię Waszego zespołu. Powiedz mi, czy uważasz że to w ogóle możliwe, rzetelnie opowiedzieć ponad 50-letnią historię w ciągu dwóch godzin? Wydaje mi się, że to wręcz niemożliwe żeby nie pominąć któregoś z wątków.
Ian Hill: Tak, wiem. To faktycznie trudne. Ale Sam Dunn i Tom Morello wykonali kawał roboty. Udało im się upchnąć większość rzeczy, licząc od wątków z wczesnych dni, jak pierwszy koncert w Essington Working Men’s Club, nieopodal Walsall w UK. Było wtedy osiemnaście albo dziewiętnaście osób, wszyscy siedzieli gdzieś po bokach, bo nie zagraliśmy nic do czego dałoby się tańczyć. To był pierwszy koncert. I zaczynając od tego, kończymy na dwóch ostatnich koncertach które daliśmy – próbowali zmieścić wszystko co się dało. Jakiś czas temu, kiedy byliśmy w USA, mogliśmy sobie ten film obejrzeć. I powiem Ci, że byłem zachwycony. Naprawdę kawał świetnej roboty. Nie mogę się doczekać żeby obejrzeć ponownie, kiedy w końcu to się ukaże. Naprawdę chciałbym to obejrzeć w telewizji!
Radio Lublin: Pogadajmy teraz o takiej rzeczy: wydaje mi się że bycie muzykiem w dzisiejszych czasach jest nieco bardziej wymagające niż to było jeszcze kilka-kilkanaście lat temu. Fani wymagają coraz więcej, chcą być tak blisko swoich idoli jak najbardziej się da. Nie wydaje Ci się, że bycie członkiem Judas Priest to obecnie większe wyzwanie niż kiedyś? Raczej trudno Wam obecnie wyjść z hotelu na zwiedzanie miasta, prawda?
Ian Hill: Możliwe że obecnie jest to nieco bardziej uciążliwe, ale, wiesz, czy to nie jest część zabawy? Zwłaszcza że wiesz, ktoś dowie się w jakim hotelu jesteś, za chwilę to info ląduje w internecie. Najpierw na zewnątrz czatuje jedna czy dwie osoby, a kolejnego dnia jest ich już 50. Ale, prawdę mówiąc, to pochlebiające. Ci wszyscy ludzie przychodzą tu tylko po to, żeby cyknąć z Tobą fotkę, podpisać płytę czy książkę. Serio, to schlebia. I wydaje mi się, że bardziej wkurzające byłoby dla nas, gdyby to się nie działo. Wtedy pomyślelibyśmy, że robimy coś nie tak. Jasne, czasem chcesz po prostu wyjść, bo masz, na przykład, zarezerwowany stolik gdzieś w restauracji i bardzo chcesz tam pójść. I wtedy, no cóż, nie masz możliwości spędzić 20 minut na rozdawaniu autografów. Więc czasem musimy powiedzieć: wybaczcie, musimy być tam czy tam. Ale tak jak mówię, to pochlebiające. Wiesz, to wszystko jest w dobrej wierze. Dobroduszne, dostarcza dużo śmiechu. Możesz posłuchać tych wszystkich historii od fanów, co jest wspaniałe.
Radio Lublin: Wiesz, to zastanawiające, bo zawsze gdy rozmawiam z muzykami ze znanych kapel które osiągnęły absolutne wyżyny, mam wrażenie że to są ludzie bardzo… normalni. Nie jesteście typem gwiazdy Hollywood, wiesz półbogami…
Ian Hill: Tak, i nigdy nie byliśmy. My wszyscy wciąż jesteśmy, nawet teraz, kiedy doszli do nas Richie i Andy, wiesz, jesteśmy kolesiami z klasy robotniczej. Z tego klimatu się wywodzimy. I to z Tobą zostaje, wiesz? Żaden z nas nie miał przywilejów, wszystko co osiągnęliśmy, wypracowaliśmy sami. Nigdy niczego nie dostaliśmy na tacy. Nie ma dnia żebyśmy się nie budzili i nie dziękowali za to, że możemy robić to co robimy. I wciąż to robimy. Więc tak, jesteśmy szalenie wdzięczni za to wszystko, że robimy to co naprawdę chcemy robić. I to nie jest tak, że robiliśmy to, bo ludzie od nas tego wymagali. Po prostu robiliśmy to, co chcieliśmy robić. I wiesz, fani zawsze byli wspaniali. Byli pełni entuzjazmu i podobało im się to wszystko, to oni wynieśli nas na piedestały. I naprawdę bardzo to doceniamy.
Radio Lublin: Dzięki Ian, dobrze wiedzieć że przeczucie mnie nie myli! Słuchaj, dobrze wiesz, że muszę zadać to pytanie. Jakiś czas temu, powiedziałeś w jednym z wywiadów, że nagrywacie nową płytę. Dodałeś też, że album będzie nieco bardziej klasyczny w swoim brzmieniu. Zastanawiam się, w którą stronę poszliście tym razem? Czy to co powiedziałeś pozwala wierzyć, że tym razem nagracie coś bardziej w klimacie “British Steel” czy “Killing Machine”? Ostatnie albumy były raczej bardziej ukierunkowane w stronę metalowego uderzenia a’la “Painkiller”…
Ian Hill: Tracklista będzie trochę jak… No jest na niej trochę bardziej komercyjnych numerów. Jest jeden spokojniejszy numer, bardziej subtelny niż jakikolwiek kawałek na “Invincible Shield”. Ale to nie jest tak, że to krok wstecz. Będzie po prostu bardziej tradycyjnie, rozumiesz o co mi chodzi?
Radio Lublin: Tak, wydaje mi się że chyba łapię co chcesz powiedzieć. Jestem bardzo ciekaw efektów Waszej pracy! Powiem Ci, że jestem pod wrażeniem Waszej witalności – wiesz, Wasze ostatnie płyty, “Firepower” i “Invicinible Shield” raczej nie zdradzają swoim brzmieniem i utworami, że wykonuje je kapela z ponad 50-letnim stażem. Wydaje mi się, że to spora zasługa “nowej krwi” w postaci gitarzystów Richiego Faulknera i Andy Sneapa. Chłopaki ewidentnie Was odmłodzili, tak pod kątem brzmienia jak i pod kątem wykonania. Jednak, w moim odczuciu to nie jest żadna nowość w historii zespołu, bo mieliście już takie epizody. Kiedy w 1990 roku dołączył Scott Travis, nagraliście najagresywniejszy album w karierze. Potem, kiedy Tim Ripper Owens zastąpił Roba Halforda, zrobiliście efektowne i na wskroś nowoczesne “Jugulator” i “Demolition”. Wygląda na to, że od czasu do czasu taki band jak Wasz potrzebuje świeżej krwi?
Ian Hill: Richie jest świetny. Wiesz, mówimy że to nowy facet. Ale on jest z nami już 15 lat! Andy jakieś 8. Więc tak w zasadzie, to już nie są nowe chłopaki, bo są już z nami dłuższą chwilę i mieli czas, żeby zasymilować się z brzmieniem Judas Priest, rozumiesz? W zasadzie to Ritchie zaczynał od odgrywania partii Kena. To jest to co robił na początku. I wiesz, jeśli posłuchałbyś partii Kena na albumie i partii Richiego, to raczej nie dostrzegłbyś wielkiej różnicy, łapiesz? Chodzi mi o brzmienie i ten feeling. I o to chodzi w tym zespole, wiesz? I tak samo sprawa się ma z Andym podczas koncertów. Richie kiedy do nas dołączał, był bardzo młody. Miał jakieś dwadzieścia kilka lat, tak myślę. Jest w tym samym wieku co mój najstarszy syn. Wniósł do kapeli masę entuzjazmu. Dał nam zastrzyk energii, coś, czego prawdopodobnie wszyscy potrzebowaliśmy, serio. Każdy czasem tego potrzebuje. To daje Ci nowe spojrzenie na pewne sprawy.
Radio Lublin: Ian, na ostatniej płycie mieliście taki numer jak “Giants In The Sky”, który był czymś w rodzaju hołdu dla muzyków, którzy odeszli. Niestety, ta lista wciąż się aktualizuje i dołączają do niej nowe nazwiska: pożegnaliśmy nie tak dawno temu Phil Campbella z Motorhead i Ozzy’ego Osbourne’a, muzyków którzy byli Waszymi przyjaciółmi. Powiedz mi, czy kiedy pisaliście ten numer, mieliście z tyłu głowy że będzie się on w ten sposób aktualizował?
Ian Hill: Tak, dobrze wiesz że nie myśli się o takich sprawach, czyż nie? Patrzysz na ludzi takich jak Phil, wpadasz na niego podczas tournee i wiesz, facet jest świetny i czuje się dobrze. Pomyślałbyś że kilka lat później nie będzie już go wśród nas? To samo Ozzy. Wiesz, starzejemy się, więc różne rzeczy mogą się przydarzyć. Niestety, obecnie rzadko bywamy na chrztach czy ślubach, ale jest cała masa cholernych pogrzebów. I cóż, to tylko świadczy o tym, w jakim momencie życia się obecnie znajdujemy. I lista o której mówisz będzie coraz dłuższa.
Radio Lublin: A powiedz mi, tak szczerze, jak reagujesz na te wszystkie komentarze i artykuły, które piszą o końcu Waszego zespołu? Myślicie o tym tytułowym końcu kariery, czy staracie się nie zaprzątać tym głowy i robić swoje?
Ian Hill: Cóż, zawsze tak robiliśmy. Zawsze żyliśmy z dnia na dzień, wiesz? I wciąż to robimy. Idziemy naprzód. Tak długo jak nasz występ nie wiąże się z ogromnym cierpieniem. Wiesz, wszyscy wstajemy z łóżka. Każdy z nas ma jakiś ból, każdego coś strzyka. Ale na chwilę obecną nie wpływa to na nasz występ. Ale kiedy tak się zacznie dziać i zaczniemy dawać gorsze występy, wtedy faktycznie, to będzie właściwy czas żeby zastanowić się nad tym.
Radio Lublin: A jak Ci się wydaje, czy Judas Priest może żyć dalej przez kolejne 20, 30 lat jako nowe wcielenie, na wzór chociażby zespołu Riot, który obecnie kontynuuje swoją spuściznę pod szyldem Riot V, bez żadnego oryginalnego członka? Wiem że swego czasu powiedziałeś, że nie ma ludzi niezastąpionych…
Ian Hill: Jest to możliwe, ale raczej mało prawdopodobne. Wiesz, zespół jest większy niż którykolwiek z jego członków, rozumiesz? Zrozumieliśmy to, kiedy przyszedł do nas Ripper. Ludzie nie byli już tak zainteresowani zespołem jak wtedy, kiedy Rob w nim był. I Rob odkrył to samo, kiedy próbował swoich sił solo. Więc zespół zawsze jest większy niż jednostka. Choć, szczerze mówiąc, nie wydaje mi się że da się zastąpić Roba. Możliwe że kogokolwiek z nas dałoby się podmienić. Ale nie Roba, wiesz? Myślę, że to oczywiste. To znaczy, wiesz, spróbować zawsze można. Możesz kontynuować z innym wokalistą, z nowy gitarzystą, basistą, perkusistą, kimkolwiek i może jakimś cudem Ci się uda. Ale wydaje mi się, że jeśli miałby być to Rob, ludzi przestałoby to już interesować.
Radio Lublin: Ok, zostawmy ten temat, bo przecież, póki co, gracie naprawdę świetnie – wiem, widziałem Was w akcji dwa lata temu w Krakowie i rok temu w Łodzi i to były naprawdę świetne koncerty! Spore wrażenie zrobił na mnie zwłaszcza ten ostatni występ, gdzie połączyliście numery z “Painkiller” z nowym albumem, “Invincible Shield”. Wyszła z tego zabójcza setlista. Jak wspominasz tamto tournee? Było wyzwanie, zagrać tak energiczny zestaw numerów?
Ian Hill: Tak, wiesz, to zawsze niezła frajda. Dlatego to robimy. W sumie nie ma obecnie żadnego innego powodu, wiesz? Po prostu dobrze się bawimy. I zawsze jest wspaniale. Uwielbiamy Polskę. Mamy parę fajnych wspomnień związanych z Waszym krajem. Zawsze to przyjemność tu być. Dlatego to robimy, bo jest frajda. Po raz pierwszy będziemy teraz w Warszawie. Wydaje mi się, że nigdy tu nie dotarliśmy. Więc naprawdę nie możemy się doczekać. To fajna sprawa, być gdzieś po raz pierwszy. Spotykać nowych ludzi, poznawać nowe miejsca. Bardzo się na to cieszymy. Będzie dobrze.
Koncert Judas Priest w ramach trasy Faithkeepers Tour odbędzie się 28 lipca 2026 roku w hali COS Torwar w Warszawie. Imprezę organizuje agencja Live Nation Polska.
Rozmawiał: Marcin Puszka
Zdjęcia: Marcin Puszka
Specjalne podziękowania dla Michała Mazura z Heavy Metal Pages za pomoc w umówieniu wywiadu!













![Top 5 wydarzeń kulturalnych w regionie [27 lipca - 2 sierpnia] 9 EAttachments96576864ef7d1d0bb063adb1d1afd8ace3761a3 xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/07/EAttachments96576864ef7d1d0bb063adb1d1afd8ace3761a3_xl-350x250.jpg)
