Lubelscy naukowcy odkrywają tajemnice mózgu, a konkretnie tego jak postrzega i zapisuje on czas. Jak się okazuje nie ma konkretnego miejsca w mózgu, który za to odpowiada. Jak więc „ogarniamy” czasoprzestrzeń i po co nam tzw. „komórki czasu”?
O tym wszystkim – i nie tylko – z dr Ingą Korolczuk z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie rozmawiał reporter Radia Lublin Tomasz Maczulski.
Usłyszałem od pewnego eksperta, że fizycy i inni specjaliści z zakresu nauk ścisłych mają problem z określeniem czym w ogóle jest czas. To jak z tym radzi sobie nasz mózg?
– Czas jest faktycznie nieuchwytny i my próbujemy znaleźć już od ponad 30 lat miejsce, gdzie jest on w mózgu. Okazało się, że nie ma takiego jednego obszaru. Na ten moment nauka mówi nam, że za przetwarzanie czasu jest odpowiedzialne wiele różnych obszarów, które ze sobą współpracują, ze sobą „rozmawiają” – mówi dr Ingą Korolczuk.
– Jest też tak, że są obszary, które aktywują się w różnych zadaniach. Wyobraźmy sobie, że naszym zadaniem jest stukanie do rytmu palcem. Wówczas obszary, które się aktywują są to obszary ruchowe, dlatego że zaangażowany jest w to ruch. Jeśli natomiast naszym zadaniem jest oszacowanie długości bodźca, czyli wizualnego wydarzenia, wówczas zaangażowana może być nawet kora wzrokowa, która jest odpowiedzialna przede wszystkim za odbieranie bodźców wizualnych dookoła nas. Po pierwsze czas nie jedno ma imię, po drugie jest on kodowany w różny sposób – wyjaśnia dr Ingą Korolczuk.
Jakie to ma konsekwencje? Bo powstaje pytanie, jak rozpoznajemy kolejność czasu i jak zapisujemy ten czas w mózgu?
– Jeśli chodzi o taką kolejność czasu, czyli na przykład jeśli retrospektywnie przypominamy sobie, kiedy coś się wydarzyło, to są takie komórki w hipokampie. Hipokamp to taki obszar mózgu, który jest związany z zapamiętywaniem informacji. I te komórki są nawet nazywane „komórkami czasu”. Czyli one są wyspecjalizowane do tego, żeby służyć nam jako taki „album do zdjęć”. Czyli możemy sobie wyobrazić, że mamy wiele zdjęć. Jeśli nie mielibyśmy ich chronologicznie uporządkowanych, wtedy łatwo by było nam się zgubić i nie mieć dostępu do tego, jak to przebiegało w naszym życiu. Takie same zadanie mają te komórki. Tworzą one pewnego rodzaju „rusztowanie” dla naszych wspomnień – tłumaczy dr Ingą Korolczuk.
– Wyobraźmy sobie, że w tym momencie prowadzimy konwersację i rozmówca może przewidzieć, kiedy mniej więcej powiem następne słowo. Jest taka bardzo ciekawa teoria, która zakłada, że czas jest kodowany jako zmiana aktywności neuronalnej. To znaczy możemy sobie wyobrazić w tym momencie taką gładką powierzchnię wody. Jeśli rzucimy na nią kamień, zaczną rozchodzić się okręgi. Jest taka teoria, która zakłada, że mózg nie potrzebuje nawet specjalnych obszarów, tylko potrafi odczytać ze swojej własnej aktywności, kiedy coś się wydarzyło. Czyli komórki potrafią się aktywować sekwencyjnie i po tym, która sekwencja neuronów jest w tym momencie aktywna, mózg potrafi rozszyfrować, kiedy coś się zaczęło – stwierdza dr Ingą Korolczuk.
Rozumiem, że kiedy jakiś jeden obszar mózgu zostanie uszkodzony, nie tracimy całkowicie poczucia czasu?
– Może być tak, że po uszkodzeniu danego obszaru mózgu faktycznie znikają nam funkcjonalności związane z określonym przetwarzaniem czasu. To znaczy nie będziemy w stanie wyśledzić rytmu, ale to wcale nie oznacza, że nie będziemy w stanie chociażby porównać dwóch wydarzeń, tego, ile one trwały. Mózg jest niesamowicie plastyczny, czyli potrafi dostosować swoje działanie nawet w obliczu pewnych uszkodzeń – zauważa dr Ingą Korolczuk.
– W swoich badaniach zajmuję się nie tylko tym, jak czas jest kodowany w mózgu, ale tym jak wykorzystujemy czas po to, żeby po prostu lepiej reagować w otaczającym nas świecie. Czyli w jaki sposób mózg pozwala nam przewidywać przyszłe wydarzenia. A jest to możliwe dzięki temu, że w codziennym życiu często otrzymujemy wskazówki, kiedy coś się wydarzy. Chociażby odliczanie na sygnalizacji świetlnej informuje nas, kiedy zaświeci się zielone światło. I my możemy wykorzystać tę informację później, żeby ruszyć szybciej. Nawet kiedy tańczymy, przewidujemy kolejny moment piosenki. Nasz mózg cały czas wykorzystuje tę przewidywalność, żeby adaptacyjnie dostosować się do środowiska – wyjaśnia gość Radia Lublin.
I do jakich wniosków pani doszła?
– Moje wyniki bardzo mnie zaskoczyły. Skoro przewidywalność pomaga nam ogólnie w życiu, stajemy się szybsi, to wyobrażałam sobie, że również będzie pomagała nam hamować impulsywne działania. Ale zupełnie tak nie jest. Impulsywne, czyli takie, które w danym momencie byłyby niewłaściwe. Osoby bez ADHD popełniają więcej błędów, są bardziej impulsywne, trudniej im wyhamować automatyczną reakcję. I my widzimy efekt. Przewidywalność czasowa obniża nasz próg motoryczny. Z jednej strony działamy szybciej, ale ma to swój koszt. Czyli popełniamy więcej błędów – dodaje dr Ingą Korolczuk.
Jeżeli następnym razem poczujemy, że czas pędzi jak szalony albo niesamowicie się dłuży, to oznacza, że nasz mózg „kombinuje” coś z naszymi neuronami.
Z pewnością wiele jednak pozostaje do odkrycia…
MaTo / opr. ToMa
Fot. pixabay.com
Pliki dźwiękowe
Z dr Ingą Korolczuk rozmawiał Tomasz Maczulski







![Top 5 wydarzeń kulturalnych w regionie [27 lipca - 2 sierpnia] 8 EAttachments96576864ef7d1d0bb063adb1d1afd8ace3761a3 xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/07/EAttachments96576864ef7d1d0bb063adb1d1afd8ace3761a3_xl-350x250.jpg)

