Tragiczny wypadek w centrum Lublina. W jego wyniku zginęła 17-letnia dziewczyna, a 7 osób trafiło do szpitala. Do podobnego zdarzenia doszło 3 lata temu na Al. Jana Pawła II – wtedy w wypadku zginęły 3 młode osoby. Dlaczego w dalszym ciągu dochodzi do takich wypadków? Czy marka samochodu wpływa na zachowanie kierowcy? I najważniejsze – co można zrobić, by zapobiegać takim zdarzeniom – o tym wszystkim nasza reporterka rozmawiała z ekspertem w zakresie prawa o ruchu drogowym, doktorem Michałem Skwarzyńskim z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
– Trudno oczywiście w jednoznaczny sposób przesądzać, ale wydaje się, że po pierwsze prędkość, po drugie, moim zdaniem, prawdopodobnie uderzenie w krawężnik lub wystrzał, lub uszkodzenie opony z jakichś powodów – mówi dr Michał Skwarzyński. – Może butelka szklana, mogą być tego typu przypadki. Biegły na pewno bezspornie to stwierdzi, bo zawsze opona, jeżeli jest uszkodzona, to ona się w specyficzny sposób rozpada. I po prostu widać, że najpierw był wystrzał opony, uszkodzenie opony, a później wydarzyło się zdarzenie drogowe. Biegli mają zabezpieczony wrak, więc będą w stanie to wszystko ustalić. Ale najbardziej prawdopodobne jest to, że ludzie widząc drogę dwupasmową w mieście nie biorą pod uwagę, że to nie jest droga dwupasmowa poza terenem zabudowanym. Poza terenem zabudowanym, jeżeli mamy drogi dwupasmowe, to proszę zwrócić uwagę, że mamy pobocze, a jeżeli nie ma pobocza, to jest trawa, jest płaska powierzchnia. W miastach zaś mamy krawężnik. To jest tak samo, jak jest „eska” i wyjazd z Lublina. Do tego miejsca, gdzie jest Lublin, są krawężniki, dlatego tam jest dużo wyższe ograniczenie prędkości niż tam gdzie ich nie ma. Dlatego, że przy dużych prędkościach uderzenie w krawężnik powoduje bardzo często wyrzucenie na przeciwległy pas ruchu, bo samochód kompletnie traci przyczepność, odrywa się od nawierzchni i to jest bardzo niebezpieczne. Wydaje mi się, że tutaj leży tego typu przyczyna, więc najbardziej prawdopodobne to jest prędkość i krawężnik.
CZYTAJ: Tragiczny wypadek w centrum Lublina. Zginęła 17-latka [AKTUALIZACJA]
Nawiązujemy trochę też do wypadku, który wydarzył się kilka lat temu na Al. Jana Pawła II w Lublinie. Podobna sytuacja, tylko że tam zginęły wtedy trzy osoby. Dzisiaj mamy na ten moment taki bilans, że jest 7 rannych i zginęła jedna osoba, nastolatka.
– Tak, ale to był dokładnie taki sam przebieg. Też bardzo wysoka prędkość, też droga wielopasmowa, która daje takie poczucie, że można jeździć bezmyślnie, brawurowo. A tak jak powtarzam, duże prędkości przy samochodach, które nie są ciężkimi samochodami, nie są samochodami, które mają swoją masę i mają nisko punkt ciężkości, powodują, że przy uderzeniu przy wyższej prędkości w krawężnik taki samochód traci przyczepność. Wyrzucenie na drugi pas ruchu, na przeciwległy pas ruchu to nie jest niestety nic nadzwyczajnego w takiej sytuacji.
Czytałam badania przygotowane przez firmę ubezpieczeniową, według których wypadki najczęściej powodują osoby w wieku 14-24 lat. Czy to prawda?
– To wynika z wielu przyczyn. Pierwsza to jest oczywiście brak doświadczenia. Druga to pewnego rodzaju brawura wynikająca z wieku, często chęć popisania się. Też miałem w kancelarii bardzo wiele takich spraw, które wynikały tylko i wyłącznie z tego właśnie faktu, że ktoś chciał się popisać czy przed kolegami, czy przed koleżankami i doprowadzał do tragicznego zdarzenia. Te statystyki oczywiście są prawdziwe. Największą liczbę wypadków powodują młodzi kierowcy właśnie z tych dwóch przyczyn.
Nie chcę stygmatyzować, ale często mówi się o mentalności pewnej grupy kierowców. Czy dane to potwierdzają?
– Statystyki mówią, że to jest urban legend. Nie ma tak, przecież wtedy w statystykach wychodziłoby, że dane marki pojazdów uczestniczą w zdarzeniach częściej. A tak nie jest. To się rozkłada mniej więcej równomiernie. To są rzeczy tak naprawdę wynikające z umiejętności jazdy i po prostu zrozumienia wypadków drogowych. U nas niestety źle szkoli się kierowców. U nas szkoli się kierowców po to, żeby zdali egzamin, a nie po to, żeby umieli jeździć. Uważam, że jak dokonał się rozwój techniki, to naprawdę powinniśmy robić dwuetapowe szkolenie kierowców. Po pierwsze, jedno, żeby zdali egzamin, a drugie, wymagać później, żeby w ramach kursu każdy miał, nie wiem, przez pięć lat przechowywane nagrania, w których musi dokonać jazdy, już mając prawo jazdy, z instruktorem, ze szkołą jazdy w określonych sytuacjach drogowych: skrzyżowań, autostrad, parkowań, wyprzedzań, żebyśmy mieli wszystkie manewry nagrane, jak ten ktoś był przeszkolony, jak ma je robić. Jazda w poślizgu powinna być absolutnie obowiązkowa. Dzisiaj tych szkół, które mają taką infrastrukturę, które mogą uczyć jazdy w poślizgu, jest bardzo dużo. Kolejna rzecz, nie ma kompletnie szkolenia – i kierowców, i też motocyklistów – co do sił, jakie są przenoszone w czasie zdarzenia drogowego, jakie to są energie. Oni po prostu nie mają świadomości, że czasem te 10 km/h robi kolosalną różnicę w drodze hamowania, a w przypadku pieszego często decyduje o życiu i śmierci. Po prostu ludzi nie uczy się tego, od czego tak naprawdę powinno się zaczynać, czyli podstawowych skutków praw fizyki, których nie unikniemy.
Fizyka zderzeń samochodowych wskazuje, że podwojenie prędkości powoduje, że energia uderzenia wzrośnie aż czterokrotnie. Jeśli dozwolona prędkość wzrośnie trzykrotnie, to znaczy, że uderzenie odbędzie się z dziewięciokrotnie wyższa siłą. Najlepiej ten efekt pokazują statystyki wypadków z udziałem pieszych: prawdopodobieństwo śmierci pieszego potrąconego przez samochód przy około 30 km/h wynosi kilka–kilkanaście procent, przy 50 km/h sięga już około 50 procent, a przy 65-70 km/h ginie już przytłaczająca większość osób.
InYa / opr. WM
Fot. Dariusz Miącz
