Na manowcach, czyli humaniści w Niecce Nidziańskiej – tak brzmi tytuł dyktanda, które napisało dziś (05.05) ponad 80 osób na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wszyscy chętni mogli zmierzyć się z tekstem, zgodnie z nowymi zasadami ortografii i interpunkcji, które obowiązują od tego roku.
I tak na przykład: Na rozkminach o ortoepii, pisowni przedrostka „pół-”, skontrahowanych samogłoskach i rekonstrukcjach „żegadła”, synekdochach, koherencji i winkelriedyzmie, minęło ohydne przedwiośnie anno domini 2026 i niepostrzeżenie nadeszła majówka...

Dyktando ma być wymagające i interesujące
– Wychodzę z założenia, że dyktando ma być nie tylko wymagające, ale i interesujące – mówi dr hab. Jolanta Klimek – Grądzka, Katedra Języka Polskiego WNH. – Dużo lepiej czyta nam się i pisze nam się teksty, w których temat nas porywa, w których coś się dzieje, jakiś suspens się zdarza, jakiś żart. Zobaczymy jak będzie tym razem.
– Nie ma się czym stresować, wydaje mi się. Trochę ciężko, gdy się człowiek przyzwyczaił do pisania w określony sposób przez tyle lat, ale tych zasad nie ma aż tak dużo – mówi uczestnicy dyktanda. – Myślę, że najtrudniejsze będzie przezwyciężenie takich naleciałości, żeby uświadomić sobie, że te zasady jednak się zmieniły i trzeba pisać inaczej niż się pisało przez ostatnie lata. Przygotowania to całe życie obcowania z językiem, a nastawienie? Neutralne, bez większego napięcia. Tych zasad nie ma tak dużo, żeby trzeba było się tego uczyć. Myślę, że pozytywne nastawienie. Ile czasu się przygotowywałam? Myślę, że niewiele. To jest raczej dla mnie taka czysta forma sprawdzenia mnie samej.
Interpunkcja to wyraz ładu myśli
– Profesor Bralczyk powiedział kiedyś, że interpunkcja jest takim wyrazem ładu myśli – mówiła podczas otwarcia prorektor do spraw kształcenia, doktor habilitowaną Ewę Domagałę-Zys, profesor KUL. – Sądzę, że państwo wszyscy, jak tutaj siedzicie, taki ład myśli w sobie macie i przepięknie go przekażecie pismem.
– Nie dość było résumé Rady Języka Polskiego i komentarzy lingwistów: internet wrzał, malkontenci zżymali się jak zwykle, a domorośli puryści, świętsi od papieża, wieszczyli rychły upadek obyczajów -fragment dyktanda czytany przez dr hab. Jolantę Klimek – Grądzką.
Jak długo powstawało dyktando?
– Brzydko mówiąc, jak już złapię flow, to płynę. Wystarczy tak naprawdę znaleźć jakieś słowa kluczowe. Tutaj określony punkt na mapie stał się wskazówką, za którą podążałam. Kilka przemyciłam rzeczy, które powinny już wywołać tę nową zmianę z pamięci i trzeba będzie zastosować tę nową regułę – dodaje Jolanta Klimek – Grądzka.

Język polski i jego pisownia się zmienia!
– Język polski się zmienia, pisownia się zmienia – mówi Mariusz Koper z Instytutu Językoznawstwa KUL. – Zostało wprowadzonych kilkanaście zmian, jeśli chodzi o tę reformę ortografii. Wśród nich takie kluczowe i wydaje mi się, że jak najbardziej słuszne i oczywiste, aby nazwy mieszkańców miast, wsi, dzielnic pisać wielką literą. Pozwolę sobie tutaj na taki nawet żart, że dla niektórych to nie będzie żadna reforma, dlatego że już od dawna pisali Lublinianin wielką literą.
– Znienacka samozwańczym liderem ad hoc sformowanej grupy piechurów został Światożar, wieczny student, który na Erasmusie zmitrężył semestr czy dwa. […] Tajemnicą poliszynela było, że ten pożal się Boże herpetolog o aparycji rzezimieszka uwielbiał przyszponcić – fragment dyktanda czytany przez dr hab. Klimek – Grądzką.
– Jeszcze 3 lata przed wojną była bardzo duża taka reforma ortografii. Myślę, że ona zrewolucjonizowała pisownię polską. Wtedy również się spierano, czy aby na pewno trzeba pewne rzeczy ujednolicać. Proszę sobie wyobrazić, że do 1936 roku pisano na przykład żuraw przez „ó”. Do 1936 roku pisano ogórek przez „u” – dodaje Mariusz Koper.
– Po dwuipółgodzinnym marszobiegu w tempie, którego nie powstydziłby się ultramaratończyk, asystent z Kolegium Anglistyki, Światek zaordynował postój w przydrożnej maziarni, nieopodal wpółzrujnowanej szachulcowej konstrukcji, ongiś pełniącej funkcję spichlerza, i zapadł w sen – kolejny fragment dyktanda czytany przez dr hab. Jolantę Klimek – Grądzką.

Dyktando było trudne czy łatwe?
– Myślę, że dobrze, chociaż mogło być lepiej. Największą trudność sprawiły chyba niektóre wyrazy, których nie znałam. Trzy nazwy gatunkowe były, to było w porządku jeszcze. Ni stąd, ni zowąd – troszkę było trudno zapisać. Cały tekst był dziwny był. Nie było źle, powiem szczerze, że bałam się, że będzie gorzej. Były takie nazwy, których nie słyszałam. Widać, że pani profesor podeszła do tego z humorem. Myślę, że było okej. Spotykałam trudniejsze dyktanda, z tego względu, że jeździłam na różne konkursy. Dałam bym takie 8 na 10. Dyktando bardzo fajne, tyle że nie miałam pojęcia co oznaczają niektóre wyrazy, ale mam nadzieję, że dobrze zapisałam, chociaż większość.
– Zrządzeniem losu nie było z nami prodziekan do spraw studenckich WNH, która na pewno poleciłaby nam zapisać to wszystko i to bezbłędnie – fragment dyktanda czytany przez dr hab. Jolantę Klimek – Grądzką.
Zwycięzcą dyktanda został student humanistyki cyfrowej i absolwent historii sztuki KUL Bernat Jerzy Feliks, który miał 25 błędów (głównie interpunkcyjnych). Drugie miejsce zajęła Katarzyna Sołtys – pracownik Biblioteki Uniwersyteckiej KUL, a trzecie – student piątego roku hispanistyki Artur Jeżewski.
EwKa / opr. AKos
Fot. Ewelina Kwaśniewska
Pliki dźwiękowe
Zmierzyli się z ortografią i interpunkcją! Dyktando zwiodło ich na manowce?














