Szczebrzeszyn bez długów. Rozmowa z burmistrzem Rafałem Kowalikiem

EAttachments949463154b9d27c54ae467c64f472c344434516 xl

O inwestycjach, przepisie na samorząd bez zadłużenia, ale i tajemniczej sprawie zaginionego chrząszcza – z burmistrzem Szczebrzeszyna Rafałem Kowalikiem rozmawia Joanna Nowicka.

Burmistrz informował w mediach społecznościowych jakiś czas temu, że Szczebrzeszyn już nie jest zadłużony. To jeszcze aktualne, czy już zdążyliście zaciągnąć jakiś kredyt od tego czasu?

– Nie, to dalej aktualne – potwierdza Rafał Kowalik. – Nie jesteśmy zadłużeni. Jesteśmy jedną z małolicznych gmin, która zadłużenia nie ma. Zacisnęliśmy trochę w zeszłym roku pasa, troszkę oszczędności, też troszkę pozyskanych środków. No i nie wszystko szło z budżetu, a dużo z dofinansowań. Te oszczędności w tym roku się pojawiły. Chciałem do końca roku spłacić kredyt. Spłaciłem go dużo wcześniej. Zaoszczędziłem odsetki. Same odsetki to jest duża oszczędność, ale też to takie poczucie swobody teraz w tym Szczebrzeszynie, że jesteśmy teraz miastem bez długów i bez zobowiązań. Miastem, w którym też czuję, że tych długów nie będziemy zaciągać w przyszłych latach.

Ale w ogóle? Zwykle miasta, samorządy się zadłużają po to, żeby inwestować. Jeśli jest okazja na jakieś środki zewnętrzne, na wkład własny.

– My już teraz szukamy rzeczy, które by były dla Szczebrzeszyna do przodu, żeby się nie zadłużać, więc idziemy w te dofinansowania jak najwyższe 70, 100%. Staramy się pisać dobre wnioski, dobre projekty. Wszyscy mówią, że to bierze się na inwestycję i tak, to jest prawda. Tylko inwestycja musi być zwrotna. I można wybudować 20 remiz, a z tych remiz pieniędzy nie będzie. Można wybudować jeden blok, z którego będzie zysk. Trzeba mądrze inwestować. Ja staram się oszczędzać, staram się racjonalnie wydawać środki. No same przetargi. Przetargi ogłosiliśmy na początku roku, po starych cenach. Te przetargi poszły nam bardzo tanio. Płatności tak naprawdę za inwestycje mamy dopiero na jesień. Więc co robię z pieniążkami, które mam zabezpieczone? Dałem na lokaty. Szczebrzeszyn teraz troszeczkę lokatą stoi. Te pieniążki czekają na wykonawców, popłacimy im te pieniążki po wykonanych inwestycjach. Ale od stycznia te pieniądze w budżecie miasta są zabezpieczone.

CZYTAJ: Rafał Kowalik burmistrzem Szczebrzeszyna

Powiedzmy trochę o tym tegorocznym budżecie. Jak bardzo jest on proinwestycyjny?

– Około 78 może i 80 milionów w tym roku wyciągniemy. Na razie po stronie dochodowej jesteśmy bardzo dobrze. I w kwestii podatków, których nie podwyższaliśmy za bardzo, ale też bardzo ładnie mieszkańcy płacą podatki. I też mieliśmy takich kilku dłużników wieloletnich, których zwindykowałem jako burmistrz. Same odsetki od takich dużych przedsiębiorców były bardzo sporym zastrzykiem finansowym dla miasta. Mamy też kilka nowych tych inwestycji, które się tworzą. Przedsiębiorców, którzy budują i też staram się iść tym przedsiębiorcom na rękę. Nie tylko przedsiębiorców doimy i doimy podatkami. Wręcz przeciwnie. Staram się tym przedsiębiorcom umarzać w tym roku, w którym zaczynają swoją działalność. Nie od razu brać, ale też troszkę, że tak powiem, odpuścić. Dać czas, a jeść małą łyżką. Bo to są miejsca pracy. Każde przedsiębiorstwo to są dodatkowe pieniądze, dodatkowe obiady, dodatkowa infrastruktura, etc. Więc ja naprawdę staram się o tych przedsiębiorców jak najbardziej dbać w mojej gminie.

Trochę dróg, kanalizacja, oświetlenie.

– Oświetlenie, kanalizacja, infrastruktura sportowa, wodociągi robimy – wylicza Rafał Kowalik. – Też parę takich porządnych projektów. Park miejski, bo w Szczebrzeszynie, niby takie małe, piękne, ładne miasteczko, tak naprawdę tego parku miejskiego nie ma. Zazdrościmy trochę Zamościowi, zazdrościmy Zwierzyńcowi, że takie piękne parki mają. Staramy się tutaj. Rada miejska ostatnio wyraziła zgodę na zakup działek pod te właśnie parki miejskie. Chcemy piękny park miejski na ponad chyba 10 ha zrobić, nad rzeką Wieprz oczywiście. Też takie małe rzeczy, które są na co dzień. Ostatnio kupiliśmy leżaki, a dzisiaj się pochwalę, bo chrząszcza nam ukradli w Szczebrzeszynie – śmieje się burmistrz.

No właśnie, widziałam w mediach społecznościowych, że coś się wydarzyło, ale burmistrz nie jest w to w żaden sposób zamieszany?

– Wszyscy w Szczebrzeszynie się dziwią, gdzie jest chrząszcz, ale proszę się uzbroić w cierpliwość. Myślę, że do około 7 dni chrząszcz wróci.

CZYTAJ: Bogata oferta, ale promocja kuleje. Branża turystyczna debatowała w Szczebrzeszynie

Ale to ten sam wróci?

– Też jeszcze troszeczkę odmieniony, troszeczkę stuningowany, troszeczkę poprawiony, może nowocześniejszy. Może trochę większe skrzypce będzie miał, zamienione na kontrabas. Cokół się nam odsunął, więc będziemy go reperować, ale w tym czasie może go też troszeczkę unowocześnimy.

W tym roku będzie pan drżał przed sesją absolutoryjną, bo w ubiegłym roku nie było wotum, nie było absolutorium.

– Radni, mimo że nie dali mi absolutorium, to została ich decyzji unieważniona, bo nie była zgodna z prawem – opowiada Rafał Kowalik. – Wykonanie budżetu było ponad 105% w zeszłym roku. Tak naprawdę pchamy Szczebrzeszyn do przodu i wszystkie inwestycje, które są, są wykonywane. Czy drżę? Nie drżę, ponieważ absolutorium z wykonania będę miał w razie czego, jak mi radni uznają, że nie wykonałem, a wykonałem zeszłoroczny budżet. To nic radzie miejskiej nie daje. Natomiast kwestia zaufania, czyli tego właśnie wotum zaufania dla burmistrza. No tutaj przy podniesieniu drugi raz, nieudzieleniu mi wotum zaufania przez radnych, no niestety może się to skończyć dla mnie referendum. Kosztem dla miasta, bo takie referendum oczywiście kosztuje. Jest to decyzja rady, którą ja jak najbardziej będę szanował. Jest kilku radnych, z którymi się da współpracować. Mam dwóch takich radnych bardzo opozycyjnych w stosunku do mnie. No nie wiem, jakieś tam przeszłości, zaległości. Ale tutaj czuję poparcie mieszkańców, czuję to każdego dnia, gdy przychodzę do pracy, gdy mam dzień otwarty.

CZYTAJ: Instytut Rozwoju Języka Polskiego w Szczebrzeszynie? Jest projekt PiS

Pan do wyborów startował jako bezpartyjny samorządowiec. W dalszym ciągu się nic nie zmieniło, tak? Bo zdarza się Panu stanąć obok polityków PiS-u, przy różnych wydarzeniach, ale nie tylko.

– PiS-u, PO, PSL. Szanowni Państwo, ja nigdy nie staram się z żadnymi politykami ani walczyć, ani też, że tak powiem, być w jakichś tam super relacjach. Ja jestem człowiekiem, który jest otwarty, który z każdym porozmawia, z każdym sobie zrobi zdjęcie. Każda złotówka przyniesiona do Szczebrzeszyna mnie cieszy. Nie pachnie mi partią, pachnie mi tym, że coś się w moim mieście dzieje, rozwija i buduje. Czy tutaj posłowie z PO czy posłowie z PiS-u, czy z innych ugrupowań, z PSL-u, Konfederacji, etc. Jeśli przyniósł mi jakikolwiek wkład finansowy dla mieszkańców i coś się w Szczebrzeszynie dzięki nim ruszy, to jestem im bardzo wdzięczny. Dlatego się staram tę bezpartyjność trzymać i chcę być zawsze bezpartyjny.

Ile pan zarabia?

– Na konto przychodzi mi około 11 300 zł miesięcznie – ujawnia Rafał Kowalik. – Ktoś powie, że dużo. Jest to najniższe wynagrodzenie wśród wójtów i burmistrzów na Lubelszczyźnie. Zaczęli się śmiać, że nawet wójt takiej sąsiednich miejscowości, które jest bardzo zadłużona i która budżetu ma chyba koło 15 czy tam 12 milionów, ma 380 zł więcej niż ja. Burmistrz miasta, które ma ponad 80 milionów. Szanowni Państwo, wypłatę burmistrzowi określają radni rady miejskiej. Ja dostałem najniższe uposażenie. Sprawiedliwych. Widełki są dosyć wysokie. Ja samego zasadniczego mam w tym momencie 8 500 zł, a maksymalne uposażenie niektórych wójtów, burmistrzów u nas to jest około 16 000 zł. Więc dwa razy tyle mają niektórzy, co ja. Nie zazdroszczę, bo ja nie przyszedłem się do samorządu dorabiać. Przyszedłem do samorządu pracować. To co mam mi wystarcza na co dzień. Niemniej jednak troszeczkę to boli, bo jak ja się pomylę, to jak saper, będę musiał zapłacić czasami dużą karę. Piątek, sobota, niedziela, burmistrz jest cały czas pod telefonem, ja nie mam przerwy, ja nie mam jakichś tutaj. Bardzo rzadko, że gdziekolwiek wyjeżdżam, nie mam urlopów.

Zdarza się Panu oddać część pensji na cele społeczne?

– Zdarza mi się oddać pensję, i krew oddaję. Dużo rzeczy oddaję. Szanowni Państwo, jeżeli są czasami rzeczy, które bolą, bo nie mogę z pieniędzy samorządu wesprzeć stowarzyszeń, bo stowarzyszenia się finansują na innych zasadach czy jakichś dobrej inicjatywy, to staram się to wspierać. Oddaję te pieniążki. To małe czy niemałe, no 1000, 1200, 1500, zależy. Jeżeli ktoś coś robi dla społeczeństwa, ktoś coś robi u mnie, to ja się nie raz dokładam. Po 100, 200, ale zawsze się dołożę. Pójdę, kupię strażakom, że tak powiem, przysłowiową kiełbasę. Do KGW też się dorzucę, do jakiegoś poczęstunku. No tak mam po prostu w życiu, nigdy się nie boję wyciągnąć swojego grosza z kieszeni i komuś tam dawać.

W 2029 roku następne wybory. To jeszcze sporo czasu zostało. Niech pan powie jakie priorytety, co by pan chciał zrobić tak na pewno.

– Przede wszystkim najważniejsze dla mnie jest to, żeby tę kadencję skończyć tak, żeby, nie będąc już burmistrzem, a będąc zwykłym obywatelem, dalej był szanowany. Więc to dobre imię, nazwisko Kowalik, żeby jednak zostało. Dla mnie i dla syna, który mi się urodził. Więc to jest takie najważniejsze dla mnie. A dwa, to przede wszystkim rozwój miasta, który ja już teraz widzę i co się będzie działo w Szczebrzeszynie. To co się już teraz dzieje w Szczebrzeszynie. Nie chcę siąść na laurach, więc tak jakby dalej idę w to wszystko. To lubię, to mnie nakręca, że się mówi o Szczebrzeszynie. Tym bardziej, że jest o czym mówić.

Rafał Kowalik rządzi w Szczebrzeszynie pierwszą kadencję. 

JN / opr. PrzeG

Fot. Rafał Kowalik Samorządowiec FB

Exit mobile version