Grupa aktywistek interweniowała na terenie Muzeum Wsi Lubelskiej z zagrodzie królików. Lubelski skansen zapowiada kroki prawne i zgłoszenie sprawy na policję. Aktywistki twierdzą, że zwierzęta były zaniedbane, nie zgadza się tym oskarżeniem dyrekcja placówki.
– To było bezprawne wejście na nasz teren i próba kradzieży zwierząt – mówi dyrektor Muzeum Wsi Lubelskiej, Bartłomiej Bałaban. – Jeżeli ktoś przyjeżdża z klatkami, wywiera presję na pracownika, żeby mu otworzyć, zasłania się, że jest prezesem jakiegoś stowarzyszenia, pakuje zwierzęta do klatki i chce je wynieść, jest to zwykła kradzież. My płacimy za opiekę weterynaryjną. Nie może ktoś przyjechać i powiedzieć, że królik ma poranione ucho i on musi go zabrać.
CZYTAJ: Aktywistki chciały zabrać króliki. Muzeum i stowarzyszenie przedstawiają sprzeczne wersje wydarzeń
– Działaliśmy i działamy zgodnie z prawem – odpowiada prezes Stowarzyszenia Uszaty Lublin, Joanna Szcześniak. – To nie była próba kradzieży. Weszliśmy na teren z pracownikiem placówki, to wszystko jest nagrane na kamerach. Na pewno będziemy dążyć do tego, żeby te zwierzęta zabrać oficjalnie. Czyli już nie będziemy podejmować jakichś działań, czy kontaktować się z muzeum, bo tutaj nie jesteśmy w stanie dojść do żadnego konsensusu.
Jak poinformował dyrektor Bałaban, aktywistki podczas sobotniej interwencji „umieściły 12 królików w pięciu klatkach transportowych”, gdzie zwierzęta spędziły kilka godzin.
CZYTAJ: Królicza sprawa. Prorektor broni lubelskiego muzeum
Według Stowarzyszenia zwierzęta były zaniedbane, a ich warunki bytowe złe. Natomiast Muzeum Wsi Lubelskiej zapewnia, że zagroda królików jest czysta i są one pod stałą opieką lekarza weterynarii.
MaTo / opr. ToMa
Fot. pexels.com
