W ubiegłym roku koszykarze PGE Startu Lublin zakończyli sezon dopiero pod koniec czerwca ze srebrnym medalem mistrzostw Polski. Obecny sezon nie był już tak udany. Lubelski zespół nie zakwalifikował się do play-off. Z bilansem 10 zwycięstw i 20 porażek zajął 13. miejsce.
Trener Wojciech Kamiński tak podsumowuje rozgrywki. – Od początku, odkąd przyjechałem do Lublina, powtarzałem, że jest to miejsce specjalne dla mnie, niedaleko mojego domu. Mam dużo rodziny w Lublinie i w okolicach. Po co więc szukać szczęścia daleko od domu, jak można znaleźć blisko. Bardzo się cieszę, dziękuję prezesowi Pelczarowi za zaufanie, po tym nienajlepszym sezonie. Natomiast wszyscy pamiętamy co było w poprzednim i chcemy dążyć do tego, aby sezonów takich jak ten pierwszy było więcej. Dobrze mi się pracuje w Lublinie. Oczywiście popełniliśmy pewne błędy, natomiast w kolejnych sezonach musimy ich unikać. Budżet musi wyglądać troszkę pokaźniej, bo na granie dwa razy w tygodniu w europejskich pucharach, jeszcze w eliminacjach do Champions League, trzeba mieć bardzo szeroki skład. Granie w europejskich pucharach jest jak pocałunek śmierci dla niektórych polskich klubów i myślę, że w tym sezonie tego doświadczyliśmy.
Co na temat nieudanego sezonu mówią zawodnicy Startu Filip Put i Michał Krasuski? – Ciężki był, nie układał się tak jak chcieliśmy. Były wzloty i upadki. Niestety, kiedy był wzlot, nie byliśmy w stanie tego podtrzymać i wejść na passę wygranych meczów, co dodałoby nam trochę pewności siebie. Ale z porażek trzeba wyciągać tylko pozytywne rzeczy. Tu jest na pewno duże pole do poprawy. Trzeba przeanalizować, odpocząć, przyjść w przyszłym sezonie lepiej przygotowanym na trudy całych rozgrywek i po prostu walczyć do końca.
Nowy sezon rozpocznie się jesienią. Wypada mieć nadzieję, że tym razem klub zdoła skompletować odpowiedni skład.
AR
Fot. Iwona Burdzanowska / archiwum RL
Pliki dźwiękowe
Wojciech Kamiński
Filip Put i Michał Krasuski









