Złoty, złotszy, najzłotszy. W jakim okresie komiksu polskiego żyjemy?

EAttachments944414074793ec3cd30e310e2b98e58622a52d9

Komiks polski – Złoty okres to publikacja towarzysząca wystawie pod tym samym tytułem, która odbyła się w Biurze Wystaw Artystycznych w Jeleniej Górze na przełomie roku 2025 i 2026. Jej kuratorem był Piotr Machłajewski, a pokazano na niej prace artystów, o których w większości zwykło się dziś mówić „mistrzowie”, czasem ku ich dezaprobacie, i których komiksy powstały w latach od 1966 do 1989 roku. „Złoty okres” – już sam kurator we wstępie pisze o dystansie, z jakim część badaczy traktuje ten termin, a na jego obronę podaje kilka argumentów, sprowadzających się do tego, że właśnie w tych latach debiutowała grupa artystów, których twórczość odcisnęła piętno na całej historii komiksu w Polsce i którzy mieli wszelkie warunki ku temu, by godziwie zarabiając, swobodnie tworzyć swoje dzieła drukowane w ogromnych nakładach i wznawiane po dziś dzień. Trudno się z tym nie zgodzić, chociaż trzeba też zauważyć, że czasy to były zupełnie inne, a nieskomplikowany wybór pomiędzy „zgniłym” komiksem a śnieżącym ekranem telewizora był korzystny dla historyjek obrazkowych. Nie wchodząc w kompetencje badaczy potraktowałbym ten „złoty okres” bardziej jako czas owiany największym sentymentem; moment zachłyśnięcia się tą formą sztuki, której przecież tak często artyzmu się wtedy odmawiało.

O „złoty okres” można się spierać w nieskończoność, ale nie zmienia to faktu, że ten termin poskutkował szeregiem świetnych tekstów, zebranych na łamach publikacji. Autorzy artykułów (Adam Rusek, Michał Traczyk, Jerzy Szyłak i Jakub Konefał, Marcin Osuch i Konrad Wągrowski, Marek Misiora, Wojciech Birek, Dawid Głownia i Tomas Prokupek), skupiają się na wielu aspektach i wykazując się ogromną wiedzą omawiają je pieczołowicie – jest więc historia Świata młodych, są teksty o Relaxie, o magazynach i fabułach, jak również o recepcji komiksu w ówczesnej prasie; są wypowiedzi ówczesnych artystów oraz ciekawostki nieznane czytelnikom. A do tego biogramy wszystkich twórców, których wielu z komiksiarzy mogłoby zapewne wymienić jednym tchem, zaczynając od Baranowskiego, Christy, Papcia Chmiela, Rosińskiego, Pawel, Kasprzaka, Polcha, Raczkiewicza, Wróblewskiego… Część z nich już nie żyje, część komiks traktowała jako dodatek do innych aktywności, a jeszcze inni do dziś w wywiadach wygłaszają sądy, że teraz to już nie ma komiksu i że „komiks powinien to i tamto” – powinien być realistyczny, powinien być anatomiczny, powinien być historyczny. Tymczasem po okresie wielkiej komiksowej deprechy lat 90. wkroczyliśmy w nowy złoty okres – oparty na ludziach, którzy wychowali się na pracach tamtych mistrzów, ale nie skupiających się już na tym, co komiks powinien, a co może lub mógłby. Zajawkowiczów, przyzwyczajonych do tego, że trzeba rysować, każdego dnia, nawet jeśli nie dostanie się za to pieniędzy. Ludzi, którzy zaczęli budować komiks w oparciu o różnorodność i uczestniczyli w jego rozwoju.

I wszystko to jest piękne, ponieważ dzięki tym pierwszym, mamy kolejnych. I mogę sobie poczytać kolejny odcinek serii Roślinny Ogródek Działkowy, w której Agata Wawryniuk i Robert Sienicki „wszystko skopali” i znakomicie – z humorem i wiedzą – opisali swoje przygody związane z ogarnianiem działki, albo powracające Rewolucje (tom zatytułowany Panaceum, wyd. Timof Comics), w których Mateusz Skutnik ponownie skupił się na życiorysie wynalazcy funkcjonującego w jego niesamowitym uniwersum utkanym z pajęczynek unurzanych w akwareli. Ależ te Rewolucje to jest poezja – w słowie, ponieważ główny bohater zajmuje się łapaniem ludzkich słów, i w obrazie – ponieważ nie jest to klasyczny komiks, który „powinien”, a komiks, który po prostu „jest” i wyróżnia się autorskim podejściem, pięknymi rozwiązaniami w kadrowaniu oraz magiczną puentą. I jedną z najlepszych okładek w wykonaniu Skutnika. ROD z kolei to zeszyt bazujący na przeżyciach autorskiej pary, pokazujący ich współpracę w akcji porządkowania ogródka – akcji, która miała być prosta, a stała się niezwykle skomplikowana. Oni dosłownie wszystko skopali, ale zrobili to po to, byśmy my już nie musieli, gdyby przyszło nam do głowy brać się za ogrodnicze sprawy. Zrobili to, ponieważ mieli zajawkę – do ogrodnictwa i robienia komiksu. Nadal tę zajawkę mają i widać, że będą ją mieć jeszcze przez kilka kolejnych odcinków.

POSŁUCHAJ: czytamy nowe Rewolucje

Czytając zeszyt Wawryniuk i Sienickiego oraz album Skutnika czuję, że mamy teraz prawdziwie złoty okres polskiego komiksu, komiksu bardzo różnorodnego, otwartego, w którym każdy znajdzie coś dla siebie – również ci, którzy od 40 lat mają tych samych mistrzów i wciąż uważają, że komiks „powinien”, a nie „może”.

DySzcz

Exit mobile version