Elektrośmieci jak ciepłe bułeczki. Szybko znikają

EAttachments94512327985184525e613d01eed139a5c7a062f xl

Czy śmieci mogą być obiektem pożądania dla złodziei? Przekonały się o tym Ochotnicze Straże Pożarne z województwa lubelskiego. Organizacje te dołączyły do ogólnopolskiego projektu „OSP na straży środowiska” i zbierają elektroodpady. Środki z ich sprzedaży mogą przeznaczyć na zakup nowego sprzętu. Jednak chętnych na te konkretne śmieci nie brakuje.

– Niejednokrotnie zdarzyło się, że części od tych odpadów zostały skradzione – mówi wiceprezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Bełżycach Rafał Topyła. – Najgorsze jest to, że oprócz tego, że te elektrośmieci zostają wyciągnięte z kontenera, gdzie prowadzimy naszą zbiórkę, to jeszcze zostają rozebrane na części pierwsze. Zostawiony jest duży bałagan, co musimy później sprzątać, utylizować. I pomimo tego, że nagłaśniamy sytuację, nawet teraz, właśnie w sobotę, gdzie PSZOK jest otwarty, tam znajduje się nasz kontener, żeby mieszkańcy mieli trochę lepszy i ułatwiony dostęp do tego, to ktoś zostawił po prostu takie resztki rozebrane pianki po lodówce. Ktoś nam dostarczył telewizor. Później pojechał do domu jeszcze coś przywieźć i zobaczył, że już tego telewizora nie ma, jest rozebrany w całości, wyciągnięty jest po prostu cały kineskop. To notorycznie się zdarza.

CZYTAJ: Polska Stolica Recyklingu. Wyróżniono dwa miasta z regionu

– Rozpoczęliśmy zbiórkę w celu pozyskania środków finansowych na działalność statutową – tłumaczy Stanisław Kamela, prezes OSP Wojciechów. – Nawiązaliśmy współpracę z firmą, która, pod warunkiem zebrania elektro odpadów i przekazania im, jest skłonna przekazać nam środki finansowe. Ale warunek jest jeden. Sprzęt, który my przekazujemy tej firmie recyklingowej, musi być to sprzęt kompletny. Dlatego jeżeli ktoś przyjeżdża do nas i zabiera agregat z lodówki bądź inną rzecz z tego zostawionego sprzętu, to wtedy ten sprzęt już się nie kwalifikuje do sprzętu, za który my możemy pozyskać jakieś środki finansowe. Jest on rozliczany po cenie złomu. Mimo tego, że to jest sprzęt zbędny dla mieszkańców, to dla nas może być źródłem dodatkowych środków na to, żeby zakupić sprzęt, wyposażenie, też umundurowanie i uzbrojenie.

– Nie robimy tego dla siebie i to jest chyba najgorsze – uważa Rafał Topyła. – Robimy to dla wspólnego dobra w jakimś tam stopniu. Te środki nie idą do naszych kieszeni, tylko idą w sprzęt, który jest niezbędny później do ratowania ludzkiego życia bądź mienia. No i to jest właśnie takie chyba przykre, bo poświęcamy naprawdę bardzo dużo czasu.

CZYTAJ: Śmieci zamieniły się w drzewa. Sadzonki trafiły do mieszkańców [ZDJĘCIA]

– Jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych, które bardzo często są włączone do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, można powiedzieć, że są fundamentem tego systemu – podkreśla kapitan Tomasz Stachyra, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie. – Jeśli są przewidziane te jednostki w planie ratowniczym, czy to powiatowym czy wojewódzkim, posiadają średni lub ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy i przynajmniej 12 przeszkolonych ratowników, to są bardzo prężne jednostki, które są dyspozycyjne, wyjeżdżają bardzo często do zdarzeń. Teraz mamy bardzo dużo wyjazdów do pożarów traw, łąk i nieużytków. Więc te jednostki jak najbardziej w tym systemie funkcjonują i są niezbędne.

Aktualnie Ochotnicza Straż Pożarna w Bełżycach zbiera elektroodpady, by za środki z ich sprzedaży kupić automatyczny defibrylator zewnętrzny. Ma on zostać umieszczony w jednym z obiektów sportowych i służyć lokalnej społeczności.

InYa / opr. PrzeG

Fot. OSP Bełżyce FB / pexels.com / nadesłane

Exit mobile version