Do prawie 360 kolizji z udziałem dzikich zwierząt doszło od początku roku na drogach w Lubelskiem. Instruktorzy jazdy apelują, by jechać wolniej przez tereny leśne, zwłaszcza w godzinach porannych i wieczorem, kiedy występuje większa aktywność tych zwierząt. Leśnicy przypominają, że migrują one w celu znalezienia lepszych żerowisk oraz miejsc rozmnażania.
Sami kierowcy przyznają, że przynajmniej raz na swojej drodze spotkali chociażby sarnę. Inni uważają, że znaki ostrzegawcze przed dzikimi zwierzętami są w nieodpowiednich miejscach. Policja prosi jednak, by nie lekceważyć tych znaków, bo są ustawione w miejscach, gdzie takie zagrożenia często występują.
– Przy takim spotkaniu często nie mamy szans, bo albo za późno się je zobaczy, albo biegną stadami. W takich wypadkach nawet mała prędkość nie uratuje przed zderzeniem – przyznają kierowcy. – Ze dwa razy w życiu sarnę uderzyłem, tak. Ani odblasków, ani nic nie nosi, no to jak można zauważyć. Jak by nie jechał, 50 czy 20, to i tak błotnik pogięty. Mój syn mieszka na Mazurach, no to niestety tam ludzie mają na co dzień łosie i inną dziką zwierzynę. Wydaje mi się, że to taka nauka życia z tym. Też może kwestia tego oznaczenia tych miejsc, gdzie jesteśmy bardziej jako kierowcy narażeni. Niby znaki są, tylko czasami w takich miejscach, że nie jest to adekwatne.
CZYTAJ: Niebezpieczne spotkania na drodze. Dzikie zwierzęta w lasach zagrażają kierowcom
– Faktycznie tych zdarzeń ze zwierzętami jest zdecydowanie więcej, przeważnie są to duże zwierzęta, łoś czy nawet duża sarna – przyznaje podkomisarz Renata Szpakowska z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. – Odnotowujemy też takie zdarzenia, gdzie osoby są ranne. Pamiętajmy też, że te zwierzęta nie wiadomo jak zareagują na jadący pojazd. Dlatego też my apelujemy o to, by, wyjeżdżając w takie tereny podleśne, leśne, przede wszystkim zmniejszyć prędkość. Jeżeli będziemy jechali wolniej i nawet jeżeli dojdzie do takiego zdarzenia, to przynajmniej skutki tego zdarzenia będą o wiele mniejsze, niż jak będziemy jechali z dużą prędkością.
– Migracje zwierząt tutaj jest takim nieodłącznym elementem przyrody, ich naturalnych zachowań – wyjaśnia Małgorzata Szczepaniak z Nadleśnictwa Świdnik. – One podążają za swoimi naturalnymi potrzebami wewnętrznymi. Głównie migrują w dwóch porach dnia: albo bardzo rano, wczesnym rankiem, albo wieczorem. Związane jest to z poszukiwaniem nowych żerowisk przez zwierzęta, na tereny rolnicze, na łąki, na pola, w poszukiwaniu właśnie ozimin. Zwierzęta też gromadzą się w większe stada, bo zwyczajnie w takich stadach po prostu jest im cieplej, ale też to zwiększa ich bezpieczeństwo, w stosunku do tego zagrożenia, które mają ze strony drapieżników.
CZYTAJ: Groźne zderzenia z sarną i łosiem. Jedna osoba ranna
– Najbardziej niebezpieczne są zderzenia z łosiem – uważa Jakub Stańczyk, dyspozytor medyczny. – To jest duże zwierzę, wysoko środek ciężkości, poroże, które powoduje najwięcej obrażeń u naszych pacjentów. I tutaj najbardziej boimy się, że to zwierzę wpada do wnętrza auta, przez szybę, tłucze szybę. Kierowca czy pasażerowie auta doznają największych urazów głowy, klatki piersiowej, kończyn. A czasami jest tak, że po prostu kierowca ucieka, chcąc uniknąć zdarzenia ze zwierzęciem i dochodzi do uderzenia w drzewo, przepust lub w inne auto nadjeżdżające z naprzeciwka, co pośrednio też jest przyczyną wtargnięcia tego zwierzęcia na drogę.
– Miałem jedną styczność taką z sarną, przygięła mi maskę. Ja miałem jeszcze wtedy takie szczęście, że ona mi nie wleciała przez szybę, bo wyskoczyła mi na dach, no i zeskoczyła z tego dachu. Więcej szczęścia niż rozumu – mówi kierowca.
– Każdy zwierzak może zareagować trochę inaczej – mówi Krzysztof Ćwikliński, instruktor techniki jazdy w ODTJ WORD Lublin. – Ja nie jestem specjalistą od zwierzaków, jak one tam zareagują, czy nadpobudliwie czy nie. No wiadomo, że jak się wystraszy, to stanie i tyle. A jak idzie, no to prawdopodobnie przejdzie. Ale też kierowcy, którzy jeżdżą bardzo często swoimi trasami, wiedzą, gdzie te zwierzaki mogą przechodzić i wiedzą na co uważać. Natomiast jak ten zwierz wyjdzie, a my się zagapimy, no to tam już niewiele będziemy w stanie zrobić, tak szczerze mówiąc. Odruchowo bardzo często ludzie wciskają klaksony. Ja bym raczej sobie ten klakson zostawił w spokoju. To czasem może być tak, że właśnie ten zwierzak nagle czy zmieni kierunek, a my akurat z tamtej strony chcemy go omijać, tak że możemy tylko pogorszyć sytuację.
– To są zwierzęta stadne, więc jeżeli przebiegła nam jedna sarna, należy się spodziewać, że za chwilę może pojawić się kolejna, bądź cała grupa tych zwierząt – dodaje podkomisarz Szpakowska. – Patrzymy też na oznakowanie, bo w wielu miejscach mamy informacje o tym, że jest to taki teren, gdzie możemy się spodziewać tej dzikiej zwierzyny. Też sprawdzajmy pobocza, bo często jest tak, że taka zwierzyna siedzi gdzieś blisko pobocza, czy stoi. Te takie dwa punkciki, świetliki, mogą nam mówić o tym, że to są oczy tej zwierzyny i ona będzie szykowała się do przejścia na drugą stronę.
CZYTAJ: Jelenie i łosie na drogach. Czas szczególnej uwagi
Specjaliści przypominają również, by w wypadku kolizji z dzikim zwierzętami zawsze informować odpowiednie służby, ponieważ może im być potrzebna pomoc weterynarza. Pod żadnym pozorem nie należy też próbować im pomóc na własną rękę albo przewozić w samochodzie, ponieważ może to być bardzo niebezpieczne. Przestraszone zwierzę może zareagować w nieprzewidziany sposób w zamkniętej przestrzeni, co mogłoby się skończyć źle dla niego i kierowcy.
RyK / opr. PrzeG
Fot. KWP Lublin, pixabay.com
