Poseł Sławomir Ćwik o wynikach wyborów w Polsce 2050

EAttachments93103061b37de50b6237d01afa73dd7772ac04d xl

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej, została wybrana na przewodniczącą Polski 2050. O przywództwo w partii w drugiej turze wyborów ubiegała się także Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska. O konsekwencjach tego rezultatu z posłem Polski 2050 Sławomirem Ćwikiem rozmawiał Wojciech Brakowiecki.

350 do 309 głosów, a więc różnica 41. O czym to świadczy, panie pośle? Czy tarcia w gronie Polski 2050 gdzieś odejdą, czy wręcz przeciwnie?

– Mam nadzieję, że nie będzie żadnych odejść ani podziałów, bo zawsze kiedy jesteśmy większym klubem, to mamy większy wpływ na rzeczywistość i możemy więcej zrobić. Natomiast to faktycznie pokazuje, że Polska 2050 jest ugrupowaniem środka, centrowym, gdzie te rozkłady oczekiwań, wizji rozwoju dla Polski są bardzo zbliżone, ale odrobinę jednak zróżnicowane, jeżeli weźmiemy pod uwagę zapatrywania, z których znamy panią minister Pełczyńską-Nałęcz i panią minister Henning-Kloskę. Jest w nas pewna różnorodność, którą musimy zmieścić w całości i się dogadać.

Pytanie tylko, jak się dogadacie, skoro wcześniejsze zdarzenia, chociażby wyciek korespondencji telefonicznej, SMS-owej, pokazują, że padały dość mocne słowa.

– Ta kampania charakteryzowała się emocjami wewnętrznymi, może to wynika też z tego, że był to pewien ewenement na polskiej scenie politycznej, dlatego że takie wybory właściwie są rzadko spotykane. Ostatnio taka sytuacja, gdzie mogliśmy usłyszeć – ale tylko ci, którzy bardziej interesują się polityką – o problemach z wyborami, była w Lewicy. U nas wyglądało to zdecydowanie inaczej. Wszyscy uprawnieni członkowie zwyczajni partii, bo to musi też bardzo wyraźnie wybrzmieć – to, że głosowało 659 osób, nie znaczy, że tylu członków liczy partia. Nie, tylu liczy członków zwyczajnych, a więc tych z dłuższym stażem, którzy mają prawo głosowania. Następni muszą jeszcze trochę poczekać. Tak to u nas wygląda. My rozmawiamy, dyskutujemy. Zostały przedstawione wizje przez poszczególnych kandydatów. W ostateczności w drugiej turze były dwie kandydatki. Uzyskały faktycznie bardzo wyrównany poziom głosów. Gdyby 21 osób mniej zagłosowało na minister Pełczyńską-Nałęcz, a oddałoby głosy na minister Henning-Kloskę, mielibyśmy odwrotny wynik.

Tylko że ten wybór pokazuje bardzo wyraźnie, że podział w partii jest dość znaczący. Rozumiem, że wygrała demokracja. Teraz te dwie wizje będą musiały się jakoś połączyć. Dwie, a może trzy, bo jeszcze jest wizja założyciela, Szymona Hołowni.

– To nie są wizje całkowicie rozbieżne. One mogą się trochę różnić szczegółami. Gdybyśmy mieli analizować dokładnie, gdzie są te różnice, to pewnie niektórzy mieliby problem, żeby je wskazać. My w środku może znamy je trochę bardziej. Natomiast dlatego twierdzę, że nie są to sprawy bardzo różne od siebie, bo jeśli chodzi o ten core, taki trzon naszej wizji, ona jest niezmienna i wszyscy ją reprezentują. My chcemy być ugrupowaniem zdroworozsądkowym, centrowym, które patrzy na przyszłość. Nie kieruje się tylko tym, co jest tu i teraz, tylko jakie warunki do życia będą miały nasze dzieci i wnuki. Być może dla niektórych jest to trudniejsze do przyjęcia, bo bardziej interesuje ich dzień codzienny, dzisiejszy. Ale tak naprawdę myślę, że rolą polityków jest to, żeby dbać o rozwój w dłuższej perspektywie i przekazywać też swoim wyborcom, jak ważne to jest.

Szymon Hołownia pozostanie w strukturach partii?

– Mam nadzieję, że tak. Były przecież propozycje zarówno jednej, jak i drugiej kandydatki, żeby Szymon Hołownia pozostał jako honorowy członek w zarządzie partii. Jest wicemarszałkiem, więc myślę, że to jest ważna funkcja i warto, żeby Szymon Hołownia dalej budował z nami Polskę 2050.

Ale jakoś tak mówi pan bez przekonania.

– Trudno może, żebym odpowiadał za Szymona Hołownię, to w tym zakresie tylko.

Ale to pański szef, powinien go pan dobrze znać.

– Jest dla niego miejsce i chciałbym, żeby pozostał na pokładzie Polski 2050 i żebyśmy razem dalej tworzyli tę partię.

A pani przewodnicząca, minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz będzie wicepremierem? Tak jak zapowiedział to onegdaj premier Donald Tusk – że po ustąpieniu Szymona Hołowni z funkcji marszałka Sejmu teka wicepremiera przypadnie osobie kierującej Polską 2050.

– Takie były ustalenia, takie były też ustalenia koalicjantów na rozmowach wśród koalicji w lecie ubiegłego roku. Ale tutaj decyzja oczywiście należy do premiera Donalda Tuska. To on formalnie powołuje wicepremiera. Nie chciałbym tutaj naciskać na pana premiera, bo to jest jego decyzja. Natomiast skoro sam przyznawał, a przyznawali to też pozostali koalicjanci, że takie ustalenia zapadły, to pacta sunt servanda. My umów dotrzymujemy, Szymon Hołownia zrezygnował z funkcji marszałka Sejmu, tak jak było to przewidziane w umowie koalicyjnej. Głosujemy za ustawami rządowymi i tego samego oczekiwalibyśmy od naszych partnerów, żebyśmy byli traktowani także na równo i żeby umowy były dotrzymywane.

A co dalej z koalicją, bo nie brakowało takich głosów, że Polska 2050 będzie tą partią języczka uwagi, ale już niekoniecznie w koalicji. Pani minister Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała spotkania z liderami partii koalicyjnych i rozmowę na temat formuły dalszej współpracy.

– Oczywiście każdy z koalicjantów może mówić – i to będzie zgodne z prawdą – że jest tym języczkiem uwagi, bo zarówno Polska 2050, jak i PSL, czy nawet mniej liczny klub Lewicy, bo 27 osób w Sejmie, decydują o większości rządowej i mogą mówić, że są języczkiem uwagi. Natomiast te dywagacje w mediach, jakoby posłowie z Polski 2050 mieli iść w jakiejś koalicji z PiS-em, to są bzdury i mrzonki posła Przemysława Czarnka, który je deklarował. Ale przypomnę, że on też wcześniej, jeszcze w 2023 roku, deklarował, że jest już prawie dogadany z PSL-em, że to jest o włos. Później mówił, że jest dogadany z Konfederacją, ale okazywało się, że tylko mówił.

Nie obawia się pan, że pani minister Henning-Kloska stworzy swoją zupełnie odrębną frakcję polityczną, czy wręcz partyjną?

– Nie ma w tej chwili takiego powodu. Jeżeli jesteśmy klubem 31-osobowym w Sejmie, plus pięciu senatorów, to naprawdę nasza siła negocjacyjna i możliwość wpływania na politykę bieżącą, także na projekty ustaw, na tworzenie prawa w Sejmie i na politykę rządu, jest zdecydowanie większa niż gdybyśmy się rozczłonkowali i byli mniejszymi formacjami, strukturami. To jest dla mnie oczywiste i na pewno takiego dążenia ze strony pani minister Henning-Kloski nie będzie, zresztą bardzo wyraźnie to deklarowała w trakcie kampanii wyborczej.

Kontynuujmy tę tezę o współpracy, o wizji politycznej, bo ostatnie sondaże, jak pan poseł doskonale wie, nie są łaskawe dla Polski 2050.

– Były też i takie, że rośliśmy o 100%, więc nie były takie złe.

Czy to jest ten moment, żeby rozmawiać, pokazywać przyszłość partii?

– Taka jest rola każdej partii na każdym etapie jej rozwoju, bo ona musi pokazywać nie tylko to, co było, powoływać się na tradycję i na historię. Wyborców przede wszystkim interesuje to, co partia oferuje na przyszłość. W związku z tym kwestia pokazywania swojej wizji przyszłości i pól, na który chce się działać i co chce się zmienić, to jest podstawowe zadanie dla każdej partii politycznej, dlatego myślę, że każdy moment jest dobry. A wtedy, kiedy są skupione światła reflektorów, tak to ujmę, na danej partii politycznej, to jest naprawdę dobry czas do tego, żeby mówiła, po co jest na scenie politycznej i dlaczego wyborcy mają jej zaufać, dlaczego osoby, które chcą zaangażować się w działalność publiczną, mogą do tej partii przystąpić i się w niej realizować. Myślę, że to był pod tym względem bardzo dobry czas dla Polski 2050, bo poza tym, że niektórzy trochę chcieli nas ośmieszyć w związku z naszymi problemami z przeprowadzeniem drugiej tury wyborów, to naprawdę był to też czas, żeby pokazywać, co Polska 2050 robi w Sejmie, w rządzie, że naprawdę zajmujemy się ważnymi dla Polaków, merytorycznymi kwestiami.

Myślę, że wybory to nie był ten moment, który podważył, podkopał zaufanie do państwa, ale właśnie te nocne rozmowy z Adamem Bielanem.

– To było faktycznie w mieszkaniu Adama Bielana i za to Szymon Hołownia przepraszał już wielokrotnie, że to nie był czas i miejsce, gdzie powinien był się spotykać, że powinien był rozmawiać w gabinecie Marszałka Sejmu, tak jak miało to miejsce przy pierwszym spotkaniu, bo drugie to było tylko dokończenie tego pierwszego. Powinien się spotykać w Kancelarii Sejmu, w gabinecie Marszałka, natomiast to, że rozmawia z liderem największej partii w Sejmie, w tym przypadku partii opozycyjnej, jako Marszałek Sejmu, ja w tym przypadku akurat nie widzę nic zdrożnego, bo jeżeli nie rozmawiamy, to się nigdy nie dogadamy. A rolą Polski 2050, o czym mówimy od samego początku, jest zmniejszanie polaryzacji wśród Polaków, podziału na Platformę Obywatelską, teraz Koalicję Obywatelską i Prawo i Sprawiedliwość, chodzi o skupianie się tylko na tej walce pomiędzy dwoma największymi partiami, zamiast skupiać się na rozwiązywaniu problemów merytorycznych. My wolimy rozmawiać o merytoryce, a żeby o niej rozmawiać, to faktycznie musimy się spotykać i rozmawiać zarówno z jedną stroną sceny politycznej, jak i z drugą. Natomiast inną kwestią jest to, że jesteśmy w Koalicji 15 października i jesteśmy koalicjantem, wydaje mi się, na 100% lojalnym wobec koalicji, dlatego że wszystkie ustawy rządowe, które wchodzą do Sejmu, są przez nas popierane. Nie tak jak np. Lewica, która jedną z ważnych ustaw rządowych zakwestionowała, głosowała przeciw, a później biegała do prezydenta Dudy z prośbą, aby tę ustawę zawetował. Polska 2050 nigdy takich działań nie podejmowała.

Poprzednie głosowanie w Polsce 2050 zostało unieważnione z powodu technicznych błędów.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz podziękowała wszystkim, którzy wzięli udział w głosowaniu. Nowa przewodnicząca zapewniła, że będzie współpracować z Szymonem Hołownią oraz Pauliną Hennig-Kloską.

WBr / opr. WM

Fot. Polska 2050

Exit mobile version