Sekundy dzieliły piłkarzy Górnika Łęczna od drugiego z rzędu, a trzeciego w sezonie zwycięstwa w I lidze. W 23. kolejce rozgrywek Łęcznianie prowadzili na wyjeździe z Pogonią Siedlce 1:0, a wyrównującą bramkę dali sobie strzelić w szóstej minucie doliczonego czasu gry.
Niepocieszony był debiutujący w zielono-czarnych barwach Rafał Wolsztyński: – Mecz się tak układał, że musimy to dociągać do końca. to sytuacje, kiedy gramy o być albo nie być, więc musimy coś więcej z nich wyciskać. Nie możemy sobie dawać strzelać takich bramek. Zabrakło nam sprytu, cwaniactwa. Ale myślę, że to spotkanie pokazało też, że idziemy w dobrą stronę, więc nie możemy się załamywać. Trzeba dalej robić swoje.
Wynik spotkania w 61. minucie otworzył Branislav Spacil, który wykorzystał rzut karny. Gdy wydawało się, że Górnik utrzyma wynik, w szóstej minucie doliczonego czasu gry źle piłkę wybił David Ogada. Ta trafiła pod nogi byłego już napastnika łęczyńskiej drużyny Karola Podlińskiego, który dał swojemu obecnemu zespołowi punkt.
Rozgoryczony po spotkaniu był trener Górnika Jurij Szatałow: – Po takim przebiegu meczu nie można być zadowolonym. Prowadziliśmy do 90 minuty, mogliśmy pokusić się o jeszcze jedną bramkę. I tylko z naszej winy straciliśmy wyrównującego gola, gdzie zawodnik ma piłkę na nodze i mają tylko wybić. Będziemy szukać punktów w następnych spotkaniach.
Będący w strefie spadkowej Górnik traci trzy punkty do miejsca dającego utrzymanie. Jednak będący na nim Znicz Pruszków swój mecz z Wisłą Kraków rozegra w sobotę (28.02).
A zielono-czarni w kolejnym spotkaniu 7 marca podejmą Wieczystą Kraków.
PJ / JK
Fot. Wojciech Szubartowski / archiwum RL
