Koła łowieckie rozpoczęły zimowe dokarmianie dzikiej zwierzyny. W puławskich lasach znajduje się kilkanaście paśników uzupełnianych pokarmem przez myśliwych.
Chętnych na takie łatwe pożywienie nie brakuje, co potwierdził nasz reporter wspólnie z członkiem Koła Łowieckiego nr 91 „Azotrop”, Zbigniewem Szymańskim.
– Tam to wszystko są tropy jeleni. Mój pies siedzi w domu, bo jest duży mróz i wczoraj w nocy obudził mnie, szczekał. Wyszedłem, a tu była chmara jeleni pod samą furtką – opowiada Zbigniew Szymański.
– Zgodnie z literą prawa dokarmiają zwierzynę dziko żyjącą zarządcy i dzierżawcy obwodów leśnych – wskazuje Leopold Leśko, specjalista Służby Leśnej Nadleśnictwa Puławy. – W przypadku terenu Nadleśnictwa Puławy mamy tutaj koła łowieckie. Jeżeli niekorzystna aura w postaci zalegającej warstwy śniegu, dosyć grubej, utrzymuje się długo, to wtedy koła łowieckie uruchamiają akcję pod tytułem dokarmianie zwierzyny dziko żyjącej. Po to, żeby wzbogacić bazę pokarmową zwierzyny.
POSŁUCHAJ PODCASTU: Leśne wędrowanie
– U nas najwięcej korzystają jelenie – mówi Zbigniew Szymański. – Uważam, że w naszym obwodzie jest kilkaset jeleni. One w tej chwili zaczną chodzić na uprawy typu rzepak, oziminy i będą nam dużo bardziej zwiększać szkody. Ale nie tylko ze względu na szkody, ale ze względu na to, żeby utrzymywane były w dobrej kondycji, my jako koło łowieckie rozpoczęliśmy już dużo wcześniej dokarmianie. Między innymi zakupiliśmy 10 ton dyni, 20 ton buraków cukrowych, 20 ton buraków ćwikłowych. Dzisiaj przyjedzie 20 ton marchwi. Kupiliśmy 10 ton kukurydzy i oprócz tego 10 ton pszenicy, która jest wykładana w podsypy. Jak można zauważyć, tam w okolicach, na całym obwodzie rozstawione są takie podsypy dla zwierzyny drobnej, czyli dla bażanta i dla kuropatwy. Sypiemy już od października, żeby one wiedziały, w którym miejscu to jest, żeby mogły sobie jeść, jak teraz spadł śnieg.
CZYTAJ: Zima na chodnikach. Za nieodśnieżenie grozi mandat
– Ekosystem leśny nie jest ekosystemem zamkniętym, jest otwarty – zaznacza Leopold Leśko. – Jest poprzecinany różnymi zurbanizowanymi szlakami – miasta, wsie i oczywiście drogi komunikacyjne. Ta zwierzyna migruje. Słychać w mediach, że np. niedźwiedzie w Bieszczadach zapuszczają się coraz bliżej zabudowań. Dlaczego? Łatwiej dostępny pokarm, pokarm w postaci odpadków, krótko mówiąc. Łatwiej jest go pobrać, niedźwiedź nie musi się wysilać, tracić kalorii po to, żeby zdobyć żywy pokarm, tylko idzie na łatwiznę.
Ale u nas niedźwiedzi nie ma, są natomiast chociażby sarny, które też wchodzą na tereny zurbanizowane.
– Tak, od czasu do czasu dostajemy telefony, że sarny pokazują się na terenie gminy, miasta Puławy – dodaje Leśko.
– Ktoś mówi: „U mnie zepsuło się zboże, to wywiozę, zwierzyna zje”. Ale nie pomyślał o tym, że on swojemu inwentarzowi nie dał, bo się zepsuło. A zwierzyna dzika jest tak samo wrażliwa na zepsutą karmę, jak i zwierzyna domowa – podkreśla Zbigniew Szymański. – Tak samo składowanie, np. w jakichś workach foliowych, jakichś odpadów w domu, a później wywożenie tego do lasu. To nie ma sensu, ponieważ to też jest już popsute, podgnite, spleśniałe. Dla zwierzyny nie jest dobrym pokarmem.
Myśliwi apelują więc, by nie dokarmiać dzikich zwierząt na własną rękę. To nie tylko może być niezdrowe dla zwierząt, ale także niebezpieczne dla ludzi.
ŁuG / opr. WM
Fot. pexels.com
Pliki dźwiękowe
Zimowe dokarmianie dzikiej zwierzyny










