Mróz to śmiertelne zagrożenie. Służby apelują: reagujmy

EAttachments926197850d96327103bf5155103e333f5b0e45b xl

Mróz to śmiertelne niebezpieczeństwo – zwłaszcza dla osób bezdomnych. Wiedzą o tym ratownicy medyczni, a także strażnicy miejscy, którzy na co dzień monitorują ponad 50 miejsc, w których mogą przebywać osoby bezdomne. 

Funkcjonariusze nie mają złudzeń, stawką w tej codziennej walce jest ludzkie życie.

Ile miejsc sprawdzacie dziennie podczas patrolu?

– To zależy od sytuacji, jaką zastaniemy na miejscu, ale myślę, że odwiedzamy do 10 miejsc na jednej zmianie – mówi starszy inspektor Mieczysław Małek z Oddziału Szkolno-Profilaktycznego Straży Miejskiej Miasta Lublin. – W tych miejscach, które odwiedzamy częściej, znamy sytuację. Oferujemy koce, gorącą herbatę, to, co możemy. Przede wszystkim przekazujemy im informację, gdzie mogą uzyskać ewentualną pomoc.

– Najtrudniejsza według mnie jest pomoc psychologiczna – wskazuje starszy inspektor Dariusz Ciechomski z Oddziału Szkolno-Profilaktyczny Straży Miejskiej Miasta Lublin. – Bo każdą inną można w jakiś sposób doraźnie zapewnić. Spotkałem się w długoletniej pracy z różnymi postawami. Naprawdę nie ma jednej odpowiedzi. Te osoby mają też takie przeświadczenie, że są nieśmiertelne.

CZYTAJ: Wnuczka odnalazła ciało babci. 93-latka prawdopodobnie ofiarą wychłodzenia

Jak ważna jest taka pomoc?

– Trzeba przyznać, że to dużo daje, bo jednak przy takim chłodzie to jest bardzo duża pomoc. I psychicznie człowiek odczuwa, że drugi człowiek czuwa nad nim. To też jest dużo – mówi jedna z osób potrzebujących wsparcia.

Nie lepiej spać w ogrzewalni niż tutaj?

– Powiem szczerze, dla mnie taki mróz to nie jest mróz – odpowiada mężczyzna.

Ale nawet też czysto po ludzku, jest większy komfort, jakby wyspać się gdzieś w ciepłym niż w takim chłodzie minus 9, 10, 12, 15.

– To nie mrozik – mówi mężczyzna.

Nie ma strachu, że się już człowiek nie obudzi?

– Nie – odpowiada.

– Im się wydaje, że po prostu nic się nie stanie, że potrafią sobie doskonale poradzić, choć nie do końca zawsze tak jest – mówi sierżant Sylwester Dragan, dzielnicowy II Komisariatu Policji w Lublinie w rejonie Ponikwody. – Często to jest błąd śmiertelny. Pytał pan o to, dlaczego nie zgłaszają się, dlaczego nie chcą pomocy – po prostu się wstydzą. Najnormalniej w świecie się wstydzą i uważam, że chyba głupio im po prostu poprosić o pomoc. Bo im w życiu nie wyszło. Dokładnie tak.

CZYTAJ: „Ferie z WOT”. Wojsko zachęca do szkolenia [ZDJĘCIA]

– Największa liczba osób, którą przyjęliśmy w ostatnich dniach na 30 miejsc, to 37 – mówi Renata Babiarz, dyrektora Ośrodka Wsparcia dla Osób Bezdomnych Bractwa Miłosierdzia im. Świętego Brata Alberta w Lublinie. – Nasza ogrzewalnia od wczoraj działa w trybie całodobowym. Osoby mogą zgłaszać się do ośrodka. Warunki pogodowe w tej chwili są trudne, niebezpieczne dla stanu zdrowia i życia osób, stąd ten tryb całodobowy. W sytuacji przywożenia osób przez policję czy straż miejską najczęściej wchodzą do nas osoby, które są wychłodzone, osoby, które są bardzo osłabione. Niejednokrotnie jest tak, że to osoby, które na przykład nie jadły kilka dni.

– Niestety, ale cały czas mamy temperaturę ujemną. Zgłoszeń zauważalnie jest więcej właśnie do osób wyziębionych – mówi  Arkadiusz Klimczuk, ratownik medyczny i dyspozytor medyczny w dyspozytorni lubelskiej. – Długie przebywanie na mrozie grozi na pewno jakimiś odmrożeniami, a w najgorszym przypadku nawet zamarznięciami. I z takimi przypadkami się stykamy. Po prostu osoba leży na mrozie, nikt niestety nie zareagował, jedziemy do takiej osoby i niestety, ale ta osoba już nie żyje

To jest niebezpieczeństwo główne dla osób bezdomnych. Jak szybko zabija mróz?

– Niestety takie temperatury, jakie teraz mamy, czyli po minus 10 lub więcej, to myślę, że to są dosłownie nawet można powiedzieć minuty. Nie przechodźmy obojętnie – zaznacza Arkadiusz Klimczuk. – Tak to ludzie wydzwaniają do głupot, a tu jeżeli jest naprawdę potrzebna pomoc, to jest to niezauważone. Przechodzą osoby i myślą „a bo on jest na pewno pijany”.

Ale to, że jest pijany to nie znaczy, że nie potrzebuje pomocy albo na nią nie zasługuje. – Dokładnie, zgadzam się – mówi ratownik.

Widząc leżącą osobę, np. na ławce w parku, na ziemi czy na przystanku, natychmiast zadzwońmy na numer alarmowy 112. Jeden telefon może uratować ludzkie życie. 

MaTo / opr. WM

Fot. policja.gov.pl / archiwum

Exit mobile version