Nie żyje Dominik Kuta, wokalista, instrumentalista, gitarzysta Czerwonych Gitar

zmarl 2023 03 08 150148

Nie żyje Dominik Kuta, wokalista, instrumentalista, kompozytor, najbardziej znany ze współpracy z zespołem Czerwone Gitary. Informację o śmierci artysty potwierdziła w rozmowie z PAP jego była żona Laura Łącz.

Urodzony 5 października 1952 r. w Warszawie Dominik Kuta debiutował w połowie lat 60. w amatorskich zespołach bluesowych i współpracował z ustecką grupą rockową 74 Grupa Biednych.

W styczniu 1970 r. dołączył do zespołu Czerwone Gitary, gdzie pełnił funkcję wokalisty, gitarzysty, flecisty, a także pianisty. Wówczas występował pod pseudonimem Dominik Konrad.

W tym czasie zespół przygotował nowe aranżacje, które były rozłożone na wiele harmonicznie dopasowanych instrumentów. To właśnie z myślą o wykorzystaniu możliwości Kuty, jako multiinstrumentalisty, grupa przygotowała bardziej ambitny repertuar, który ukazał się na albumie „Na fujarce”. Artysta pojawił się także na płycie zespołu „Warszawa”.

CZYTAJ: Zmarł 60-latek, który topił się w bagnie

Kuta był członkiem zespołu do grudnia 1970 r. Przez 12 miesięcy koncertował z zespołem w Polsce i za granicą. Wystąpił także na festiwalu w Opolu (1970 r.).

Po Czerwonych Gitarach

Później rozpoczął krótkotrwałą współpracę z warszawskim zespołem Capella, następnie z grupą Quorum.

W 1971 r. razem z Piotrem Buldeskim i Markiem Migdalskim utworzył przy Klubie Piosenki ZAKR w warszawskim hotelu Bristol folk-rockową Rodzinę Pastora. Skład zespołu uzupełniały wokalistki: Maria Figiel, zaś od stycznia 1972 r. Zofia Borca. Dzięki występom w Bristolu, Rodzina Pastora zdobyła uznanie fanów. W latach 1971–1972 nagrywała w Telewizji Polskiej i w Polskim Radiu. Piosenka „A gdy leci głaz” dostała się na listy przebojów i często była emitowana w Polskim Radiu.

CZYTAJ: Zmarł Gary Rossington, współzałożyciel grupy rockowej Lynyrd Skynyrd

W latach 1972–1975 muzyk współpracował z Bractwem Kurkowym 1791 – grał wtedy na gitarach (6 i 12-strunowa), banjo, flecie, harmonijce ustnej i śpiewał. Był współtwórcą widowisk „Już gwiazdeczka się kolebie” i „Życie, Miłość, Folk” (fragmenty obydwu spektakli ukazały się na płytach). Jest kompozytorem utworów „Niezwykła noc” i „Teatr życia”.

W 1973 r. wystąpił z Bractwem Kurkowym na 11. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie nagrodzono utwór „Koleiny” oraz na 7. Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, gdzie zespół wywalczył Srebrny Pierścień za piosenkę „W wojsku nie jest źle”. Ponadto w latach 1973–1974 grupa wystąpiła poza konkursem na 13. Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie, 10. Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów w Berlinie oraz na Festiwalu Mody w Gdańsku, gdzie zespół otrzymał Złoty Medal za program „Muzyka i moda” oraz trzykrotnie w ZSRR.

Indywidualnym sukcesem artysty było zdobycie III nagrody za kompozycję „Tam znajdę cię Ojczyzno” (muz. D. Kuta, sł. G. Walczak), ex aequo z autorami piosenki „Naprawdę warto” (muz. S. Krajewski, sł. K. Winkler) w dwuetapowym konkursie (otwartym i zamkniętym) na piosenkę młodzieżową, ogłoszonym przez Federację Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej w 1976 r. (I i II nagrody jury postanowiło nie przyznawać).

Kuta występował także z Maciejem Kubickim (ex-Eden i Breakout) w zespole Lapidarium Band. 23 października 2020 r., nakładem GAD Records ukazał się album pt. „Biegnijmy w słońce” z zachowanymi nagraniami telewizyjnymi i radiowymi „Rodziny Pastora” z lat 1971–1972.

„Był uroczym i niezwykle zdolnym, pięknym człowiekiem”

Żoną Dominika Kuty była w latach 70. Laura Łącz. Pobrali się w 1972 r. Relację z uroczystości pokazano w „Dzienniku Telewizyjnym”. Ich małżeństwo przetrwało 10 lat. 

– Dominik był moją wielką, bo pierwszą miłością. Wzięliśmy ślub kościelny i cywilny, nasz związek przetrwał 10 lat, a rozstaliśmy się w wielkiej przyjaźni i zgodzie. Jeszcze po rozwodzie przychodził do mnie do Teatru Polskiego, siadywał z gitarą na parapecie okna i grał, gdy ja się charakteryzowałam do sztuk. Bardzo długo utrzymywaliśmy bliski kontakt, ponieważ to dla obu stron była rzeczywiście taka prawdziwa, wielka miłość, która się bardzo wczesnym ślubem skończyła – wspomina Laura Łącz.

Aktorka opowiada o ich związku z rozczuleniem: – Poznaliśmy się w Krokodylu na Starym Mieście, gdy miałam 15 lat a on 17. Przyjaźniłam się wtedy bardzo z córką Danuty Szaflarskiej, Agnieszką. Ona mnie namówiła, żeby tam pójść, bo tam bywa fajny muzyk. To był właśnie Dominik, szybko się w sobie zakochaliśmy i spotykaliśmy trzy lata. Byłam na pierwszym roku szkoły teatralnej i miałam 18 lat, gdy postanowiliśmy, że weźmiemy ślub i zamieszkamy razem. Mimo że ja wyszłam z wielkiej willi na Saskiej Kępie, a po ślubie trafiliśmy najpierw na trzy tygodnie do pokoiku w niewyremontowanym jeszcze Hotelu Warszawa, a potem do wynajętej, obskurnej kawalerki, to byłam wtedy najszczęśliwsza na świecie! Tam była nasza noc poślubna i cały miodowy miesiąc.

Laura Łącz wspomina, że zachwycił ją wieloma swoimi cechami. – Był uroczym chłopakiem, pełnym niesamowitego wdzięku. Grał na wszystkich instrumentach, chyba jako jedynemu pozwalano mu w Krokodylu otworzyć pianino i grać w obecności gości. Grał i śpiewał najczęściej piosenki Beatlesów. Poza tym był pięknym, wrażliwym mężczyzną, miał długie, hippisowskie włosy, blond, proste, ale gęste, błękitne oczy. Jednocześnie był silny i bezkompromisowy, charyzmatyczny, mówił zawsze to, co myśli – podkreśla była żona muzyka.

Wielki talent szedł u niego w parze z trudnym charakterem. – Dominik żył muzyką od rana do wieczora i od wieczora do rana. Była jego największą pasją. Miał słuch absolutny i ogromny talent. Pochodził zresztą z muzycznej, wielodzietnej rodziny. Mówiło się wtedy o rodzinach Pospieszalskich, Steczkowskich i właśnie Kuta. Dominik miał dziesięcioro rodzeństwa i wszyscy bez wyjątku odebrali muzyczne wykształcenie. Był bez wątpienia wielką indywidualnością, człowiekiem bardzo cenionym w swoim środowisku. Gdy Seweryn Krajewski się rozstał się z Klenczonem i spekulowano, kto wejdzie na miejsce Klenczona, okazało się, że to mój chłopak. Byłam taka dumna! Trafił do najsłynniejszego polskiego zespołu tamtych lat. Wróżono mu wielkie sukcesy. Dominik był jednak jednocześnie człowiekiem trudnym we współpracy, konfliktowym, jak to charyzmatyczni indywidualiści. Gdyby nie to, z pewnością zrobiłby dalece większą karierę – ocenia Laura Łącz.

RL / PAP / opr. ToMa

Fot. pixabay.com

Exit mobile version