Katarzyna Trzeciak dołączyła do zespołu Lotto AZS-u UMCS-u Lublin. Wychowanka lubelskiego klubu wraca do macierzystego zespołu po kilkunastu latach. Na razie będzie pełnić rolę asystentki trenera Marka Lebiedzińskiego, ale po wyleczeniu kontuzji kolana chce pomóc koleżankom na parkiecie.
– Miło mi dołączyć do sztabu szkoleniowego po tak długiej przerwie – przyznaje Katarzyna Trzeciak. – Nie było mnie w polskiej lidze, bodajże, pięć sezonów, a w Lublinie mój ostatni sezon w ekstraklasie był wtedy, gdy był pierwszy sezon Lublina w ekstraklasie.
Wracasz po takiej przerwie, ale w trochę innej roli, przynajmniej na razie.
– Tak, troszeczkę zdrowie mnie do tego zmusiło. Plan był inny, założenia były inne, żebym zaczęła w drużynie jako zawodniczka, ale niestety ostatni sezon trochę pokrzyżował mi plany zdrowotnie i aktualnie się rehabilituję. Już wracam do formy, do zdrowia. Na razie jestem w roli asystenta, pomagam sztabowi od strony taktycznej i na treningach, a mam nadzieję, że w przyszłości, jak już dojdę do siebie, to jeszcze wybiegnę w koszulce AZS-u UMCS-u Lublin.
Z czym się zmagasz, jeśli chodzi o tę kontuzję? Jaki to jest problem?
– Jest to kontuzja kolana, doznałam jej nieszczęśliwie, akurat dziewczyna wbiegła mi w kolano, jak było 15 sekund do końca meczu. Tak to bywa. Notabene mecz był już wygrany po 50. Uważam, że nie powinno być wtedy na boisku najstarszej zawodniczki, ale trudno. Może tak miało być, może miałam być w tej roli najpierw na ławce jako sztab, a później dołączyć jako zawodniczka, więc do tego dążę, bo chciałabym zatoczyć krąg i zagrać w swoim rodzinnym mieście po tylu latach.
Ostatnie sezony na Islandii, na pewno dużo doświadczeń i też takiego bogactwa koszykarskiego, bo za granicą koszykówka pewnie wygląda trochę inaczej niż w kraju.
– Tak, zdecydowanie, tym bardziej że to ja byłam tą zagraniczną zawodniczką, na której gra się opierała. W niektórych zespołach było nas dwie, trzy, więc było dużo grania na siebie. Z gracza, który był typową rozgrywającą w polskiej lidze, zrobiłam się graczem, który jest rzucającym obrońcą. To ja podejmowałam decyzje, to ja oddawałam rzuty w ostatnich sekundach, więc tym bardziej trochę mi przykro, że ja do tej formy będę musiała wrócić, a nie z tą formą wejść w sezon. Czekam z niecierpliwością, bo to jest mój cel. Chciałabym też trochę i kibicom pokazać, że przez te pięć lat, jak mnie nie było w polskiej lidze, moje granie też się zmieniło.
Pracujesz fizjoterapeutycznie z Patrycją Surmą?
– Nie, z Patrycją nie współpracowałam, ale mam tutaj bardzo doświadczonego fizjoterapeutę, Łukasza Ćwika, który jest bardzo znany, jeżeli chodzi o rehabilitację kolan w Lublinie. Myślę, że nie ma lepszego po tej stronie Wisły. Mam do niego pełne zaufanie, bo sześć lat temu doprowadził mnie do tego, że grałam na takim poziomie. Teraz idę zgodnie z jego planem leczenia i ufam mu w stu procentach.
Na jakim to jest etapie? Masz jakiś cel czy szacunkowy plan, kiedy ewentualnie mogłabyś się na tym parkiecie w koszulce pojawić?
– Wiadomo, że chciałoby się wybiec na boisko czym prędzej, ale jednak trzeba zbudować mięsień i tylko o to teraz chodzi. Odkąd już robię ćwiczenia na maszynach, jest to łatwiejsze, bo ten mięsień szybciej wraca. Ja akurat mam taką budowę, że też nie mam problemu z budowaniem mięśni, więc ciężko powiedzieć. Już niedługo zacznę badania Biodexem, gdzie jest siła mięśni nóg. Jeżeli mięsień będzie podobny do nogi zdrowej, to wtedy jestem wpuszczana już w taki normalny trening. Więc to idzie swoim cyklem. Mam nadzieję, że do końca roku już wybiegnę w koszulce jako zawodnik.
Ale plan jest taki, żeby jeszcze pograć czy wrócić bardziej symbolicznie?
– Oczywiście pograć. Ja nigdy nie kalkuluję. Jak gram, to gram na sto procent, a nawet może więcej. U mnie nie ma półśrodków. Chcę jeszcze zagrać tak, żeby było mnie widać. Byłam znana z tego, że jestem jednym z najlepszych obrońców, więc chciałabym, żeby tak pozostało.
Jak patrzysz tę drużynę od środka?
– Myślę, że naprawdę to była trudna przeprawa, żeby zakontraktować tak dobre zawodniczki tak późno. Uważam, że naprawdę fajnie to wyszło. Oczywiście w Eurolidze będzie ciężko, bo może nam trochę brakować doświadczenia, ale woli walki nam nie zabraknie na pewno. Zespół jest megawaleczny. Widać po pierwszych meczach, że nasze zawodniczki naprawdę gryzą parkiet i mam nadzieję, że tak będzie do końca sezonu. Myślę, że jeżeli się dobrze zgrają i faktycznie będą już super funkcjonować, możemy zostać ponownie mistrzem Polski.
Cała rozmowa w materiale dźwiękowym:
W krajowej ekstraklasie poza drużyną AZS-u UMCS-u Katarzyna Trzeciak występowała również w zespołach z Siedlec, Torunia, Krakowa i Poznania.
Ostatnie lata spędziła w Niemczech i na Islandii. Teraz czekamy na jej powrót na ligowe parkiety w barwach Lotto AZS-u UMCS-u Lublin.
JK
Fot. pixabay.com
Pliki dźwiękowe
Katarzyna Trzeciak




![Zapowiadało się lepiej. Wysoka porażka Budowlanych Lublin [ZDJĘCIA] 5 EAttachments9787045714ba0c8824d4dc2c116b1d233122ef1 xl 1](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/10/EAttachments9787045714ba0c8824d4dc2c116b1d233122ef1_xl-1-350x250.jpg)




