Jeśli nie rodzina to dom dziecka – to alternatywa, przed jaką stają dzieci, dla których nie udaje się znaleźć rodziców zastępczych. – A tych brakuje, chociaż wymagania nie są bardzo rygorystyczne – mówi dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Łęcznej Agnieszka Korzeniewska w rozmowie z Sebastianem Pawlakiem.
CZYTAJ: Ceny wyżej. Na niektórych stacjach zabrakło paliwa
Jak mówi Agnieszka Korzeniewska, rodzina zastępcza daje umieszczonym w niej dzieciom poczucie bezpieczeństwa i bliskości: – Daje im przede wszystkim troskę, zainteresowanie. Dzieci wiedzą, że są ważne, że ktoś interesuje się ich postępami w nauce, ktoś je przygotuje i wyprawi do szkoły. Często w rodzinach biologicznych tego nie miały, więc teraz szczególnie to doceniają.
RL: Cały czas szukacie rodzin zastępczych…
– Potrzeby są bardzo duże, nie tylko w powiecie łęczyńskim, ale obserwujemy to również w całym województwie, a też i w skali kraju – bardzo dużo powiatów poszukuje miejsc dla dzieciaków. Na terenie naszego powiatu mamy 117 dzieci w rodzinach zastępczych i
70 rodzin zastępczych. W tej grupie mamy też rodziny spokrewnione, czyli babcie, dziadków. Mamy też osoby, które są całkowicie obce dla dzieci, a podejmują się tego trudu i na co dzień wspierają nasze dzieciaki. Cały czas szukamy rodzin zastępczych. Organizujemy różnorakie kampanie i zachęcamy wszystkich, którzy chcieliby zostać rodzicami zastępczymi. Ale zapraszamy do nas także osoby, które rozważałyby pomoc rodzinom zastępczym, ponieważ same na przykład nie mają odwagi do tego, żeby stać się takimi rodzicami. Bardzo dużo dzieci potrzebuje tego rodzaju pomocy, nie tylko u nas, ale także w skali województwa. Zdarza się tak, że w rodzinach następują trudności i wtedy w pierwszej kolejności rodzina zastępcza poszukiwana jest wśród członków najbliższej rodziny i babcia, dziadek czy ciocia zostaje rodziną zastępczą. Zachęcamy do tego. Dziecko najbezpieczniej czuje się wśród osób, które zna, które są mu bliskie. W sytuacjach, gdy nie ma takiej możliwości, wtedy poszukujemy osób niespokrewnionych. I to one tworzą rodziny zastępcze dla tych dzieciaków – wyjaśnia Agnieszka Korzeniewska.
Dzieci z jakich rodzin przebywają w rodzinach zastępczych?
– Dzieciaki, których rodzice mają pewne trudności życiowe, które są w pewien sposób dysfunkcyjne albo w ich życiu wydarzyło się coś takiego, co przeszkadza im w sprawowaniu roli rodzica. Rodzina zastępcza, jak sama nazwa wskazuje, powinna być na zastępstwo, na chwilę. Chociaż różnie z tym bywa. Dzieci mogą zostać w takich rodzinach aż do 25 roku życia, dopóki się uczą. My jako instytucja, jako Centrum Pomocy Rodzinie wspieramy te osoby, które podejmą się roli rodzica zastępczego. Wspieramy je zarówno finansowo, jak i merytorycznie, czyli pomagamy, świadcząc opiekę koordynatora, psychologa, pedagoga, opiekę prawną – informuje Agnieszka Korzeniewska.
RL: Jeśli nie rodzina zastępcza, to co? Dom dziecka?
– Nie ma innej alternatywy. Jeśli nie rodzina zastępcza, to dom dziecka. I podczas takich pobytów regulowana jest sytuacja prawna dzieci. Jeżeli jest to możliwe i sąd taką sytuację prawną dziecku ureguluje, wtedy mamy jeszcze trzecią opcję, którą jest adopcja. Natomiast nie zdarza się to zbyt często. Dzieci są w bardzo różnym wieku. Mamy pod opieką takie, które się dopiero urodziły i które nasi kandydaci na rodziców zastępczych odbierają prosto ze szpitala, więc można powiedzieć, że mają swoje dziecko od narodzin. Mamy gros dzieci w wieku szkolnym i mamy też grupkę osób, które już ukończyły osiemnasty rok życia, ale również przebywają w rodzinach zastępczych, studiują czy uczą się w szkołach policealnych. Widać wtedy pracę rodzin zastępczych i te osoby czują ogromną satysfakcję – tak nam o tym mówią – mówi Agnieszka Korzeniewska.
– Każde dziecko jest indywidualnym bytem i wyzwaniem. Natomiast my przygotowujemy rodziny zastępcze zanim zaczną pełnić tę funkcję. Oprócz tego, że muszą przejść proces kwalifikacji, który określa spełnianie przez nich podstawowych warunków, (to jest posiadanie chociaż przez jedną osobę zatrudnienia, dobry stan zdrowia, niekaralność) przygotowujemy je podczas kursów na rodziny zastępcze. Pod koniec września będzie ruszała grupa, więc gdyby ktoś chciał i był zainteresowany, zapraszamy do kontaktu. Jest to szkolenie, które porusza wszystkie aspekty, z jakimi mogą spotkać się rodziny zastępcze podczas swojej pracy. Roztrząsamy trudności, które mogą się wydarzyć, rozmawiamy o potencjale kandydatów, o tym, do czego są przygotowani, na ile mogą otworzyć swoje domy, serca, na co są gotowi. I wtedy dopiero proponujemy im odpowiednie dzieci, żeby dopasować dziecko do możliwości rodziny. Jedni potrzebują maluszka, inni chcieliby zaopiekować się dziećmi w wieku szkolnym, bo takie dzieci na przykład mają w domu – opowiada Agnieszka Korzeniewska.
RL: Jak dzieciaki nazywają tych przyszywanych rodziców?
– Zaczynają zazwyczaj od „ciociu” i „wujku”, natomiast bardzo szybko przekształca się to w „mamo” i „tato”. Wszystkie dzieci chcą mieć mamę i wszystkie chcą mieć tatę, więc nie dziwmy się temu, że w ten sposób zwracają się do swoich rodziców. Jest to bardzo urocze – stwierdza Agnieszka Korzeniewska.
– Kiedy przychodzą do rodziny zastępczej, jest to moment adaptacji. To czas naprawdę trudny, zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców zastępczych, dla nas również, bo towarzyszymy im w tym. A kolejnym takim ważnym momentem jest ten, gdy ma miejsce tak zwane wyfruwanie z gniazda, czyli dzieciaki się usamodzielniają. Tutaj też jest nasza rola, ponieważ dzieci, które chcą się nadal uczyć, a nie mają jeszcze tych 25 lat i wychodzą z rodziny zastępczej, otrzymują od nas pomoc finansową na kontynuowanie nauki, a później wyprawkę na usamodzielnienie się i zagospodarowanie – mówi Agnieszka Korzeniewska. – Ale najczęściej bywa tak, że zostają z tymi rodzicami już na zawsze. Bo to są ich rodzice. Chyba że wcześniej uda nam się w ten sposób poprowadzić pracę z rodziną biologiczną, że dzieci wracają do domów. Bowiem takie sytuacje mają miejsce, że rodzice biologiczni pokonują swoje trudności, przeszkody, które miały miejsce w ich domach i dzieciaki mogą bezpiecznie wrócić pod ich opiekę.
RL: Ale te więzi z tą rodziną zastępczą zostają?
– Więzi z rodziną zastępczą zostają. Najczęściej jeszcze jest tak, że nawiązują się więzi między rodziną zastępczą a rodziną biologiczną, czyli te rodziny się powiększają – mówi Agnieszka Korzeniewska.
RL: Ile tych rodzin powinno być w powiecie łęczyńskim, żeby wypełnić wszystkie potrzeby?
– Na ten moment mamy w zasadzie wszystkie dzieci zaopiekowane, ale nigdy nie wiemy, kiedy pojawi się kolejna potrzeba pomocy. Zupełnie nie zależy to od nas. To sąd weryfikuje sytuację rodzin. My dostajemy gotowe postanowienie sądowe do realizacji, więc cały czas musimy być w pogotowiu i posiadać kandydatów na rodziców zastępczych. Dlatego tak ważne jest dla nas to, żeby mieć bazę osób, które w razie potrzeby będą mogły pomóc dziecku i jego rodzinie, bo takie dziecko ma również swoich rodziców biologicznych – wyjaśnia Agnieszka Korzeniewska.
Dlaczego wciąż brakuje tych rodzin? Jakie są największe obawy tych osób, które rozważają to, żeby zostać rodziną zastępczą?
– Myślę, że najczęściej boją się, czy podołają. Jest to obawa zrozumiała. Natomiast my jesteśmy po to, żeby pomagać. Jesteśmy po to, żeby na bieżąco towarzyszyć takiej rodzinie. Cały czas do dyspozycji jest koordynator i psycholog. Pomagamy od strony prawnej. Myślę, że trzeba po prostu przyjść i zobaczyć, jak to wygląda. Są rodziny zastępcze, które są otwarte na to, żeby zaprosić takich kandydatów do swojego domu, żeby pokazać, jak wygląda piecza zastępcza. W zasadzie nie różni się ona od tego, kiedy posiadamy swoje własne dzieci, bo też nigdy nie wiemy, czy będą zdrowe, czy będą miały trudności w nauce, czy nie będziemy potrzebowali jakiegoś dodatkowego wsparcia. Piecza zastępcza tylko tak groźnie brzmi, natomiast jest to wychowywanie dzieci i pomoc – stwierdza Agnieszka Korzeniewska.
– Trzeba mieć miejsce dla tego dziecka, w którym możemy stworzyć jego kącik. Nie są wymagane szczególne warunki mieszkaniowe, nie są wymagane szczególne warunki bytowe. Nie trzeba być małżeństwem, żeby stanowić rodzinę zastępczą. Może to być osoba samotna, która na przykład swoje dzieci już odchowała i czuje się w domu sama. Zachęcamy takie osoby, żeby do nas przyszły. Jest dużo osób, które starają się o swoje własne dzieci, a z jakichś powodów mieć ich nie mogą. Zgłaszają się do nas i twierdzą, że po to im Pan Bóg dzieci nie dał, żeby pomogły komuś innemu – mówi Agnieszka Korzeniewska.
RL: Na pewno są takie rodziny, które już kolejne pokolenie wychowują takie dzieci?
– Jest taki przypadek w Łęcznej, gdzie pani, która jest obecnie rodziną zastępczą, wcześniej była wychowanką domu dziecka, więc sama doświadczyła trudności i teraz pomaga innym. Jest to nasza prawie już zawodowa rodzina zastępcza, bo w tym celu jest teraz przygotowywana. Sytuacje zdarzają się przeróżne. Mamy studentów, z których jesteśmy bardzo dumni, bo dzieci, które przychodzą do rodzin zastępczych mają pewne trudności z nauką. Dzieje się tak przez to, że były wcześniej zaniedbane, nikt nie stymulował ich rozwoju. Dopiero w rodzinach zastępczych nabierają wiatru w żagle, uczą się dalej, osiągają sukcesy i później funkcjonują prawidłowo w dorosłym życiu – mówi Agnieszka Korzeniewska.
Trzeba otworzyć nie tylko dom, ale serce i czas…
– Myślę, że każdy z nas ten czas posiada, tylko trzeba go odpowiednio zagospodarować. Poświęcenie odrobiny czasu po to, żeby inny człowiek mógł poczuć szczęście, radość i miłość, to nie jest duża cena – dodaje Agnieszka Korzeniewska.
Rodzic zastępczy niespokrewniony otrzymuje ok. 1500 zł miesięcznie, a spokrewniony ok.1000 zł. A do tego dostają oni świadczenie 800 Plus. Możliwe jest także wystąpienie o różnego rodzaju dodatki.
PaSe / opr. ToMa
Fot. Sebastian Pawlak
