Alert RCB zamiast ostrzegać, usypia czujność? Co nie działa w systemie alarmowym?

EAttachments97499937ff32c62af38021451699c430f94513a xl

Do mieszkańców regionu coraz częściej przychodzą alerty RCB ostrzegające o niebezpieczeństwie z powietrza. Problem w tym, że często powiadomienia te przychodzą za późno lub w ogóle. Jaka jest tego przyczyna? 

To sprawdzał nasz reporter Tomasz Maczulski.

„Uwaga, uwaga, uwaga, zagrożenie atakiem z powietrza. Udaj się w bezpieczne miejsce, stosuj się do poleceń lokalnych służb, oczekuj dalszych komunikatów”. Brzmi groźnie? Pewnie tak, gdyby SMS dotarł na czas, a nie dopiero po fakcie lub w ogóle nie dotarł. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ma ostrzegać i chronić. Problem w tym, że jak twierdzi coraz więcej osób, system ostrzegania przypomina po prostu loterię.

– Za dużo jest tych alertów i nie zawsze je czytamy, zwłaszcza kiedy przychodzą w środku nocy. Czasami jest ich po kilka dziennie. To może też niepotrzebnie straszyć, szczególnie starszych ludzi, którzy nie zawsze wiedzą, co mają robić i jak się zachować – mówią mieszkańcy Lublina. 

RL:  A czytamy w ogóle te SMS-y?

– Czytam, albo już w pewnym momencie, kiedy było ich kilka dziennie, oznaczałam po prostu jako przeczytane.

CZYTAJ: Atak rosyjskich dronów blisko polskiej granicy. Niespokojna niedziela w regionie

Miliony SMS-ów i ograniczona przepustowość

Niektórzy w ogóle nie dostawali wspomnianych alertów, albo na jeden telefon przychodził alert, a na inny już nie. Wniosek? System działa. Przynajmniej na papierze, ale gdy w grę wchodzą minuty, sekundy i cyfrowe wąskie gardła, teoria rozmija się z rzeczywistością. Dlaczego wiadomości dochodzą z opóźnieniem? O to zapytaliśmy rzecznika Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, Piotra Błaszczyka.

– Rzeczywiście mogło zdarzyć się tak, że w ostatnim czasie obywatel otrzymał tylko SMS-a odwoławczego i jest to spowodowane dynamiką sytuacji. Tym, że w momencie otrzymania informacji o zagrożeniu natychmiast uruchamiamy procedurę wysyłkową, ale po chwili otrzymujemy informacje, że to zagrożenie minęło. Dlatego też przerywamy wysyłkę kampanii ostrzeżeniowej i uruchamiamy kampanię odwoławczą. I to powoduje, że część z nas może otrzymać wyłącznie tego odwoławczego SMS-a.

RCB przyznaje też, że technologia SMS-owa ma swoje ograniczenia, a system nie jest z gumy. Co się dzieje? Przepustowość sieci niekiedy trzeszczy w szwach, gdy trzeba wysyłać miliony wiadomości naraz.

– Operatorzy podczas wysyłki mają określoną przepustowość tej wysyłki, to znaczy w ciągu sekundy, w ciągu minuty są w stanie wysłać określoną liczbę SMS-ów i ta kampania trwa jakiś czas. Może zdarzyć się tak, że nasz telefon jest połączony z anteną, który jest poza obszarem ostrzegania. Mimo że fizycznie jesteśmy w powiecie, w województwie, które jest objęte ostrzeżeniem, nasz telefon jest połączony z BTS-em poza rejonem ostrzeżenia – dodaje Piotr Błaszczyk.

„Zagrożenie z powietrza” – ale gdzie?

Brak SMS-a to jedno. Drugim problemem jest to, jak go odczytujemy. Gdy nad granicą latają bezzałogowce i rośnie napięcie, lakoniczne komunikaty wywołują niepotrzebną panikę. Nasz radiowy kolega, Dariusz Turecki zwraca uwagę na pewien detal, który w takich chwilach może mieć kluczowe znaczenie.

– Jedna rzecz moim zdaniem powinna ulec zmianie. Tak jak w niedzielę mieszkańcy niektórych powiatów na Lubelszczyźnie dostali taki alert. „Uwaga, uwaga, uwaga, zagrożenie atakiem z powietrza. Stosuj się do poleceń lokalnych służb, oczekuj komunikatu”. Myślę, że w powszechnym odbiorze ten komunikat jest traktowany dalej jako informacja o zagrożeniu na terenie Ukrainy. Myślę, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa powinno jak najszybciej to zmienić, jeżeli występuje zagrożenie atakiem na terenie Polski, to powinien się znaleźć taki dopisek, zagrożenie atakiem z powietrza na terenie Polski, żebyśmy nie musieli się domyślać, że to nie chodzi o Ukrainę, a o naszą miejscowość, o teren Rzeczypospolitej Polskiej.

Słowa klucze zamiast urzędniczej nowomowy, jasny przekaz, bo zamiast budować poczucie bezpieczeństwa, chaotyczne alerty wywołują dwa skrajne efekty: panikę albo całkowite znieczulenie. I tu kryje się największe niebezpieczeństwo. System, który ma chronić, przez takie mankamenty zaczyna być traktowany jako spam.

– Mamy tylko 160 znaków do dyspozycji, czyli bardzo, bardzo niewiele. Musimy streszczać się w tej naszej komunikacji, w tym naszym ostrzeżeniu, żeby te najważniejsze informacje obywatelowi przekazać. Panika zawsze jest złym doradcą. Zachowujemy spokój, śledzimy komunikaty i słuchamy poleceń służb. Jeżeli otrzymacie państwo SMS-a Alert RCB z ostrzeżeniem, przeczytajcie go proszę do końca, zastosujcie się do tych poleceń, które są w treści SMS-a, bo od tego będzie zwyczajnie zależało wasze życie i zdrowie – wyjaśnia Piotr Błaszczyk. 

Wiele więcej wskazuje na to, że dziś system ostrzegania wymaga pilnej reformy, zarówno językowej jak i technicznej, bo przecież nie chodzi o to, aby ludzi straszyć, ani o to, aby ten SMS przyszedł za późno.

CZYTAJ: Atak Rosji na Ukrainę. Poderwano polskie lotnictwo [AKTUALIZACJA]

W niedzielę alerty RCB o zagrożeniu z powietrza otrzymali mieszkańcy sześciu powiatów w regionie. RCB zapewnia, że wraz z operatorami sieci komórkowych pracuje nad zwiększeniem przepustowości systemu. 

MaTo / opr. LisA

Fot. RL

Exit mobile version