Zamieszanie wokół alertów w regionie. Rzecznik RCB tłumaczy

EAttachments97007070113d0b4f4101e7dc5912b5c2b241fc4 xl 1

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa tłumaczy procedurę rozsyłania SMS-owych alertów o zagrożeniu. Wczoraj (30.08) mieszkańcy województwa lubelskiego dostali SMS-a o tym, że zakończył się zmasowany atak na terenie Ukrainy i że nie ma zagrożenia na terytorium RP. Jednak zdecydowana większość mieszkańców Lubelszczyzny nie dostała pierwszego SMS-a informującego o zagrożeniu.

CZYTAJ: Alerty odwołane. „Brak zagrożenia na terytorium RP”

Rzecznik RCB Piotr Błaszczyk tłumaczy, że w momencie, kiedy komunikat był jeszcze rozsyłany, do RCB dotarła informacja, że zagrożenie minęło:

– Czas obowiązywania ostrzeżenia był dosyć krótki. Chwile po tym jak zleciliśmy wysyłkę alertu RCB otrzymaliśmy informacje, że to zagrożenie już minęło. W związku z czym ta kampania została anulowana i uruchomiona została kampania odwoławcza – dodaje Piotr Błaszczyk.

Jednocześnie Błaszczyk wyjaśnia jak wyglądałaby komunikacja RCB z obywatelami, gdyby wczorajsze zagrożenie było dłuższe:

– SMS jest pierwszą fazą informowania, ostrzegania obywatela tzn. „Obywatelu na Ukrainie dzieje się coś złego, bądź przygotowany na to, że potencjalnie może też zagrozić bezpieczeństwu Polski”. Jeżeli rzeczywiście takie zagrożenie byłoby ocenione jako prawdopodobne, to drugi SMS ostrzegawczy z konkretnymi zalecaniami dla konkretnej części Polski byłby wysyłany.

SMS-owe alerty zostały wprowadzone po tym, jak w nocy z 29 na 30 lipca w województwie lubelskim zawyły syreny alarmowe, a w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia spadła rosyjska rakieta manewrująca Ch-101. Tamtej nocy mieszkańcy Lubelskiego nie dostali żadnego komunikatu z RCB.

MaK / opr. AKos

Fot. pexels.com

Exit mobile version