Wczoraj (30.08) mieszkańcy województwa lubelskiego dostali SMS-y o tym, że zakończył się zmasowany atak na terenie Ukrainy i że nie ma zagrożenia na terytorium RP. Jednak zdecydowana większość mieszkańców Lubelszczyzny nie dostała pierwszego SMS-a informującego o zagrożeniu. Sprawę tłumaczy RCB.
SMS-owe alerty RCB zostały wprowadzone po tym, jak w nocy z 29 na 30 lipca w województwie lubelskim zawyły syreny alarmowe, a w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia spadła rosyjska rakieta manewrująca. Tamtej nocy mieszkańcy Lubelskiego nie dostali żadnego komunikatu z RCB. Teraz Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało SMS-y do mieszkańców. Jednak większość z nich dostała tylko informację o zakończeniu zagrożenia.
– Dostałam tylko ten jeden SMS, że po prostu już nie ma zagrożenia. Dostałem tylko wiadomość o odwołaniu, nie miałem zielonego pojęcia, co się dzieje, a zresztą, co ma być, to będzie. Dostałam SMS o odwołaniu, ale o zagrożeniu nie. Myślę, że jeżeli coś odwołują, to powinni wysłać też informację o tym, że się coś dzieje – mówią mieszkańcy.
CZYTAJ: Zamieszanie wokół alertów w regionie. Rzecznik RCB tłumaczy
To, dlaczego trudno znaleźć osobę, która dostała też SMS-owy alert o początku zagrożenia, wyjaśnia rzecznik RCB Piotr Błaszczyk. – Otrzymaliśmy informację z Centrum Operacji Powietrznych o tym, że to zagrożenie na terytorium Ukrainy jest i zgodnie z procedurą uruchomiliśmy system alertowy. Natomiast z racji tego, że czas obowiązywania ostrzeżenia był dosyć krótki, chwilę po tym, jak zleciliśmy wysyłkę alertu RCB, otrzymaliśmy informację o tym, że to zagrożenie już minęło. W związku z czym ta kampania została anulowana i uruchomiona została kampania odwoławcza.
Jednocześnie Błaszczyk wyjaśnia, jak wyglądałaby komunikacja RCB z obywatelami, gdyby wczorajsze zagrożenie trwało dłużej. – W związku z tymi ostatnimi sytuacjami zdecydowaliśmy się na wcześniejsze ostrzeganie. To znaczy w takiej sytuacji, w kontekście tego, co wczoraj, ten SMS jest pierwszą fazą informowania i ostrzegania obywatela. To znaczy: obywatelu, na Ukrainie dzieje się coś złego, bądź przygotowany na to, że potencjalnie może to też zagrozić bezpieczeństwu Polski. Jeżeli rzeczywiście takie zagrożenie byłoby ocenione jako prawdopodobne, drugi SMS ostrzegawczy, już z konkretnymi zaleceniami dla konkretnej części Polski, byłby wysyłany.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapewnia, że pracuje nad lepszym sposobem komunikacji z obywatelami. – Ma w tym pomóc specjalna aplikacja, która powstaje w porozumieniu z operatorami sieci komórkowych – mówi rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka. – Chcemy, aby docelowo w sytuacji zagrożenia, zagrożenia z powietrza, każdy mieszkaniec mógł być informowany poprzez swój telefon, że jest alert, jest zagrożenie, należy uważać. Te rozmowy, te prace trwają. Tutaj pamiętajmy, że jeżeli chodzi o aplikację, jesteśmy oczywiście po rozmowach. W dużej mierze ta współpraca zależy również od operatorów komórkowych, ponieważ operatorzy komórkowi muszą przygotować infrastrukturę, narzędzia, ale także muszą przygotować się finansowo. Docelowo chcielibyśmy, aby obok alertów RCB, obok syren alarmowych, również kolejnym źródłem, które będzie informowało mieszkańców o zagrożeniu, była właśnie taka aplikacja mobilna, która będzie uruchamiała się w naszym telefonie w momencie zagrożenia.
Specjalna aplikacja ma być gotowa w ciągu najbliższych miesięcy. Jednocześnie MSWiA pracuje nad wymianą analogowych syren alarmowych na syreny cyfrowe uruchamiane zdalnie oraz centralizacją uruchamiania syren. Docelowo za uruchamianie syren ma odpowiadać Straż Pożarna. Jak przekazała rzeczniczka MSWiA, do tej pory w całym kraju zostało podpisanych blisko 200 porozumień z samorządami w tej sprawie.
MaK / opr. AKos / WM
Fot. pexels.com
