Wojewoda: W 10 powiatach nie zawyły syreny alarmowe po naruszeniu przestrzeni powietrznej

EAttachments9671116f2d54594e5806337428e4f8f81d64a88 xl

500 syren alarmowych ma ostrzegać mieszkańców województwa lubelskiego przed zagrożeniem, obecnie jest ich 364. Docelowo, większość ma być uruchamiana zdalnie z jednego miejsca – zapowiedział wojewoda lubelski Krzysztof Komorski po zdarzeniach, które miały miejsce ze środy na czwartek, kiedy to rosyjska rakieta manewrująca uderzyła w pole w Tarnawie-Kolonii w powiecie biłgorajskim. Urzędnicy podsumowali błędy w procedurach.

O szczegółach nasza reporterka, Karolina Ryniak.

Chronologia wyglądała tak. O godzinie 3.09 wysłano informację do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego o prowadzeniu nasłuchu, co zostało przekazane do Powiatowych Centrów Zarządzania Kryzysowego. O godzinie 3.39 pojawiła się informacja z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o realnym zagrożeniu. Następnie o godzinie 3.44 przekazano komunikat o konieczności włączenia syren. Później sygnał ten trafił do powiatów. Około 3.50 w czwartek alarmem zostało objętych 17 powiatów. Tylko w 7 z nich zawyły syreny, w pozostałych 10 procedura nie została uruchomiona.

– Zawiódł czynnik ludzki – tłumaczył wojewoda lubelski Krzysztof Komorski. – Osoby, które włączają alarm, mówię tutaj o kierownikach w powiatowych centrach, chcą być pewne, to jest bardzo poważna sytuacja i decyzja do podjęcia, w związku z czym zdarzają się takie sytuacje, w których oni w nocy jeszcze wykonują telefon do starosty czy do samorządowca w celu potwierdzenia tej informacji, co wydłuża ten proces. Będę namawiał jutro na spotkaniu wszystkich państwa starostów, aby wyposażyli wszystkich w upoważnienia stałe do podejmowania takiej decyzji, dlatego że tak naprawdę to kierownik słyszy ten nasłuch, to jest sygnał bezpośrednio dający uzasadnienie do tego, żeby te syreny zostały włączone.

CZYTAJ: Prokuratura zakończyła poszukiwania w miejscu upadku rakiety w Tarnawie-Kolonii [AKTUALIZACJA]

– Te kilkanaście minut to zbyt dużo czasu. Trzeba ujednolicić procedury i najlepiej, żeby za włączenie syren odpowiadało Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego – powiedział wojewoda lubelski. – Chcemy, aby była możliwość uruchamiania ich zdalnie i selektywnie, również tylko dla wybranych obszarów, bo nasze województwo w tym systemie wczesnego alarmowania i ostrzegania jest podzielone na cztery obszary i one obejmują określone powiaty. 164 lokalizacje naszych syren w województwie lubelskim. Te urządzenia mogą być włączane zdalnie za pomocą konkretnych urządzeń. Dodatkowe urządzenia będą po prostu w dyspozytorni Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego i w tym procesie po prostu powiaty będą w pewien sposób pominięte. Dyspozytor najpierw będzie włączał syreny zdalnie, a później będzie kontaktował się w celu włączenia dodatkowych urządzeń i poinformowania o samym alarmie.

Obecnie na terenie naszego regionu mamy 364 sprawne syreny. Prawie połowa z nich może być uruchomiona zdalnie, reszta działa analogowo. To oznacza, że do ich włączenia potrzebny jest człowiek.

– Lubelski Urząd Wojewódzki planuje zakup jeszcze dodatkowych 200 syren – mówił wojewoda Komorski. – Tak naprawdę około 500 syren powinno nam wystarczyć. Na chwilę obecną mamy około 200 analogowych, tylko one nie mają możliwości zdalnego włączania. Dodatkowe 164 to już są takie spełniające najwyższe normy i one wszystkie są możliwe do zdalnego uruchomienia, czyli mamy 364 i będzie dodatkowych 200. 

Urzędnicy zapowiadają również tak zwane testy dyspozycyjności. To procedury sprawdzające gotowość ludzi i systemów do działania w kryzysie. Główne elementy takich testów to alarmowanie, czas reakcji oraz komunikacja. Z kolei na pytanie dotyczące pociągnięcia do odpowiedzialności pracowników Powiatowych Centrów Bezpieczeństwa, którzy nie zareagowali, wojewoda odpowiedział tak. – Ja jestem od tego, aby samorządom pomóc, dlatego zapraszam ich jutro, zapytam, co się stało, jak wam mogę pomóc, żeby ten proces usprawnić i na bazie bardziej takiego dialogu będę chciał te problemy rozwiązywać – zaznaczył wojewoda. – Oczywiście jeżeli dojdzie do sytuacji, że my się dowiemy, czy w wyniku analizy doszło do złamania prawa, niedopełnienia obowiązków, to oczywiście będziemy zgłaszać, podlegamy dokładnie takim samym przepisom jak wszystkie inne organy administracji publicznej. Jeżeli ktoś posiada wiedzę, że jakieś obowiązki zostały niedopełnione, to będzie to zgłaszane. Ten obowiązek wymaga dyspozycyjności 24 godziny na dobę.

Podsumowując, żeby skrócić proces decyzyjny, decyzję należy powierzyć organowi, który w pierwszej kolejności słyszy sygnał o uruchomieniu alarmu. W przypadku naszego regionu jest to Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego. 

W czwartek około godziny 3.50 syreny zawyły w Lublinie i powiatach: lubelskim, hrubieszowskim, zamojskim, janowskim, świdnickim i krasnostawskim. Nie włączono ich w Chełmie i Zamościu oraz w powiatach: biłgorajskim, włodawskim, puławskim, tomaszowskim, chełmskim, opolskim, łęczyńskim i kraśnickim.

CZYTAJ: „Nie wiedziałam, co się dzieje”. Potężny huk obudził mieszkańców Tarnawy-Kolonii [ZDJĘCIA]

Szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował w piątek w TVN24, że w ciągu kilkunastu najbliższych tygodni zostanie uruchomiona specjalna aplikacja regulująca kwestie ostrzegania ludności. Jak zaznaczył, priorytetem jest systematyczne uzupełnianie zaległości i budowa nowoczesnego, skutecznego systemu reagowania na zagrożenia.

Według Kierwińskiego nowe rozwiązanie ma uzupełnić obecny system alarmowania oparty m.in. na syrenach i alertach RCB. Resort rozważa wykorzystanie bazy użytkowników aplikacji mObywatel. W czwartek – gdy trwał zmasowany rosyjski atak na zachodnią Ukrainę – o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. O godz. 3.46 obiekt zanikł. Miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu Tarnawy-Kolonii.

CZYTAJ: Premier: rakieta, która spadła na Lubelszczyźnie, była uzbrojona i z dużym prawdopodobieństwem rosyjska

Śledztwo w kierunku naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej i sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym prowadzi Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Z ustaleń śledczych wynika, że w Tarnawie-Kolonii spadła rakieta Ch-101, która została wyprodukowana w drugim kwartale 2026 r. w jednym z zakładów na terytorium Rosji w obwodzie moskiewskim. Jak przekazano, rakieta o oznaczeniach Ch-101 zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”.

Przedstawiciele rządu zapewniali, że gdyby rakieta stanowiła zagrożenie dla terenów zamieszkanych, zostałaby zestrzelona. 

RyK / Polska Agencja Prasowa / opr. WM

Fot.

Exit mobile version