Godz. 19.53 AKTUALIZACJA
W Rzeszowie wylądował samolot z pierwszymi wracającymi do Polski poszkodowanymi w wypadku polskiego autokaru na Węgrzech. Do kraju wróciło dwudziestu jeden obywateli. Jak poinformowało MSZ, jedna z osób poszkodowanych wybrała powrót do kraju z rodziną.
Rządowy samolot startował z Budapesztu z międzylądowaniem w Debreczynie, gdzie przewieziono poszkodowanych z okolicznych szpitali.
Do wypadku autokaru, którym na Podkarpacie wracali polscy pielgrzymi, doszło wczoraj (16.08) na węgierskiej autostradzie M3. Zginęło w nim 12 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.
Godz. 19.10
Z węgierskiego lotniska w Debreczynie po godz. 19.00 wystartował samolot z Polakami poszkodowanymi w wypadku autokaru. W poniedziałek wieczorem do Polski przetransportowanych zostanie 21 pacjentów.
Specjalny samolot z 21 poszkodowanymi w wypadku autokaru na Węgrzech Polakami na pokładzie wystartował z lotniska w Debreczynie po godz. 19.00. Samolot z Węgier ma polecieć do Warszawy, z międzylądowaniem w Rzeszowie. Wg MSZ tam pokład samolotu mają opuścić wszyscy poszkodowani.
Przedstawiciele resortu zdrowia informowali o 22 pacjentach, którzy w poniedziałek wieczorem powrócą do kraju. Wiceszef MSZ Wojciech Zajączkowski po godz. 17.00 przekazał jednak dziennikarzom, że na pokładzie samolotu znajdzie się 21 poszkodowanych. Potem MSZ doprecyzowało, że jeden z pacjentów zdecydował się na powrót z rodziną.
Od poniedziałkowego ranka członkowie polskiej delegacji odwiedzili cztery węgierskie placówki medyczne, w których przebywają ranni Polacy. W skład zespołu wchodzi trzech ratowników oraz trzech lekarzy: neurolog, ortopeda i anestezjolog. Decyzję o jego wysłaniu podjął w niedzielę premier Donald Tusk.
Zadaniem medyków było przeprowadzenie – we współpracy z lekarzami węgierskimi – oceny stanu medycznego pacjentów pod kątem możliwości ich bezpiecznego transportu do kraju.
Godz. 17.14
12 osób zginęło, 10 ciężko rannych trafiło do szpitali, a pozostałych 37 pasażerów zostało lekko rannych – to bilans niedzielnego (16.08) wypadku na Węgrzech. Cały czas trwa identyfikacja ciał. Na razie rozpoznano 7 osób.
Kierowca autobusu został zatrzymany przez policję, która – według udzielonych w poniedziałek (17.08) informacji – planuje postawić go przed sądem we wtorek. Dotychczasowe ustalenia wskazują, że mężczyzna zasnął w trakcie jazdy.
– Wszystko wskazuje na nieumyślną winę kierowcy – mówi dr Michał Skwarzyński, ekspert w zakresie prawa o ruchu drogowym z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. -Z uwagi na to, że mamy do czynienia ze zdarzeniem masowym, (w Polsce byłoby kwalifikowane jako katastrofa w ruchu lądowym) został on zatrzymany. Prawdopodobnie z uwagi na liczbę ofiar będzie wniosek o tymczasowe aresztowanie.
CZYTAJ: 12 osób zginęło w wypadku polskiego autokaru na Węgrzech [AKTUALIZACJA, ZDJĘCIA]
Sprawą zajmie się także Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który zapowiedział szczegółową kontrolę podkarpackiego przewoźnika.
– Będziemy dokładnie sprawdzać całą dokumentację, która jest niezbędna do prowadzenia takiej firmy, a także tachografy sześciu autobusów, które mają ważną licencję – mówi pełniący obowiązki zastępcy Głównego Inspektora Transportu Drogowego Marek Konkolewski. – Myślę, że Inspekcja Transportu Drogowego w Rzeszowie będzie rozmawiać z prokuraturą, która wszczęła śledztwo w sprawie tej katastrofy, bo dwa organy nie mogą dokonywać kontroli w tym samym czasie.
– Wiem, jak wyglądają te wycieczki. Główny Inspektorat powinien się przyjrzeć nie tylko firmom transportowym i kierowcom, ale powinien brać pod uwagę również osoby, które te wycieczki organizują – zauważa instruktor jazdy, kierowca zawodowy Damian Hejzner. – Są biura, które biorą pod uwagę czas pracy kierowcy i planują jego odpoczynku. Nie robią całej trasy na tak zwany „strzał”, tylko są miejsca na trasie, gdzie kierowcy mogą sobie wypocząć. Ale są też takie firmy, które tną koszty i kierowcy po prostu całą trasę pokonują bez odpoczynku.
Jak prawnie wygląda leczenie takich pacjentów za granicą, przecież nie każdy musi mieć kartę EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego – red.)?
– Mając kartę EKUZ, w innym państwie teoretycznie nie powinniśmy ponosić kosztów leczenia. Ale w praktyce jest bardzo często tak, że obce państwa nie chcą tej karty tak respektować. Więc musimy zapłacić za leczenie, a potem wnieść do naszego NFZ-u o refundację kosztów, które sami ponieśliśmy – stwierdza dr Michał Skwarzyński. – Bo generalnie według zasad, jakie są w Unii Europejskiej, kiedy mamy ubezpieczenie naszym państwie, wszystkie niespodziewane zdarzenia medyczne za granicą są pokrywane z naszego krajowego ubezpieczenia. Tylko, że praktyka jest taka jaka jest – żaden szpital nie chce wziąć na siebie ryzyka, że z kartą EKUZ jest coś nie tak, więc woli dostać pieniądze od pacjenta i niech pacjent sobie później refundację w swoim państwie uzyska.
– Niestety w praktyce bardzo często karty EKUZ nie są na miejscu respektowane. Jednak to i tak nie zmienia zasad, bo nawet jak ktoś takiej karty nie wyrobił, ale ma tytuł do ubezpieczenia w Polsce – czyli jest zatrudniony, płaci składkę zdrowotną, jest emerytem, rencistą, uczniem – to jemu i tak kompletna refundacja z NFZ kosztów takiego nagłego leczenia za granicą przysługuje – wyjaśnia dr Michał Skwarzyński. – Warto mieć w takiej sytuacji też jedną rzecz – można dokupić sobie prywatne ubezpieczenie zdrowotne, bo wtedy jest łatwiejsza sytuacja. Bardzo często szpitale, jak mamy tylko numer takiego ubezpieczenia, same się kontaktują z ubezpieczycielem i resztę już załatwiają.
Jaką rolę w takich sytuacjach odgrywają pasy bezpieczeństwa i jak często zapinamy je w autobusie?
– Osoba, która nie ma zapiętych pasów, jest potencjalnym mordercą. Praw fizyki nie oszukamy i jeżeli mamy niezapięte pasy a dochodzi do wypadku drogowego, to albo ta osoba nagle może znaleźć się na zewnątrz, albo może doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu osób, które są na przykład przed nią – wyjaśnia Damian Hejzner.
Pojawiają się komentarze, że gdyby to był nowoczesny autobus, do tragedii by nie doszło…
– Ciężko powiedzieć. Nawet jeżeli są systemy, jak asystent pasa ruchu, które wspomagają kierowcę, to i tak głównym czynnikiem za kierownicą jest sam kierowca. Jeżeli jest niewypoczęty albo popełni jakiś błąd, powstają ryzyko wypadku albo kolizji niezależnie od tego, czy mamy te systemy, czy nie. Na pewno one wspomagają, ale w 100% nie wyeliminują kierowcy zza kierownicy, czyli osoby, która decyduje, w jaki sposób ten pojazd powinien być prowadzony i jak się powinien zachować – dodaje Damian Hejzner.
Ofiary śmiertelne i ranni w wypadku to mieszkańcy kilku miejscowości na Podkarpaciu, którzy wracali z pielgrzymki do Medjugorie. Co najmniej trzy ofiary wypadku pochodzą z miejscowości Siedliska w gminie Lubenia.
– Większość Polaków hospitalizowanych w Nyiregyhazie na Węgrzech przebywa w tamtejszym szpitalu z powodu złamań kończyn i obojczyków oraz stłuczeń – podała w poniedziałek ta placówka medyczna. Dodano, że stan zdrowia 18 pasażerów autokaru pozwala obecnie na transport do Polski.
Eva Vitkai, rzeczniczka szpitala, przekazała agencji MTI, że stan dwóch pacjentów jest stabilny, jednak mogą oni być transportowani wyłącznie w pozycji leżącej. Jeden z nich doznał urazu czaszki wymagającego dalszej obserwacji, a drugi – złamania wyrostka kręgu w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Polscy i węgierscy eksperci koordynują obecnie sposób i termin ich transportu.
Wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk poinformowała w poniedziałek, że 22 pacjentów poszkodowanych w wypadku autokaru na Węgrzech zostanie zabranych wieczorem specjalnym samolotem do Warszawy.
InYa / Polska Agencja Prasowa / Informacyjna Agencja Radiowa / opr. ToMa
Fot. PAP/EPA/ZOLTAN MATHE
