Nie milkną komentarze po uderzeniu rakiety w Tarnawie-Kolonii. Specjaliści analizują między innymi sposób alarmowania obywateli o zagrożeniu. Tylko w 7 na 17 powiatów, które były objęte alarmem przeciwlotniczym, zawyły syreny, a inne formy komunikacji pojawiły się dopiero po kilku godzinach.
– Dostajemy alerty RCB o szczepionkach dla lisów czy burzach, a w tej sytuacji alertu nie było, a przecież sam dźwięk syreny informuje zarówno o zagrożeniu z powietrza, jak i zagrożeniu skażeniem czy powodzią – mówi profesor Agnieszka Łukasik-Turecka, dyrektor Instytutu Nauk o Polityce i Administracji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. – W przypadku burzy przypominają nam, żeby zabrać z balkonów jakieś pozostawione rzeczy, aż takie detale są podawane, i my wiemy, jak się zachować. W tak ważnej rzeczy, chyba najważniejszej w porównaniu z tymi wszystkimi innymi, zabrakło tej podstawowej informacji.
CZYTAJ: Wojewoda: W 10 powiatach nie zawyły syreny alarmowe po naruszeniu przestrzeni powietrznej
– Zgodnie z „Poradnikiem bezpieczeństwa” wielu mieszkańców włączyło radio czy telewizję, ale tam informacji nie było, bo służby ich nie przekazały – mówi dr Anna Szwed-Walczak z Katedry Komunikacji Politycznej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. – Jeżeli coś się dzieje, jeżeli obywatele słyszą huk, słyszą rakietę, to trzeba od razu wysłać informację do mediów, które są głównym źródłem wiedzy dla obywateli. Bo jeżeli coś się dzieje, to obywatele w pierwszej kolejności włączają radio, telewizję czy internet.
Dziś wojewoda lubelski Krzysztof Komorski zapowiedział zmiany w systemie ostrzegania i zakup dodatkowych 200 nowoczesnych syren alarmowych. Aktualnie w całym województwie jest ich 364, z tego tylko 164 mogą być włączone zdalnie.
MaK / opr. WM
Fot. pexels.com
